Od jednego z szefów ważnych służb w czasie przypadkowej rozmowy usłyszałem, że bardzo trudno jest o „dobrego pracownika w sferze komunikacji”. Innymi słowy mowa o rzeczniku. Bo ci, którzy potrafią poradzić sobie z nowoczesną techniką nie rozumieją dziennikarstwa tradycyjnego.
No chyba tak jest. Zastanówmy się nad tym poważnym problemem służb i innych agencji i korporacji. Taki kłopot! A przecież tylko w samej Warszawie dziennikarstwo studiuje ponad 20 tysięcy. osób. Zdawałoby się, że jest z kogo wybierać. Póki co można to sobie wyobrazić tak: przed wysoką komisją, wysokich urzędników, w bardzo ważnym urzędzie odbywa się przegląd. Wchodzą na salę prześliczne młode kobiety, a może nawet i starsze nieco lepiej wyedukowane. A jeszcze do tego przejrzeć trzeba męskich i półmęskich kandydatów na stanowisko … Rzecznika. No i dylemat. Przecież do telewizji wypadałoby wysyłać ładną. Tyle, że ważne jest też, aby tam się nie tylko pokazywała ale i coś rzekła.
Rzecznicy wprawdzie nie mają mówić „od siebie” a tylko przedstawić stanowisko resortu – firmy. Ale niemniej ważne, żeby rozumieli to, co mówią. Jeśli bowiem klepią komunikaty, to nie wypada to wiarygodnie. Zresztą media się buntują (niektóre przynajmniej). W końcu telewizje, to nie usługowe firmy przekaźnikowe, mówią jeśli chcecie nadawać komunikaty – to płaćcie za to, wyemitujemy za pieniądze.
Z kolei Pan Dyrektor, Pan Minister chcą właśnie w trudnych sprawach wyręczać się ładną panienką. Ważne by nie była głupia. Albo przynajmniej żeby to nie rzucało się w oczy.
Wot dylemat. I co tu robić?
Odbiegnijmy trochę od ładnych panienek i zastanówmy się nad taką sprawą. Jak rzecz się ma np. z punktu widzenia krowy. Dużo mleka daje automatyczna pociągarka wymion, ale z kolei ręczna obsługa to jednak kontakt z żywą istotą. itd. itp. Proszę więc nie grymasić. Niech będzie w końcu ta ładna buzia i reszta też. Nie wymagajmy bowiem wiele od treści przekazu, ponieważ i tak nami manipulują, a propaganda - kiedyś sukcesu a dzisiaj klęski jest w zależności od tego, o której partii się mówi.
Patrzę na program CNN. A tam pogodynka gruba. Nawet bardzo, ale wesoła i nawet fajnie zapowiada tajfuny i tornada. U nas skacze po ekranie rozkosznie roześmiany osobnik w czerni. Wygina się i wdzięczy – a ja go zaraz uciszam. Mogę patrzeć jak podskakuję, ale jak się mizdrzy, to już nie.
Jak z tego wybrnąć? Coś mi podpowiada, że to sprawa osobowości. Ale co to jest ta osobowość, której powszechnie brak. Czy to taka osoba, która ma w sobie coś. Ale co to jest to coś? Właśnie, gdyby dało się to zdefiniować. Czy to po prostu „gość lub gościówa” z klasą. Kiedyś tacy byli. Ale to było kiedyś. Dziś lepiej wzorów w TVP nie szukać.
Stefan Truszczyński
10 grudnia 2012
