Orędzie o stanie państwa, które pod koniec stycznia wygłasza amerykański prezydent jest widowiskiem medialnym na temat trójpodziału władzy. Dziesiątki milionów widzów ogląda  to co roku w telewizji utrwalając sobie lekcję Konstytucji. Odźwierny Izby Reprezentantów woła od drzwi do Spikera: „Mister Spiker, President of the United States!”. A ten odpowiada: „Wpuść go”. Tak było również w ostatni wtorek, gdy John Boehner pozwolił wejść Barakowi Obamie na wspólne posiedzenie obu izb Kongresu.

Zaraz zza pleców odźwiernego wyłonił się rozpromieniony Obama w najpiękniejszym z uśmiechów od ucha do ucha. Obecnych na sali kilkuset najważniejszych polityków Ameryki zerwało się na równe nogi witając owacyjnie swojego przywódcę, niezależnie od podziałów partyjnych. Z miejsc najbliższych przejścia do mównicy wyciągnął się do prezydenta las rąk błagając o uścisk dłoni a choćby tylko dotyk. Najbardziej wyróżnieni goście dostąpili objęcia oburącz. Kobiety rzucały się całować go w policzek, niektórym oddawał pocałunek. Zbawca najdłużej trzymał w objęciach posłankę Gabrielle Giffords, która ledwo uszła z zamachu na swe życie. Wreszcie dotarł na trybunę i stanął twarzą do zebranych. Znowu zerwała się burza braw.
   Obama został wybrany trzy lata temu jako Uzdrowiciel Narodu, jednak okazał się postacią kontrowersyjną. Wszakże dobry zwyczaj jest silniejszy od bieżącej polityki. Każdy prezydent otrzymuje entuzjastyczne przyjęcie w Izbie przed wygłoszeniem orędzia. Dostawał je nawet George Bush, Pogrążyciel i jeden z najgorszych prezydentów w historii.  Oczywiście więcej entuzjazmu mają politycy własnej partii, lecz wszyscy okazują szacunek, choćby go obrzucali oskarżeniami na co dzień.
   Oglądając triumfalne wejście Obamy do Izby odczułem jak dźgnięcie nożem wspomnienie z polskiego Sejmu: Oto kilka minut po rozpoczęciu expose przez premiera Donalda Tuska do sali poselskiej wkracza z orszakiem Jarosław Kaczyński i powoli schodząc w stronę podium ostentacyjnie rozmawia przez komórkę, poczym siada w pierwszym rzędzie przed mówiącym Tuskiem. Co za upadek obyczajów! Taki afront wobec szefa władzy wykonawczej byłby w Ameryce niemożliwy. W Izbie lider opozycji John Boehner czekał na prezydenta, siedział tuż na podium za plecami Obamy i bił mu brawo, jak wszyscy. Rozumiem, że prezes Kaczyński odpłacał pięknym za nadobne, za znęcanie się nad bratem, za rolę premiera w dopuszczeniu katastrofy smoleńskiej. Tusk ma obciążone sumienie. Nie jemu osobiście należy się szacunek, lecz urzędowi, jak prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, niezależnie od oceny jego polityki. Niestety, polskie obyczaje polityczne bardziej przypominają klepisko, niż Kapitol.
   Lepiej wróćmy do Izby Reprezentantów. Jeżeli Spiker pozwala wejść prezydentowi, to też znaczy, że mógłby nie pozwolić. Na tym polega sens rytuału. Najwyższą władzę ma Kongres a Izba jako organ ludu jest ważniejsza od Senatu. Izbę wybiera się proporcjonalnie. Natomiast do Senatu wchodzi dwóch przedstawicieli każdego stanu niezależnie od liczby mieszkańców, żeby chronili interesy stanów rzadziej zaludnionych. Przy okazji orędzia senatorowie siedzą w Izbie jako goście. W pierwszym rzędzie zasiada też w czarnych togach dziewięciu sędziów Sądu Najwyższego. Ta trójca: Kongres, Prezydent, Sąd Najwyższy wyraża podział na trzy gałęzie władzy. Było też miejsce dla generalicji, bo ktoś musi bronić demokracji. Uprzejmie uśmiechy z pierwszego rzędu słała również Hillary Clinton. Cztery lata temu była ciętym krytykiem Obamy w kampanii prezydenckiej. Dzisiaj prowadzi mu politykę zagraniczną, bo racja stanu jest ważniejsza od osobistych urazów.
   Prezydent Stanów Zjednoczonych pełni funkcje premiera jako szef rządu a traktowany jest  niczym cesarz. Obiegowe pojęcie „prezydentury imperialnej” wyraża ogrom jego władzy zaś doroczny „State of the Union Adress” jest jak mowa tronowa, przerywana kilkadziesiąt razy owacją na stojąco. Amerykanie składają w ten sposób hołd swojemu państwu, któremu „Bóg błogosławi” a telewizja wzmacnia propagandą Przywódcy.

 

Krzysztof Kłopotowski

25 stycznia 2012

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl