Sidła drugie. Gdy Fibak skumał o co chodzi, wpadł w panikę. A było tak: redaktor naczelny tygodnika Sylwester Latkowski zadzwonił najpierw do żony Fibaka (!), a potem do samego tenisisty. Znany śledczy dziennikarz powiedział Fibakowi, że może to, co zdobyli o nim wydrukują albo i nie wydrukują, na co Fibak zaczął się kajać, poprawę obiecywać, współpracę przyrzekać. Chyba źle się starał, bo Latkowski i zapis prowokacji, i rozmowę z Fibakiem bez jego wiedzy nagraną, bez jego zgody ostatecznie opublikował. Dwa zero dla WPROST. Dwie prowokacje  wobec celebryty zakończyły się sukcesem.


Przypomnę, że niedawno rozpoczął się proces przeciwko dziennikarzowi TVN o to, że opublikował fragmenty rozmowy telefonicznej bez zgody rozmówcy, czym - według sądu – naruszył m.in. art. 14 prawa prasowego. Sąd w trybie zaocznym  zasądził 10 tys. złotych od oskarżonego. Po sprzeciwie obrońcy sprawę skierowano do postępowania zwykłego. Tam przynajmniej dziennikarz wykrył dużą aferę, a w tym przypadku? Jaki skandal ujawniono? Jeśli Fibak wystąpi do sądu, to moim zdaniem wygraną ma raczej pewną. Jednak wydaje mi się, że się na to nie zdecyduje, bo koszty wizerunkowe byłyby duże większe i dla niego raczej zgubne.


W poprzednich numerach WPROST opisał zegarki ministra Nowaka i jego kontakty z firmą Cam Media. Mec. Giertych zażądał od gazety w imieniu ministra 30 mln złotych na zabezpieczenie w procesie. Stanąłem w obronie tygodnika, bo jest to próba zastraszenia dziennikarzy, by nie podejmowali tematów, których powinni obawiać się politycy http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/703978,dziennikarze_zadanie_30_milionow_kary_dla_wprost_ma_zamknac_usta_mediom.html. Ale jak mam zareagować w sytuacji, która jest zasadniczo różna i dotyczy moralności a nie prawa czy polityki?


Owszem, Fibak jest osobą znaną, publiczną. Owszem, jego propozycje były żenujące i niemoralne. Co więcej, Fibak sam wkopał się w ziemię rozmową z Latkowskim, żebrząc o litość. Ale to, jak i o czym rozmawia z dziewczynami jest jego prywatną sprawą, która nie ma związku ze sprawami politycznymi, wagi państwowej czy samorządowej. Jeśli Malina Błańska, dziennikarska NIE, która prowadziła „śledztwo” wobec Fibaka ma dowody, że za organizowanie kontaktów pań z biznesmenami Fibak bierze pieniądze, niech to ujawni, a wtedy sprawa będzie oczywista. Ale dowodów nie ma.


Czy jednak Latkowskiemu naprawdę chodzi o coś więcej niż o sensację na pierwszą stronę? Czy chodzi mu o interes publiczny, obronę moralności (czyjej?). Wątpię. Dziś tygodniki działają na rynku zwiększonej konkurencji, wszak do siedmiu jakoś dających sobie radę, w ciągu ostatnich kilku miesięcy doszły dwa kolejne (SIECI i DO RZECZY); walka się zaostrza, tabloidyzacja jest nieuchronna. Dziennikarze poddawani są coraz większej presji rozrywki i sensacji. Pierwszy, wyścig z tabloidami rozpoczął serią skandalizujących okładek NEWSWEEK. Po nim tą drogą poszło kilka innych tytułów, m.in. WPROST. Posługując się prowokacją dziennikarską, tygodnik „obnażył” Fibaka. Jednak, o ile prowokacja ma uzasadnienie w dziennikarstwie śledczym, o tyle w tym przypadku (żadną miarą nie był to artykuł śledczy!) była naruszeniem prywatności (zob. pkt. 6 Kodeksu Etyki Dziennikarskiej SDP http://www.sdp.pl/Kodeks-etyki-dziennikarskiej-SDP), bo opisane działanie Fibaka, aczkolwiek nieprzyzwoite, nie dotyczy spraw publicznych, ani też nie jest prawnie zabronione. Prowokacja dziennikarska jest dopuszczalna wyjątkowo, wyłącznie w sytuacjach, kiedy zachodzi podejrzenie popełnienia przestępstwa http://sm.id.uw.edu.pl/Numery/2008_2_33/palczewski.pdf


Nie bronię Fibaka, bo zachował się żenująco nieroztropnie i w oczach wielu niemoralnie, ale irytuje mnie, że WPROST  schodzi do poziomu bruku (nie dziwiłbym się, gdyby to zrobił popularny tabloid), i że o moralności poucza i w szaty stróża moralności przebiera się osoba, która ma na swoim koncie wyrok za wymuszenie rozbójnicze. A może – zastanawiam się - sam Latkowski dał się wkręcić tygodnikowi NIE, który NIE chciał opublikować tego materiału? NIE, nie o to chodzi; Latkowski robi z  tygodnika WPROST kolejny tabloid, który będzie udawał poważny tygodnik opinii. Pisałem kilka miesięcy temu, że taki tabloid się na pewno pojawi, ale nie sądziłem, że to będzie właśnie WPROST. Nie wiem, czy tej zmiany kierunku świadomi są wszyscy czytelnicy i dziennikarze tygodnika. Niektórzy już wiedzą. Andrzej Stankiewicz nie pasował do nowej koncepcji, odeszli też Skiba i Marek Król. Przewiduję kolejne odejścia. I żal mi starej formuły gazety, kiedy jej szefem był Michał Kobosko. Jednak pojmuję koncepcję Michała Lisieckiego zagospodarowania większej liczby czytelników: DO RZECZY  będzie poważnym tygodnikiem opinii, WPROST tabloidem schlebiającym gustom czytelników SE czy FAKTU. Te gazety popełniły błąd nie wypuszczając tabloidalnego tygodnika, w wolne miejsce wszedł Lisiecki.


Widzę, co nas czeka. W technologicznej erze Wielkiego Brata każdy w każdej chwili będzie mógł być obserwowany, nagrywany i oceniany. Wszyscy stajemy się z dnia na dzień osobami publicznie monitorowanymi, i każdy z nas lada dzień może być negatywnym bohaterem mediów (bo prawie każdy ma jakąś słabostkę, z wyjątkiem Świętych). Dostrzegam też pojawienie się nowego typu dziennikarzy – tropicieli, którzy bez żenady będą posługiwać się wszelkimi możliwymi metodami, by uzyskać materiał prasowy, by mieć newsa. Machiavelli byłby z nich zadowolony, bo wyznają zasadę „cel uświęca środki”. Jeszcze w 1978 roku w Stanach Zjednoczonych Ben Bradlee i Eugene Patterson, członkowie jury nagrody Pulitzera, odrzucili nominację dla dziennikarzy „Chicago Sun Times”, którzy założyli knajpę Bar Mirage, by nakryć w niej na korupcji municypalnych urzędników zdeprawowanego miasta Chicago. Bradlee (naczelny Washington Post w okresie afery Watergate) i Patterson nie zaaprobowali metody polegającej na zdobyciu informacji poprzez kłamstwo i oszustwo. Dziś taka postawa na ogół śmieszy jako staromodna. To świadczy o zmianie etycznego paradygmatu wśród dziennikarzy.


Dziś dziennikarka NIE-WPROST Malina Błańska jest kontynuatorką happeningów i postaci wykreowanych przez Jerzego Urbana - okrągłego stołu prostytutek i niezapomnianej Marzeny Domaros vel Anastazji Potockiej, która rzekomo gromadziła materiały na temat polityków na zlecenie UOP. Aż boję się spytać, kto poruczył ostatnie zadanie Malinie Błańskiej. Czyżby sam Wielki Brat?


Marek Palczewski
6 czerwca 2013

Ps. Czekam na kolejne prowokacje. Usłużnie proponuję tematy: kto ile pije, i dlaczego, kto ogląda pornosy, kto z kim sypia, a kto nie sypia w ogóle. Celebryci drżyjcie, odtąd nie możecie być pewni ani dnia, ani godziny!

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl