Historia jest banalna. Do Małopolski zawitał minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej Sławomir Nowak. Członek rządu nie przyjeżdża z pustymi rękami, ważne decyzje postanowił przedstawić samorządowcom i rzecz jasna obywatelom – wyborcom. Z radnymi można się spotkać, do kontaktu z mieszkańcami potrzebne są media. Zwołano więc konferencję prasową - w Wieliczce. Z Krakowa przyjechało ok. dwudziestu dziennikarzy, w końcu temat był ważny: inwestycje drogowe i kolejowe w Małopolsce. Przyjechali i… czekali, konferencja opóźniała się. Najpierw o pół godziny, potem kolejny kwadrans… Nikt ich nie przeprosił za opóźnienie, nikt nie wyjaśnił kiedy w końcu konferencja się rozpocznie. Dziennikarze się wkurzyli i gremialnie wyszli. Wszyscy.
Cóż, opóźniające się konferencje prasowe to nic nowego. Okazywanie lekceważenia mediom nie zaskakuje. Nie jest też dziwne, że ktoś się zirytował i wyszedł bez wysłuchania mądrości ministra. Zaskoczyło mnie, że zrobili to wszyscy, solidarnie. Bez względu na tytuł, redakcję czy medium. Po prostu nie pozwoli się lekceważyć. Dziennikarz wykonuje swój zawód i wymaga szacunku. Czasem musi o tym zdecydowanie przypomnieć. Zwłaszcza politykom.
Politycy traktują dziennikarzy jak pracowite pieski. To podrzucą kość (informację), to zganią za nieposłuszeństwo, ale zawsze chcą by byli na zawołanie . Bo jak nie to… napiszą na twitterze. I tym samym udowodnią, że dziennikarz nie jest im potrzebny. Pełna samoobsługa.
Środowisko dziennikarzy ma wiele problemów, ale nie rozwiążemy ich bez wspólnego działania. I to jest najbardziej niebezpieczne dla polityków, właścicieli i wydawców. Gdy trzeba jedną grupę dziennikarzy napuszczają na innych. Ci są dobrzy, rzetelni a reszta swołocz, wstyd zawodowi przynosząca. I my to często kupujemy... Dziennikarzy traktuje się instrumentalnie. I to od początku drogi zawodowej. Młodzi maja wygryzać starych a nie uczyć się od nich. Początkujący fotoreporterzy biorą grosze za zdjęcia psując rynek. Pracowników mediów prywatnych wygrywa się przeciw pracownikom mediów publicznych. Wyrzucani z etatów milczymy by zachować przynajmniej możliwość współpracy.
Nie wzywam: Kochajmy się, bo często się spieramy i spierać będziemy. Wzywam: bądźmy solidarni w obronie naszych interesów zawodowych. By nas nie lekceważono i nie pomiatano nami. Zdarzenie w Wieliczce, błahe w istocie, daje dobry sygnał, że są sprawy w których rozumiemy się bez zbędnych słów. Ceńmy solidarność zawodową - tylko ona nas obroni.
Andrzej Stawiarski
