Reportaż "Jestem po prostu Gracjan" w programie "Celownik" w TVP 1 27 lutego 2012 r. obejrzało niespełna 831 tys. widzów (źródło: Nielsen Audience Measurement). Kilka godzin później, w swoim autorskim programie w TVP 2 gwiazda polskiego dziennikarstwa, Tomasz Lis, „na żywo” rozmawiał z Joanną Muchą. Wywiad obejrzało prawie 2,68 mln ludzi (źródło: j.w.).

Nierówny pojedynek. Nieco tabloidowy program z reportażami kontra poważna publicystyka. Dwóch studentów dziennikarstwa (choć wspieranych przez nieocenionych producentów) przeciwko kilkukrotnemu zdobywcy tytułu Dziennikarza Roku, władającemu – jednocześnie rzecz jasna – umysłami telewidzów, czytelników i internautów. Oczywiście pomogło nam umieszczenie w dłuższym programie: stali widzowie nie zawiedli, starsi koledzy podciągnęli oglądalność. Koniec końców jednak Gracjan Roztocki, który sam o sobie mówi:  "gwiazda Internetu", a którego sławą jest bycie sobą i dzielenie się tym przez Internet nie mógł się mierzyć z  szefową kluczowego resortu sportu i to w gorączce przed Euro 2012. Na dodatek „Tomasz Lis na żywo”, a my z taśmy.

Zero szans. Przegrana z kretesem. Gdyby nie to, że emisja w TVP 1 to była dopiero pierwsza runda. Niebawem obydwa programy trafiły na ubitą ziemię: w miejsce, gdzie decydują tylko gusta odbiorców (choć czasem są to gusta, o których wybitnie nie należy dyskutować), gdzie nie ma błędów w pomiarach telemetrycznych, gdzie nie gra roli czas emisji ani starania działu PR i wizażu. Wrzucono nas na Youtube'a. „Wrzucono”, bo – żeby było w miarę sprawiedliwie – nie liczymy kolejnych udostępnień filmów, choćby w serwisach takich, jak wykop.pl. Liczy się tylko oficjalny profil „publicystykatvp”.

Tam nasz mały pojedynek trwa  do dziś. Red. Tomasz Lis z pewnością nawet o nim nie wie. Ot, jak gdyby niewyrośnięty karzełek kopał w kostkę, albo gdzie tam – w obcas, olbrzyma. Ale jednak. Nie mamy promocji, reklamy, nie szefujemy mediom. Mamy znajomych i naszego bohatera. I serwisy społecznościowe. Stan na chwilę obecną (15 maja kwietnia 2013 r. godz. 22.48): 92 235 do 33 820 kliknięć. Prowadzimy i to dość znacząco.

Przewaga była wyraźna już rankiem następnego dnia po emisji (honorowo daliśmy noc na odrobienie strat - wszak program Lisa znalazł się w Internecie później). I od tej pory rośnie.

Błaha historyjka. Anegdotka jakich wiele. W dodatku zestawiająca telewizję z Internetem, co zakrawa na świętokradztwo. Wykorzystanie Youtube'a tylko pogarsza sytuację. Marudzimy i szukamy pola do przechwałek, bo zazdrościmy poważnemu redaktorowi? Otóż niekoniecznie.

Bierzemy przecież ten sam produkt. Zmienia się tylko sposób publikacji i, co najważniejsze, sposób jego rozprzestrzeniania się. O naszym mały sukcesie zdecydowali bliżsi i dalsi znajomi, znajomi znajomych i krewni królika, którzy komentowali materiał, udostępniali i polecali kolejnym widzom. O telemetrycznym sukcesie Tomasza Lisa zdecydowały zaś kanał oraz obecność w studiu znanego polityka i jeszcze bardziej znanego dziennikarza. Takie odwrócenie daje pewną nadzieję (tak, to będzie historyjka z morałem). Reportaż opowiadający o ludziach, dla ludzi nagrany czy napisany i w pełni od nich zależny nie musi przegrywać z gadającymi głowami polityków.

Liczby są nieubłagane. Wygraliśmy i wygrywamy.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl