Wróżenie z fusów, to ryzykowna zabawa. Przepowiadanie rozwoju zdarzeń z
Bożenarodzeniowego orędzia, niesie za sobą mniejsze ryzyko. Bo w dorocznych adresach
najbardziej prominentnych osób w państwie, często zawiera się policy, program działania
na przyszły rok. Tak więc wybór wątków, ich porządek, starannie przygotowane przez
PR-owców i specjalistów od marketingu, przynosi sporo wiedzy o tym, co się wkrótce
wydarzy. Jasne, że tegoroczne orędzia Elżbiety II, premiera Davida Camerona i arcybiskupa
Canterbury Rowana Williamsa zostały inaczej zinterpretowane przez brytyjskie media
konserwatywne, a inaczej przez liberalną lewicę. To oczywiste. Ale od faktów nie uciekną
ani pierwsi, ani drudzy. A oto one.
 
 
Pierwsze w historii przesłanie Elżbiety II w systemie 3D było przede wszystkim
odpowiedzią na entuzjazm, okazany przez Brytyjczyków podczas uroczystości
Diamentowego Jubileuszu, na Wyspach i w krajach Commonwealthu. Ta siła poparcia dla
monarchii mocno zaskoczyła liberałów i wsparła dobre samopoczucie konserwatystów.
Wyniki badan opinii publicznej przeprowadzone w ub. roku na zlecenie „Guardiana”,
pokazały że popularność królowej poszybowała w górę jak rakieta. Niemal 70%
ankietowanych stwierdziło, że „Wielka Brytania bez monarchii byłaby gorszym miejscem
do życia, niż jest”. Od 23 lat obserwuję zakręty fortuny monarchii; kompletnie „pod
kreską” w 1992 i 1997 roku, dziś najwyraźniej odzyskuje popularność. Brytyjczycy docenili
ciężką pracę, jaką wykonała Elżbieta II modernizując monarchię i resetując ją, zgodnie
ze społecznymi oczekiwaniami. Jubileuszowe speeche, wygłoszone przez Elżbietę II były
też świetną okazja do przypomnienia o trzech ważnych rolach, jakie w Wielkiej Brytanii
pełni monarchia: reprezentacyjnej, stabilizacyjnej i integracyjnej. Królowa wprawdzie „nie
rządzi, lecz panuje”, jednak poprzez cotygodniowe spotkania z premierem / przetrwała 12!
/, propozycje zmian legislacyjnych, dotyczących monarchii - ostatnio 6 ustaw związanych
prawem do sukcesji tronu - ma jednak wpływ na przebieg wydarzeń w kraju. A jeśli dodać,
że jako patronka ponad 600 fundacji charytatywnych zbiera rokrocznie setki milionów
funtów, i że uchodzi za „najlepszy towar eksportowy”, bo to głównie dla niej Wielką
Brytanię odwiedza rokrocznie 30 mlnów turystów, jest się przy czym upierać. Ostatnie
orędzie, przypominające że „od pierwszego dnia Jezus inspirował ludzi, aby czynili dobro dla
innych”, o tym że jest to najlepszy wzór „za którym ona sama stara się podążać”, to znak, że
Elżbieta II z jej tytułem Obrońcy Wiary, nie zmieniła swojej „trajektorii”.
 
Swiąteczne przesłanie premiera Camerona zaskoczyło o tyle, że zawierało więcej
religijnych odniesień niż rok czy dwa lata temu. Oczywiście, najpierw podkreślił osiągnięcia
swego kraju i rodaków:”2012 był niezwykłym rokiem dla naszego kraju. Cieszyliśmy
się i wspieraliśmy naszą królową podczas jubileuszu, pokazaliśmy światu najbardziej
spektakularne Igrzyska olimpijskie w historii, i – nie zapominajmy – zdobyliśmy mnóstwo
medali.” Ale – powiedział zaraz potem – „Boże Narodzenie daje nam okazję, aby 
przypomnieć historię narodzin Jezusa Chrystusa i nadzieje, jakie przyniósł milionom tych,
którzy poszli za Nim. Ewangelia św. Jana mówi, że w tym Człowieku było światło wiary
zdolne ogrzać całą ludzkość, że przyszedł do nas z miłością i prawdą…” Choć Cameron nie
obnosi się ze swoją religijnością, nie unika tematu, patrz: wypowiedż dla „Guardiana”
z 2008 roku czy niedawno podczas uroczystości z okazji 400-rocznicy Biblii św. Jakuba.
Niewątpliwie jednak akcentów religijnych było w tym roku więcej niż w latach ubiegłych.
Może – jak sugerują liberalne media - była to także próba dotarcia do tych kolegów
partyjnych, którzy woleliby szefa bardziej stanowczego, w sposób bardziej zdecydowany
broniącego praw chrześcijan, upominającego się o brytyjską tradycję, rodzinę, szkołę, „która
uczy odróżniania dobra od zła”, i którym nie podoba się poparcie premiera dla małżeństw
gejowskich? To też niewykluczone.
 
Jednak rok 2012 nie był dla Camerona tak zły, jak twierdzi „Gazeta Wyborcza” i „Warsaw
Voice”. Fantastycznie przygotowana Olimpiada i Paraolimpiada, która była sporym
zastrzykiem dla brytyjskiego budżetu. Udany Diamentowy Jubileusz królowej, gdzie znalazło
się wiele ciepłych słów dla premiera. Owszem, Cameron ma problemy z koalicjantem,
ale po pierwsze, ta egzotyczna koalicja, konserwatyści i socjalistyczna lewica, trwa, a co
więcej premierowi udało się nie dopuścić do realizacji ich postulatów, zdemontowania
Izby Lordów i niekorzystnych dla torysów zmian w ordynacji wyborczej. Owszem, ma
kłopoty wewnątrzpartyjne, silna frakcja eurosceptyków wciąż domaga się referendum w
sprawie warunków brytyjskiego członkostwa w UE. Ale już mamy zapowiedż styczniowego
przemówienia, w którym premier zamierza sprecyzować zasady nowego modelu stosunków
z Unią. Ostrożnie i powoli, jednak realizuje swoje obietnice wyborcze. Już w tym roku
wchodzą w życie niepopularne dla darmozjadów reformy systemu socjalnego, jak
ograniczenie do 3 miesięcy zasiłków dla młodych i limit pomocy państwa dla mnożących się
jak króliki „wiecznych bezrobotnych”. Tak więc opowiadania o „nieodwracalnym konflikcie
między koalicjantami” czy niezdolności Partii Konserwatywnej do wyprowadzenia kraju z
kryzysu, to zaklinanie rzeczywistości przez laburzystów oraz ich media.
 
O paradoksie, najmniej akcentów religijnych zawierało orędzie odchodzącego na
emeryturę arcybiskupa Canterbury Rowana Williamsa. Było to w istocie przesłanie nie
duchownego, lecz zatroskanego losem nieuprzywilejowanych pracownika socjalnego.
Jest on reprezentantem tzw. kościoła otwartego, co znaczy, że przez 10 lat swojej
służby dzielnie wspierał wyświęcanie kobiet na diakonów, teraz na biskupów, gejów na
biskupów, sam prowadził ingres Jeffreya Johna na biskupa Reading. Ten sam, który kiedyś
stwierdził, że „narodziny Jezusa w Betlejem, to być może legenda”, uczestniczył w stroju
druida w neopogańskiej ceremonii przypominającej „pradawne wierzenia celtyckie”,
a ostatnio powtarza, że rezultat ostatniego synodu, na którym glosowano przeciw
kobietom – biskupom „niszczy wiarygodność kościoła”. Nierzadko pozwalał sobie na
krytykowanie polityki premiera Camerona w sprawach cięć zasiłków dla rodzin, w których
już drugie pokolenie nie splamiło się pracą. Jego następca, Justin Welby, biskup Durham,
uchodzi za „evangelical”, co znaczy przedstawiciela konserwatywnego odłamu kościoła 
anglikańskiego. Powstała więc nadzieja, że być może skieruje Church of England na nieco
inne tory, być może pojawi się szansa współpracy z Benedyktem XVI? Bo Rowan Williams
spotkał się wprawdzie z Papieżem, ale nie słychać, żeby za tym poszły jakieś dalsze działania.
Jeśli zatem „wróżyć” z Bożenarodzeniowych orędzi, jedno wydaje się jasne: współpraca
między Elżbietą II, konserwatystą Cameronem i nowym arcybiskupem Canterbury,
tradycjonalistą Justinem Welby, powinna układać się gładko. A to już dla Brytyjczyków
całkiem niezła prognoza na Nowy Rok.
 
Elżbieta Królikowska-Avis. Londyn, 5 stycznia 2013.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl