Jeździli nasi dyplomaci po naukę przez całe lata na wschód i w rezultacie nauczyli się, że mają być cicho. Teraz jeżdżą gdzie indziej – i też niewiele z tego pożytku. Np. gdy jest światowy boom na Afrykę to my zamykamy tam ambasady. Nepotyzm przy wysyłaniu na placówki obowiązuje nadal (np. Niemcy) a do przebiegłości Ruskich nam daleko.

 

Opowiadano mi o negocjacjach związanych z wyprowadzeniem czerwonych wojsk z naszego kraju. Rosjanie usiedli przy stole, ale w mig dostrzegli, że naszą stronę reprezentuje „kochający inaczej”. Poprosili więc o przerwę, a po niej naprzeciwko naszego wrażliwego na męską urodę zasiadł tak piękny młodzieniec, że trudno było oczy oderwać: „oj, dołgo pryjdiot uczytsia!” (Co było później – może kiedyś opiszę, z nazwiskami; na razie – embargo!)

Jeszcze niedawno, gdy Moskwa trzymała nas krótko za pysk nawet pomarzyć nie można było, by stawiać takie pytania jak czyni to były minister obrony Romuald Szeremietiew np. o wielkie manewry pod kryptonimem „Zachód”, które za kilka miesięcy otrą się o nasze wschodnie rubieże. Szeremietiew słusznie pyta, a władze milczą.

To kontynuacja zaniechania stanowczych pytań o wrak, o czarne skrzynki, etc. Z drugiej strony zamiast tajnych informacji, że zdjęciami satelitarnymi otrzymujemy od przyjaciół zza Atlantyku film National Geographic – coś szczególnie wrednego, nieprawdziwego w informacjach najważniejszych, śmiesznego wręcz w szczegółach, nie wiadomo po co i dla kogo nakręconego. W dodatku nasza własna telewizja publiczna tygodniami wierci się nie mogąc zdecydować czy pokazać różne wersje, które i tak dostępne są w internecie.

Wojna w Afganistanie kosztuje nas rocznie 1 miliard 200 milionów złotych. Wracają z niej młodzi Polacy w trumnach, okaleczeni fizycznie i psychicznie. Ale zarówno lewica jak i prawica poparły tę handlową decyzję. Tkwimy w tej patowej sytuacji słuchając w dodatku, że wstyd, którym na lata się okrywamy – to słuszne i dobre dla nas.

Wyrwaliśmy się z łap jednego satrapy, by teraz łudzić ludzi nadzieją że „ w razie czego” ktoś nas obroni. Przecież to już przerabialiśmy. Jak na razie obiecanki – wizy, tarcza rakietowa – o tylko ból głowy i ekwilibrystyczne łamańce rodzimych „yes, yes”.

Klasa polityczna, która nadal tkwi w przyciasnych ławkach klasy pierwszej, w dodatku w oślich – nie ma oczywiście sobie nic do zarzucenia. Ona wiedzie spór – Anna czy Wanda. Cynik, mający z tego niezłą zabawę wymachuje penisem. Do kieszeni można zaglądać, ale pod spódnicę nie wypada. Na wszystkich niemal okładkach perjodyków chłopo - baba. Kiedyś karczmarz zabierał wyrobnikom nędzne grosze zarobione u pana. Teraz Pan P., który dorobił się na tym samym, nałykawszy ożywczego ozonu, śmieje się wszystkim w nos i ma jeszcze z tego super reklamy we wszystkich telewizjach non-stop i za darmo!

Mówiło się w takich sytuacjach: Mrożek, by tego nie wymyślił. Ale teraz lepiej nie przywoływać S.M. Nie przypominać, bo – jak odkrył red. Maciej Gawlikowski z Krakowa – pierwszy małżonek noblistki – ponoć za wiedzą tejże (W. Sz.). I wiedzą właśnie dramaturga (S.M.) – pisał w latach 50-tych o ohydne „uprzejmie donoszę” do UB (informacja dla młodszych – chodzi o Urząd Bezpieczeństwa, który wtedy w Polsce był urzędem niebezpiecznym najbardziej). Ostrzegał w nim władzę przed osobnikiem o nazwisku Słomczyński, Maciej Słomczyński, który – jako człowiek niezwykle pracowity, tłumacz literatury, pisarz (choć kryminałów, ale bardzo poczytnych) – miły, Williamowi Szekspirowi (z Anglii) i Jamesowi Joyce’sowi (z Irlandii).

W swoim czasie jeden redaktor (B.W - ale cicho!) wykradł z IPN-u listy paskudnych kapusiów( za co – przypominam – wyrzucono go z „Rzeczypospolitej”, ale tam to już taka tradycja), a drugi - A.M – (nie mylić z Adamem Mickiewiczem, bo on z „G.W”) radził to wszystko spalić, czym prędzej (wszystko, czego nie zdążył zniszczyć gen. K.). Ale na szczęście (wprawdzie dość wystraszony) nowy minister – redaktor z miasta Kr. (zresztą publicysta tygodnika – „TP”) – tego nie zrobił! No i dzięki temu – i takim niesfornym redaktorom jak Maciej Gawlikowski (zresztą też przecież z miasta Kr.) – teraz możemy przeczytać na portalu „wPolityce”(u bliźniaków K.), nie mylić z tygodnikiem „P”- to, co napisał Włodek naprawdę (bo oglądamy odbitki kserograficzne).

Wiem, że okrutnie pokrętnie to wszystko, jak polityka z małej litery.

Wcale nie piękne – to wszystko!

 

13.02.2013 Stefan Truszczyński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl