W odpowiedzi na felieton red. Stefana Truszczyńskiego, który został opublikowany na stronie internetowej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i na portalu wPolityce....
Rada Programowa Radia Wrocław uczciła jubileusz pracy dziennikarskiej dwojga zasłużonych redaktorów rozgłośni wrocławskiej: red. Maksymiliana Kubicy i red....
My, niżej podpisani pracownicy i współpracownicy Programu Trzeciego Polskiego Radia, w związku z wypowiedzeniem przez Zarząd Polskiego Radia umowy o pracę z Jerzym Sosnowskim, wyrażamy zdecydowany sprzeciw wobec tej decyzji. Uważamy, że nie ma ona merytorycznych podstaw i oznacza wielką stratę nie tylko dla Programu Trzeciego, ale całego Polskiego Radia....
Czy można obiektywnie analizować media i jak to się robi? Czy można analizować rynek medialny? Jak to robią w innych krajach? Czy dzisiejsze polskie instytucje potrafią dokonać analizy polskich mediów i polskiego systemu medialnego? Czy wzorem innych krajów demokratycznych powinna zostać powołana Rada Prasowa albo Instytut Medialny?
Udział w debacie potwierdzili:
Krzysztof Cz.....
Kiedyś naczelny jednej z dużych polskich gazet stwierdził, gdy rozważano, czy opublikować jakiś list do redakcji: „czytelnik, jak sama nazwa wskazuje, służy do czytania, nie do pisania”. To odwrotnie niż było z Czukczą, którego zapisywano do sowieckiego związku literatów - na pytanie, co ostatnio przeczytał, odparł: „ja nie czytatiel, ja pisatiel”.
Teraz czytatiele i pisatiele się pomieszali. Czytatiele piszą ile wlezie, najczęściej anonimowo, a ile w którym ukrytych pokładów frustracji, tym więcej pisze. Pisatiel czyta to ile wlezie i się denerwuje, a im więcej w nim z kolei jego frustracji, tym bardziej się denerwuje. Innego z naczelnych doprowadziło to kiedyś do tego, że pisał płomienne apele do internautów, żeby go w tył całowali.
Jednak tak naprawdę - coraz bardziej - to media starają się czytelnika całować nie w tył, a po stopach. Zauważył to na wczorajszej konferencji w SDP Andrzej Stankiewicz, cytując Carla Bernsteina, który stwierdził, że dziś czytelnik nie szuka w mediach nowych treści, nie chce przez nie odkrywać nowych lądów, a chce znaleźć potwierdzenie swoich tez. Tak więc trend jest globalny, jeśli to kogoś pociesza. Media wszędzie stają się kulisami usłużnie biegającymi wokoło chińskiego cesarza, bojarami, którzy z ochotą dadzą carowi wytargać się za brody, jak tylko to sprawi mu odrobinę radości, lizusami gorszymi niż działacze młodzieżówek partyjnych.
Oczywiście są różne rodzaje lizusostwa, a raczej różne jego obiekty. Można schlebiać masom, można krytykując masy - elitce, można Komisji Europejskiej, Kościołowi, mniejszościom, kibicom, służbom i policji, opozycji albo urzędasom i rządowi. Wszystko zależy od tego, gdzie są kokosy, czyli Target. Święty Target, bo przecież nie Czytelnik. Modlimy się dziś masowo do Targetu. To najważniejsze słowo, wszyscy trafiają w target, albo „szukają niszy”.
Kiedyś myślałem, że trafić w target, to znaleźć coś, co zainteresuje daną grupę czytelników, ale dziś to po prostu poczęstować ją kanapką z wazeliną. Jest to łatwe, bo nie trzeba szukać nic nowego, dłubać w ustawach, szukać newsów. Wystarczy zagrać na nihilistycznej, ksenofobicznej, czy antyklerykalnej strunie. Tak się trafia dziś w mediach w target. Efektem jest inne zjawisko opisane wczoraj - tym razem przez Jana Stefanowicza, wieloletniego szefa Rady Konsultacyjnej CMWP SDP. Media odpływają. Budują wirtualny świat swoich sporów, problemów, w którym żyją i Pisatiele, i Czytatiele. A sprytni politycy pod dyktando urzędników w tym czasie przepychają co chcą.