Pan Michał Setlak z „Przeglądu Lotniczego” w TVN 24 w porannej rozmowie w czwartek (30 czerwca) powiedział m.in., że raport Millera nie będzie zasadniczo odbiegał od wniosków MAK. Na koniec rozmowy obywatelka-prowadząca rzekła: „…dziękuję Panu za… reklamę” i oczywiście speszyła się. No, ale rzekła prawdę. Widocznie gdzieś takie myśli kłębiły jej się w tyle głowy.
Tak pan Setlak użyty został do pochwalenia Rosjan i zdezawuowania krajowych – z takim trudem prowadzonych dociekań w sprawie naszej wielkiej tragedii narodowej. A prowadząca powiedziała to, czego na pewno bardzo nie chciała powiedzieć. Wyszło…
Co zrobić, by programy informacyjne spełniały wymogi podstawowe: rzetelność, podjęcie maksymalnego wysiłku, by dochodzić prawdy, by znalazło się przedstawianie stanowisk różnych stron (w tym koniecznie opozycji), by szybko z oddzieleniem informacji od komentarza przestawione informacje pozwalały każdemu z nas samemu ocenić i przyjąć określony pogląd. Niech telewizje – radia nam w tym myśleniu, wybieraniu nie pomagają nachalnie. Wszystko widać i słuchać! A my – słuchacze i telewidzowie – „jesteśmy duże” i swój rozum mamy.
Reporter rzadko kiedy jest tak głupi żeby własną twarzą zaświadczać kłamstwo. Owszem, zdarza się - pamiętamy potem takie przykłady i nazwiska przez całe lata. Nie chcę już pastwić się nad kolesiami, którzy zaprzaństwo przypłacili dozgonną śmiercią zawodową. Wiadomo, o których gorliwców chodzi. Zresztą Ci, którym się podlizywali sami doszli do wniosku, że to była niedźwiedzia przysługa i pierwsi dali kłamczuchom kopa.
Częściej łgarstwo powstaje w wyniku manipulacji już w samej redakcji. Tu odbywa się nadanie ostatecznego kształtu newsowi, komentarzowi. Manipulować można, gdy dokonuje się zestawu informacji, co jest przedtem, a co potem, wiele zależy od tego, kogo się zaprasza do skomentowania lub… zakrzyczenia!
Reporter i jego „nadzorca” redaktor nie zawsze myślą zgodnie. Pierwszy chciałby popisać się przed widzem jak największą odwagą i przedsiębiorczością w pokonywaniu barier i zakazów, w zdobywaniu informacji; drugi – myśli o widzu, ale i o… dysponentach – tych sobie najbliższych, przed którymi będzie się za chwilę tłumaczył jeśli informacja – sensacja naruszy czyjeś interesy, a także o „dysponentach” wyżej, o których czasem się ociera i śle im zalotne uśmiechy. Tak to jest. Tajemnica poliszynela. Było tak i będzie! Rozbieżne nieco są „interesy” reportera i redaktora odpowiadającego za cały program.
Co ma więc robić biedny początkujący, walczący o swoja pozycję, spłacający kredyty etc. Co ma robić? Rzetelność! Nie kunktatorstwo! Odwaga! Tak to się opłaci. Oczywiście na dłuższą metę! Czasem (na chwilę!) można wylecieć.
Młodzi! Zastanówcie się. Patrzcie jak wasi koledzy – jeszcze wczorajsi idole – jak szybko odchodzą! No nie z życia, ale z ekranu!
To jest tak: dziś wszyscy Wam czapkują. Ale nie bądźcie głupi!
Gdyby tak często jak Wy, pokazywana była krowa! – również byłaby bardzo popularna. A więc Wasza popularność jest złudna, tymczasowa. Wystarczy jeden kaprys Waszego szefa, albo krytyka ze strony jego żony i już Was nie ma!
Oczywiście po utracie pracy, rozpacz i kłopoty z poszukaniem roboty następnej nie będą trwały wiecznie. Odważni i waleczni, a przede wszystkim dobrzy w zawodzie poradzą sobie. Dziennikarskie męty i tchórze, którzy znaleźli się w tym zawodzie odejdą. Tak na pewno będzie. Owszem, niestety - muszą dodać - że będzie to „wcześniej lub później”. Niestety czasem jest to później. Za późno! I dlatego krytykować postępowanie antydziennikarzy powinno by czynione natychmiast po ich antenowych, prasowych wyczynach. Tak czy owak ludzie patrzą, czytają i zapamiętują. Gorliwi obrońcy aktualnej władzy będą zapamiętani. Jeśli ktoś kłamie, albo tylko wysila się, by zagmatwać, zamieszać, przemilczeć – to zrazi sobie nawet zwolenników. Utrata reputacji, poważania skutkować będzie i tak w konsekwencji utratą pracy: po co komu skompromitowany, choć usłużny łgarz. Materiały: nagrania, wycinki nie przepadną. Są i w archiwach i poza nimi. One będą świadczyć.
Przyzwoitość – sama w sobie – nie jest oczywiście powodem do dumy. Przydaje się jeszcze wiedza i pracowitość. Mówimy wszakże: nie wiesz jak się zachować w nieoczekiwanie skomplikowanej sytuacji – zachowaj się przyzwoicie. Słyszałem to nieraz z ust naszego byłego, a obecnie honorowego prezesa Stefana Bratkowskiego. Czasem jest on ostry bardzo, ale pióro ma. To właśnie narzędzie jest dziennikarzowi niezbędne, niech nawet to będzie teraz nazywane komputerem. Który bardzo ułatwia pracę, ale nie zwalnia od myślenia. Przeciwnie łatwość w dostępie do informacji to jeszcze większe zobowiązanie do przemyślanego selekcjonowani co ważne, mądre i prawdziwe – a co podpucha, pic na wodę i bełkot.
Módl się i pracuj – uczono. Oczywiście i jedno i drugie nie zaszkodzi. Ale przede wszystkim myśl chłopie, koleżanko - bo tego za Ciebie nie zrobi ani maszyna, ani przyjmujący teksy, reportaże. I tak zawsze to Ty będziesz odpowiadał. Bo powinieneś zawsze się podpisywać – pełnym imieniem i nazwiskiem, albo choćby literkami. I na czołówce periodyku i na blogu. Nie chowaj się tchórzliwie: pomóż czynić jawność KTO ZACZ, by stało się to modne. Charczących nienawiścią anonimowych tchórzy – nikt nie będzie wówczas czytał.
To taka zachęta, oczywiście przede wszystkim do blogerów – bo z tym jest dzisiaj największy, przykry problem.
Zareklamuj się, nie wstydź swoich poglądów. Wreszcie – nie bój. Bo i czego. Teraz – gdy wszystko (pisać!) wolno. Samoograniczenie! To tak ja z konsumpcją. Napchać zbyt dużo – niezdrowo. Można pęc!
Tak samo jest z pisaniem: najpierw pomyśl, potem pisz, a nie odwrotnie. Będzie satysfakcja, a także na pewno ciekawa reakcja. Zgłoszą się nie głupki, a interlokutorzy prawdziwi z chęcią rozmowy. Nie czekaj – zrób właśnie tak!
Proponujemy – Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich – ruch w interesie: z otwartą przyłbicą! Na pohybel zakapturzonym ziejącym wścieklizną i „kuchennym mięsem”.
Stefan Truszczyński
04.07.2011 r.
