Rewolucja w fizyce! Badacze ustalili, że neutrino biegnie szybciej niż światło. Czy będziemy mogli podróżować w czasie? Spróbuję.
Rok 1984. Startuję do swojej pierwszej australijskiej pracy w Centrum Edukacji Konsumenta stanu Victoria. Jestem zielona jak eukaliptusy za oknem, język angielski brzmi dla mnie równie egzotycznie jak głosy papug (też za oknem) i jestem też zarozumiałą Europejką: Ach Aussi, co to nie wiedzą gdzie leży Polska, nie interesuje ich ani Wałęsa ani stan wojenny, są leniwi i radośnie bezmyślni: już ja im pokażę!
Nasze "Centrum" to 9 młodych osób, które się skrzyknęło, założyło fundację i postarało się o grant, aby innych wyedukować: nie bierz pożyczki jak nie jesteś pewien czy spłacisz, wspierajcie się nawzajem kredytobiorcy i pamiętajcie, że zawsze jest jakieś wyjście - ostatecznie możesz zbankrutować. Debatujemy, przygotowujemy ulotki, akcje informacyjne i uliczne, spotykamy się z multum organizacji NGO, aby ich przekonać i zachęcić do współpracy. Trzeba powiadomić prasę - ktoś mówi. Acha - myślę sobie - wybija moja godzina, jestem przecież profesjonalnym dziennikarzem i ja już Wam pokażę! Ale nic nie pokażę. ONI WIEDZĄ LEPIEJ. Świetnie przygotowali krótką informacje dla prasy, pytania i odpowiedzi do radiowego wywiadu, plakat dla telewizji. Skąd o tym wiecie? - pytam zdumiona. My się tego uczymy w szkole! - odpowiada mi Greg, mój szef ( "ja nie jestem twoim szefem, jestem koordynatorem, sama musisz wiedzieć co robić”).
Dostaję do ręki podręcznik High School, gdzie dokładnie napisane jak współpracować z mediami, gdzie i jak odnaleźć brodcastera miejscowego radia, żeby mu nie zawracać głowy i nie zostać spławionym, jak odpowiadać, gdy reporter złapie cię na ulicy, jak zaprezentować się w telewizji patrząc w kamerę tak, by spojrzeć w oczy telewidzom. Następnego dnia idziemy do COMMUNITY CHANEL w Melbourne. I znów niespodzianka. Skromny budynek z talerzami na dachu skrywa urządzenia dobrze mi znane z Woronicza. Zapraszają nas do skromnego studia. Miga światło i Greg opowiada, co robimy, co zamierzamy, zaprasza wszystkich mieszkańców stanu Victoria do współpracy. Wreszcie i ja się dorywam i mówię parę słów do polskiej społeczności. Ale przyznam, że jestem okropnie zdezorientowana. Co to jest? Telewizja? Kablówka czy może prywatne studio? To są nasze media społeczne - wyjaśnia mi Greg - stacja telewizyjna COMMUNITY CHANEL jest do dyspozycji organizacji pozarządowych. Władze stanowe utrzymują tu urządzenia emisyjne. Wszystkie organizacja, stowarzyszenia, fundacje i grupy self-help mogą za pośrednictwem tej stacji prezentować swoją aktywność, zdobywać poparcie i zachęcać innych, aby dołączyli do realizacji pomysłu. Emisja nic nas nie kosztuje, natomiast audycje musimy przygotować i całkowicie sfinansować sami. Dajemy gotowy produkt.
Teraz, po latach, wszystko wydaje mi się oczywiste: społeczeństwo informacyjne i obywatelskie pospołu - muszą występować razem! Wtedy jednak, 25 lat temu, nie miałam do czego porównać. Wyjechałam z Polski, gdzie rządził Rząd i Komitet Centralny, a potem było długo, długo nic i wreszcie bezkształtna masa, morze głów, przewalających się przed trybunami. Społeczeństwo obywatelskie, jeśli już się w Polsce w 1984 zaczynało, to raczej w podziemiu i mocno pałowane przez ZOMO. Przedsiębiorczość i inicjatywność Polaków objawiła się w pełnej krasie dopiero w latach 90 tych! NGO rodziły się na kamieniu dawnego systemu, jakby w Polsce nagle wybuchł wulkan inicjatyw, pomysłów, nowych idei. Sama założyłam wtedy Fundację i parę innych organizacji... Wystarczy 15 osób i statut, w ktory jest cel do zrealizowania.
