Nie chcę być pomiędzy sierpem lewicy a młotem prawicy. Mam dość. Mam dość opowiadania się po jednej z tych stron. Chcę żyć w normalnym kraju, gdzie moje poglądy będą szanowane mimo, iż nie jestem ani z PO czy z PiS, ani z Antify czy z ONR. Mam dość waszej obłudy i waszych naparzanek.

Wy znacie logikę tylko dwubiegunową: kto nie jest z wami jest waszym wrogiem. Ta logika prowadzi na barykady, i w życiu, i w mediach. I kończy się spaleniem samochodu TVN albo najazdem niemieckich bojówkarzy. Obie strony chciały tej bitwy, gotowały się na nią, by teraz z ustami pełnymi frazesów o wolności mówić, i krzyczeć, że zagraża nam faszyzm albo luksemburgizm. A za chwilę będziecie tworzyć nowe ruchy i nowe partie dużo bardziej radykalne od dotąd istniejących. I powołacie się na dziedzictwo 11 listopada: na wyrwane z chodników kamienie, potłuczone szyby, pałki zomowców i oplute polskie mundury. Tego wszak chcieliście. Chcieliście zwarcia i zwarcie dostaliście. A dziś jesteście na ustach całej Polski, a jutro będziecie na ustach całego świata jako nowa siła, co nas zbawi. A media wam w tym pomogą, bo wszak od tego są. Są od tego, by nagłaśniać marginesowe, acz ekstremalne ruchy. Bo tam, gdzie się leje krew, tam jest kamera i tam jest dziennikarz. To stare jak świat it bleeds, it leads.

Logika wojny świetnie wpasowuje się w medialny kontekst. Zwiastuje walkę i zaspokaja nasze oczekiwania, że nudno nie będzie. Po co te żale, pełne naiwnego zdumienia, że dlaczego telewizje nie pokazywały spokojnych demonstrantów, rodzin z dziećmi, wiecującej młodzieży, patriotycznych śpiewów i przemówień. A kogo to miałoby obchodzić, pytam. Telewidzów? Pamiętam relacje z południa i wczesnego popołudnia w Polsacie i TVN. Wszędzie burdy i zamieszki. Węszycie w tym politykę. A ja wam powiem: pewnie, że jest, ale jest to też polityka OGLĄDALNOŚCI. Tak naprawdę dla mediów liczy się głównie kasa. Nie łudźcie się, że zawsze chodzi o politykę, czasem rzeczy mogą być bardziej brudne i przyziemne.

Kiedy słucham wyjaśnień, kto zaczął, kto kogo opluł, to aż mnie mdli, bo wyjaśniający szczytują w Himalajach hipokryzji. Oczywiście gra idzie o to, czyja narracja zwycięży, która przebije się do mediów, która będzie bardziej ostra, jednoznaczna i roszczeniowa. Wszystkie główne media biorą w tym udział, bo kto zostanie poza tą grą, to się nie liczy w walce o dusze czytelnika, słuchacza, telewidza, czy internauty. Mamy więc krytykę Oenerowców, mamy krytykę Krytyki Politycznej. I tylko czasem słychać jakiś mądry głos dystansujący się od całego tego jazgotu i zgiełku. Jak głos Dawida Widsteina rozmawiającego o zamieszkach z dziennikarką Polsatu. Ale jeden, czy kilka głosów rozsądku nie przytłumią medialnej wrzawy. Triumfujące subiektywizmy w szacie obiektywnych i niepodważalnych prawd, przypisanych do lewicy lub prawicy, drwią ze zdrowego rozsądku i napawają się zwycięstwem nad spokojną, ale milcząca większością.

Były burdy polskie i były burdy niemieckie. Są prawdy Antify i prawdy ONR. Z tych obu rzekomo prawdziwych relacji nie zbuduje się jednego obrazu świata. Może być tylko gorzej. Niestety, media mają w tym dziele podwójnego ogłupiania narodu duży wkład. Więc dalej do rozróby spieszmy się! Młodsi już poszli, starsi jeszcze nie?

 

Marek Palczewski

17 listopada 2011

 


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl