Polskie media po raz kolejny przecierają szlaki nowatorskich metod uprawiania dziennikarstwa. I tak na przykład, w sprawach związanych z korupcją opinie wydają i ewentualne wyroki w charakterze sędziów ferują praktycy.
Człowiek, który wedle państwowych organów ścigania, sam zamieszany był wcześniej w afery korupcyjne, został zaproszony przez jedną z prywatnych stacji telewizyjnych jako ekspert-komentator. Mirosław Drzewiecki, były minister sportu, wypowiadał się o korupcji w Polskim Związku Piłki Nożnej. Jak powszechnie wiadomo, Drzewiecki przestał być ministrem, właśnie dlatego, że – zastrzegam się, iż tak brzmiała wersja CBA - bardzo chciał pomóc pewnemu biznesmenowi w pomnażaniu dochodów w prowadzonej przez niego branży hazardowej. Minister, powodowany szlachetnym odruchem serca, miał dążyć do takiego ukształtowania przepisów ustawy o grach hazardowych, aby nie tylko nie blokowały szans przypływu gotówki do kieszeni zaprzyjaźnionego z nim przedsiębiorcy, ale by te możliwości zwiększały. Ostatecznie prokuratura umorzyła sprawę.
Dziś już wiadomo, że były to podłe insynuacje CBA, uknute przez partię opozycyjną, aby obalić rząd Donalda Tuska i przejąć władzę w Polsce. Głównie po to, żeby wszystkich uczciwych ludzi na długie lata wsadzić do więzienia. Wstrętna prowokacja nie udała się. Jednakże minister sportu padł jej ofiarą i do dziś przebywa na politycznej banicji. Niezależne media, na szczęście, nie uległy fałszywym oskarżeniom formułowanym przez CBA i odrzuciły założenie, iż nad ministrem ciąży odium korupcji. Potraktowały go z należnym szacunkiem i uznaniem. On zaś, korzystając ze swojej wiedzy i doświadczenia na temat korupcji, nabytych wyłącznie w trakcie przesłuchań przed Sejmową komisją hazardową, odpłacił się fachowymi opiniami. - Tam nie ma rycerzy na białych koniach, którzy są czyści, sprawiedliwi i chcą wypalić rozpalonym żelazem zło w PZPN-ie – mówił, wprowadzając w zachwyt swoją bezkompromisowością.
Jestem pełen uznania i podziwu dla byłego ministra osobiście. Nie odmówił mediom pomocy w zrozumieniu mechanizmów korupcji, choć musiał odczuwać wewnętrzną niechęć do samego słowa „korupcja”. Bo to przecież ono złamało mu karierę. A jednak potrafił się oderwać od subiektywnych doznań. Takich ekspertów w mediach nam brakuje. Czas skończyć z zatęchłymi od starości nawykami, które ciągną nasze dziennikarstwo w dół, zamiast je rozwijać.
Zachęcam, aby pójść wskazaną drogą, rozszerzając ją o nowe dziedziny i niewykorzystywanych wcześniej ekspertów. Opisywane w mediach kradzieże w autobusach, tramwajach, czy supermarketach winni komentować ludzie niesłusznie oskarżeni o zawód kieszonkowca. Okradanie mieszkań – podejrzewani o to, że są włamywaczami. A porwania dla okupu – tacy, nad którymi ciążą zarzuty o kidnaperstwo.
Jerzy Jachowicz
6 grudnia 2011