Według sprawozdań Fundacji Klon/Jawor za rok 2010 mamy obecnie w Polsce 70.703 organizacji NGO!!! Rozsiane po całej Polsce, niektóre wyrosły na potęgę, inne wciąż kiełkujące albo uśpione i wciąż powstają, wciąż organizują się nowe grupy ludzi, którzy mają jakiś pomysł na Polskę, na swoje środowisko, na lokalne terytorium,. Chcą po prostu coś zmienić, ulepszyć, coś sensownego zrobić dla innych: gromadzą się, dyskutują, organizują; są zarejestrowani w KRS, istnieją na portalach internetowych, funkcjonują w sprawozdaniach różnych urzędów. Nowa Polska przyznała im prawa do organizowania się, do działania, ale nie dała możliwości komunikowania się. Bo jak to sobie można by wyobrazić? Przedstawiciele 70.703 organizacji nie zmieszczą się w żadnym studio telewizyjnym ani radiowym. Nie dopchają się, są absolutnie bez szans!
W pierwszych latach transformacji wiele mówiło się o uspołecznieniu mediów czyli środków masowej komunikacji. Takie określenie to już zmiana. Ćwierć wieku temu media nazywano przecież środkami masowego przekazu, bo władza w ten sposób przekazywała w dół swoje dyrektywy. Uspołecznienie to kanały komunikowania poziome, pionowe i we wszystkich innych kierunkach. Społeczeństwo obywatelskie zajmuje przestrzeń między rodziną, państwem a biznesem; przestrzeń indywidualnej i zbiorowej samoorganizacji bez względu na to jaki obowiązuje system, czy jaka partia aktualnie rządzi. Partie polityczne przychodzą i odchodzą. Interesy społeczeństwa są zawsze nadrzędne i zachowują swoją podmiotowość niezależnie od państwa. Silne państwo w nowoczesnym rozumieniu to nie groźne, kontrolujące instytucje, ale maksymalne wsparcie dla inicjatyw obywatelskich, które przejmują niektóre funkcje państwa. Reprezentacja NGO istnieje nawet w ONZ; tak wielkie znaczenie ma ten III sektor!
Ale po co ja to wszystko wypisuję i to na kilka dni przed Zjazdem Dziennikarzy, na którym mówić będziemy nie o przemianach społeczeństwa, ale o wielu ważnych i bolesnych sprawach, między innymi o upadku Ośrodków Regionalnych Radia i Telewizji. Nikt nie wie, co robić dalej z budynkami, z zespołami? A pieniędzy nie ma i NIE BĘDZIE! I manna nie spadnie z nieba i trzeba zgodzić się na to, że stara formuła tych ośrodków, podpierających lokalne władze - zbankrutowała wraz ze starym systemem. I formuła telewizji publicznej też zbankrutowała i przeistacza się na naszych oczach. TV centralna teraz to tylko jedno ze źródeł informacji o świecie, przede wszystkim dostarczyciel emocji i rozrywki dla milionów, także w postaci spektakli politycznych. Zawodowcy polityki zabetonowali się w głównych mediach; bardzo podoba im się rola celebrytów i nie popuszczą i nic nie wysadzi ich stamtąd, nawet wyborcze trzęsienie ziemi. Mogą przed kamerami klepać banały o misji publicznej, o wspieraniu społeczeństwa obywatelskiego, ale to tylko słowa. Społeczeństwo musi samo dobijać się swych racji!
Marzy mi się, że nasze Ośrodki staną się MEDIAMI OBYWATELSKIMI, właśnie do dyspozycji III sektora,. Inne kraje dawno odkryły, że taka formuła nie tylko rozwija demokrację, ale jest bardzo pożyteczna dla rozwiązywania problemów społecznych. Człowiek wszak jest istotą stadną, pragnie aprobaty innych, solidarnie nawiązuje współpracę w obliczu wyzwań. A kiedy ludzie organizuję się - tworzy się KAPITAŁ SPOŁECZNY, czyli obywatelska zdolność do współpracy i wzajemne zaufanie. Z tym w Polsce nie jest ostatnio najlepiej, bo durni politycy rozrąbali kraj na połowę, ale to choroba, która musi się skończyć Dalej tak nie uciągniemy, zwłaszcza że kryzys na horyzoncie.
Niestety, zespoły dziennikarskie w nowych mediach regionalnych musiałyby trochę utracić ze swego zadęcia do realizacji programów artystycznych i publicystycznych na kolosalną skalę. Z takimi pomysłami prosimy do centrum! W mediach obywatelskich nie promujemy tego, co indywidualnie interesuje dziennikarza – artystę, ale przede wszystkim to, co jest potrzebne ludziom.
A skąd finansowanie MEDIÓW OBYWATELSKICH? Urządzenia emisyjne finansuje państwo z naszych podatków- to jasne. A za finansowanie części programowej odpowiada całkowicie i w szczególe społeczność regionalna. NGO przygotowuje gotowe audycje i finansuje je. Jeśli samorządy lub władze regionalne chcą mieć własne miejsce na antenie, to też muszą płacić. I Pan Burmistrz, pragnący wystąpić z expose do mieszkańców, będzie musiał sięgnąć do kasy miasta. Nie ma lekko - nic za darmo! Nie wiem jak Wy, ale ja widzę realną możliwość wykreowania takiej właśnie nowej formy i uratowania naszych Ośrodków Regionalnych.
Jeszcze na chwilę skoczę w przeszłość. W 1985 roku gdy wróciłam do Polski na ulicy, tuż pod moim oknem zapadła się jezdnia. Ludzie chodzili wkoło, pomstowali, narzekali i wreszcie napisali petycję do Sejmu z prośbą aby drogę zreperowano. Rozśmieszyła mnie ta petycja, a jeszcze bardziej poweselałam, gdy przez następny tydzień przychodziły różne komisje i oglądały dziurę w drodze, a ludzie wciąż lamentowali. Pomyślałam wtedy, że w ramach społeczeństwa obywatelskiego, które już poznałam, takie zachowania w ogóle nie byłyby zrozumiałe! Tam natychmiast skrzyknęłaby się grupka aktywistów, oceniła wartość robót, poszłaby z tym do władz lokalnych, tam uzyskała dotację, a jak by tego nie starczyło, to zrobiliby składkę i zbiórkę pieniędzy na przykład od firm użytkujących drogę. Droga bardzo szybko wróciłaby do pierwotnej postaci: bez lamentów, bez roszczeń, bez pretensji. Po prostu.
Może więc dojrzewanie społeczeństwa obywatelskiego oznacza też przyjęcie ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA WŁASNE ZYCIE i to się w wychowaniu utrwala przez pokolenia? Obecnie żyjące pokolenie pamięta jak to kiedyś omnipotentne państwo rządziło ludźmi i duszami, i było wszystkiemu winne. Król papryki obarcza więc i dziś rząd winą za to, że wichura zerwała mu folię, a żona niezaradnego męża ma pretensje do rządu, że nie może spłacić kredytu. I jak żyć, Panie Premierze, jak tu żyć? Wałęsa mądrze doradza: trzeba być aktywnym, trzeba uczestniczyć; kto nie uczestniczy ten nie ma moralnego prawa, żeby wychodzi na ulice i rzucać kamieniami!
Łatwo jest tak powiedzieć, ale trzeba też móc uczestniczyć, tzn. w tym uczestnictwie mieć szansę na współpracę innych, na zdobycie ich poparcia i na wspólną realizację. I po to - aby ludziom ułatwić - są MEDIA OBYWATELSKIE.
Wanda Konarzewska
28 września 2011
