Manipulacje, półprawdy, fałszywe informacje, polityczne prowokacje, rozsiewanie demagogii – to tylko niektóre osiągnięcia dziennikarstwa w naszym kraju. Dziennikarstwa nowej jakości. Dziennikarstwa twórczego.
Wartości, jakich część wymieniłem, są doskonalone na wszystkich polach żurnalistyki: w gazetach, radio, telewizji. To są rzeczy nie znane w Europie. U nas z kolei, obecny stan, jest zasługą setek doświadczonych, ale i całkiem młodych pokoleń pracujących w mediach. Możemy z satysfakcję stwierdzić, że jest wreszcie dziedzina, w której przodujemy w świecie.
Mamy prawo też chlubić się, że ten nieznany w Europie rodzaj dziennikarstwa zyskał nawet, w nawiązaniu do słynnego okresu naszej kinematografii, odrębną nazwę: „Polska szkoła dziennikarstwa”.
Podczas, kiedy my rozwijaliśmy od kilku lat nowoczesne trendy, ociężała w swych nawykach Europa podążała tradycyjnym szlakiem „obiektywnego relacjonowania”. Ograniczała się do najprostszej, by nie rzec prymitywnej roli mediów, jaką według ich dziennikarskiego katechizmu jest „rzetelne przekazywanie informacji”. Nic dziwnego, że w tamtych krajach powstały duże zapóźnienia w sposobach opisu i interpretacji rzeczywistości przez media. Dopiero niedawno do tamtejszych dziennikarzy dotarło, jak ubogim warsztatem dysponują. Jak rutyna krępuje ich wpływ na otaczający świat.
Nie w ciemię bici, postanowili czerpać nauki z najlepszych wzorów. W ten sposób Polska stała się mekką europejskiego dziennikarstwa. Od kilku tygodni nasze redakcje oblegane są przez dziennikarzy ze wszystkich krajów. Pierwsze dni ożywionych kontaktów pokazują, jakie trudności powodują, że jedynie w mocno ograniczonym zakresie udaje się przeszczepić polskie metody na grunt europejski. Czasami z ust przyuczanych do nowych sposobów uprawiania dziennikarstwa obcokrajowców padają argumenty wręcz śmieszne, w rodzaju: „Brzydzę się kłamstwem”, „Nie mogę nikomu wchodzić w …” .
Naszych przewodników po meandrach zawodu nie powinna taka postawa zrażać. Doświadczenie podpowiada, że są to bariery do pokonania. Niejeden z naszych młodych rodzimych dziennikarzy, na początku swojej kariery stawiał podobne opory, ale przecież po jakimś czasie dojrzewał. I stawał się gotowy wypełniać najbardziej odpowiedzialne zadania.
Sprawdzoną i skuteczną metodą nauczania – do czego namawiałbym nasze redakcje – są kilkudniowe seminaria z nieliczną grupą uczestników i ściśle ograniczonym temacie.
Myślę, że atrakcyjne dla dziennikarzy zagranicznych byłyby tematy, w których odnotowaliśmy spore sukcesy. Mogłyby one być od razu ilustrowane, konkretnymi materiałami, pokazującymi maestrię naszych mistrzów, ale w niejednym przypadku też mistrzyń.
Dla przykładu podam kilka takich tematów:
- zniekształcenie oficjalnej wypowiedzi znanego polityka, umożliwiające rozpoczęcie na niego totalnej nagonki
- dyskredytowanie polityka obcej nam partii podczas rozmowy radiowej bądź telewizyjnej na żywo (ewentualne wykorzystanie publiczności w studio)
- rozłożenie akcentów w montowanej rozmowie radiowej lub telewizyjnej, tak aby zademonstrować zalety polityka z bliskiej nam partii
- podsycanie konfliktów osobowościowych jako skuteczna droga do dezintegracji obcych nam ugrupowań politycznych, włącznie do ich rozłamu
- wykorzystywanie autorytetów naukowych dla nadania wiarygodności naszego opisu przebiegu ważnego wydarzenia bądź jego interpretacji
- kreowanie zdarzeń, które uderzają w zwalczane przez nas ugrupowania polityczne bądź w środowiska im sprzyjające
To oczywiście tylko luźne propozycje. Redakcje same wiedzą najlepiej, co jest ich siłą i powodem do dumy.
Jerzy Jachowicz
4 listopada 2011
