„Mama Madzi ratuje media” – cieszy się Sławomir Jastrzębowski. Szef „Super Expresu” w „Nowych Mediach” z prawdziwą satysfakcją odnotowuje totalną tabloidyzację wszystkiego co ukazuje się drukiem lub jest śledzone telewizyjną kamerą. Bo mówi to z pozycji dziennika, który właśnie przebił w sprzedaży „Gazetę Wyborczą”. Zero zdziwień, chciałoby się rzec, bo skoro „Wyborcza” wchodzi w buty „Superaka”, to musi mieć świadomość, że ludzie mając do wyboru oryginał, nie będą sięgać po kopię.
W tym samym temacie - Krzysztof Kłopotowski (czytaj:….) pokazuje na (nomen omen) faktach, spektakularny upadek mitu poważnego medium, za jaki chciał uchodzić TVN. Ale to było dawno. I chodziło o wizerunek, czyli właśnie mit, nie mający wiele wspólnego z faktami. Dziś wszystkie polskie telewizje są niepoważne, co ponoć leży w naturze tego medium. Często słychać argumenty w rodzaju „tak jest w każdej telewizji na zachodzie”. Zależy gdzie ucho przyłożyć. Publiczne media, zarówno w USA (nawet jeśli niszowe) jak i w Europie (wiodące) jednak starają się być na serio. A w Polsce ideałem prezentera byłby Zenon Laskowik, zaś reportera Szymon Majewski. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzi materiał kręcony na sejmowych korytarzach.
Nie wiedzieć czemu za standard uznano, że praktycznie każdy news polityczny musi być felietonem zrobionym w konwencji kabaretowej. Jedyny moment, kiedy telewizje porzucają ton krotochwilny, to tematyka kryminalna. Być może tak rozumieć należy słowa Jastrzębowskiego. Mama Madzi ratuje media, by nie zabawiły się polityką na śmierć. Tyle, że dżumę leczy się w ten sposób cholerą.
Trudno nie zgodzić się z naczelnym „Super Ekspresu” w ocenie sosnowieckiej tragedii. To jest prawdziwe story. Jak przed wojną sprawa Gorgonowej. Oczekiwania wobec domniemanej dzieciobójczyni są w związku z tym dużo większe. Mama Madzi właśnie ratuje polski teatr – spektakl oparty na jej perypetiach wchodzi na deski Teatru Nowego w Krakowie. W kolejce po ratunek czeka tonący rynek książki (sama Danuta Wałęsowa nie da mu rady), no i kulejąca kinematografia. Jedyny dylemat brzmi, kto „to” opowie: Pasikowski czy Smarzowski.
Zanim ratunek nadejdzie, warto jednak zadać sobie pytanie czy chcemy być uratowani, jeśli tak ma wyglądać szczepionka? Mediów nie uratowały zdrapki i gadżety, nie pomoże i mama Madzi. To są sterydy, które mają to do siebie, że kiedyś przestają działać. I wtedy dopiero okazuje się, jak dalece zrujnowały organizm.
Piotr Legutko
