Na sali rozpraw, podczas procesów, w których oskarżani są dziennikarze z art. 212  najbardziej szkodzą nam kłamstwa wygłaszane przez oskarżycieli. Sądy, niestety,  bezkrytycznie przyjmują je najczęściej jako najświętszą prawdę.

Wielokrotnie są one łatwe do podważenia. Sędziowie jednak nie próbują choćby w najdrobniejszym stopniu nadkruszyć fałszywych zeznań strony oskarżającej. Gdyby gwoli dochodzenia prawdy rozpoczęli sprawdzać, czy coś się kryje pod  dramatycznymi oświadczeniami, daliby tym samym sygnał obrońcom dziennikarzy, do obalenia twierdzeń o ogromie szkód, które oskarżyciele umieszczają na liście cierpień, spowodowanych publikacją dziennikarską.

Przed sądem oskarżyciele zeznają jako świadkowie. Występując w takiej roli są zobowiązani mówić prawdę. Ale wtedy nie mieliby argumentów na których zbudowane jest oskarżenie. Teoretycznie za fałszywe zeznania powinni ponosić konsekwencje. Nasze sądy nie potrafią poradzić sobie ze z kłamiącymi świadkami. Oglądałem to dziesiątki razy, kiedy byli esbecy zeznawali w głośnych procesach rozliczeniowych z czasów PRL. Albo kłamali w żywe oczy o ich kolegach i przełożonych siedzących na ławie oskarżonych, albo niczego nie pamiętali. Bez mała nawet tego, że byli funkcjonariuszami SB. Sędziowie na te cyniczne kłamstwa nie reagowali. W procesach, w których dziennikarze są pozywani dzieje się podobnie. Tymczasem nie chodzi już o karanie kłamców, lecz przynamniej o sceptyczne traktowane przez sądy oświadczeń o lawinie strat jakie ponieśli.

Niektóre z tych zeznań, o cierpieniach jakie przechodzą oskarżyciele, o torturach moralnych jakie ich dotykają, brzmią jak najlepsze kabaretowe teksty. Ale kiedy widzimy jak sąd przyjmuje opowieści jako straszną dla nich rzeczywistość wywołaną naszymi publikacjami, wcale nie jest nam do śmiechu.  

 


Jerzy Jachowicz, 8 lipca 2011

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl