Przy okazji 20 lecia „Gazety Polskiej” lidera poszerzającej się strefy wolnego słowa

Miałem wtedy z 13 lat i bardzo niedawno telewizor, kiedy obejrzałem amerykański film, o grupie uczniów z sennego miasteczka, którzy postanawiają założyć szkolną gazetę. Dopinają swego. Inicjatywa cementuje ich grupę i przemienia senne miasteczko w aktywną wspólnotę. Film niesłychanie podziałał na moją wyobraźnię. Postanowiłem zrobić coś podobnego. Ale wszystko potoczyło się inaczej, mimo początkowo kilkunastu chętnych musiałem działać praktycznie sam, w dodatku wbrew nauczycielom. Skończyło się na dwóch  numerach i czterech bombach na półrocze...

Marzenie pozostało. 

 

 

Ale było w nim chyba coś destrukcyjnego. Kiedy tylko zaprzyjaźniałem się z jakaś gazetą (jako czytelnik), ta albo padała albo psiała. Tak stało się z „Życiem i Nowoczesnością” i „Tygodnikiem Solidarność” W późniejszym okresie, kiedy zacząłem współpracować z prasą jako autor pechowość jeszcze się wzmogła – próba wymienienia tytułów przypomina apel poległych - „Szpilki”,„Radar”,„Ład”, „Tygodnik Demokratyczny”, „Antena”, „Zycie” - Wołka, „Wprost” Marka Króla, „Uważam Rze”...

Zastanawiam się, czy to ja przynosiłem pecha, czy też wybierałem tytuły niepokorne, prędzej czy później skazane na zagładę.

Nie krótsza jest lista zawiedzionych miłości – kiedyś ( w PRL) prenumerowałem aż dwa „Tygodniki Powszechne” na różne adresy, by mieć pewność ze dostane choć jeden. Od pierwszego numeru kolekcjonowałem „Wyborczą”, „ największą wolną gazetę od Łaby do Władywostoku” . Dziś, mimo ze na łamach można spotkać moich niegdysiejszych idoli - Michnika, Wierzbickiego Wołka nie powiesiłbym tego nawet na gwoździu w ogrodowej wygódce. Nawiasem mówiąc bodajże w 1996 uczyniłem wspomnianych redaktorów konferansjerami szopki noworocznej jako przedstawicieli trzech przeciwstawnych opcji politycznych, a teraz...

Wspomniany Piotr Wierzbicki zaprosił mnie przed 10 laty do „Gazety Polskiej” gwarantującej, jak mówił, równy dystans od Michnika i Rydzyka...Tu muszę dodać, że „Gazecie Polskiej” jak na razie nie udało mi się przynieść pecha. Może syndrom Jonasza minął? Mam nadzieje, że tak,  nie chciałbym bowiem zaszkodzić jej, ani tygodnikowi „Do Rzeczy” czy miesięcznikowi „Nowe Państwo”, tym bardziej, że czasopisma z którymi  dziś współpracuję, w zadziwiający sposób, żarliwością, klimatem swobody i atmosferą wspólnoty przypominają tamtą gazetkę amerykańskich uczniaków z głębokiej prowincji.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl