- Panie – pytam – dlaczego firmuje Pan swoim głosem te brednie?
- Ja przecież tylko czytam, ja tego nie napisałem – słyszę.
Za treść reklamy redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Ona tylko zarabia na powielaniu. Kłamstw, zachęt bez pokrycia, niesprawdzonych walorów itp. „To oni”, „to nie my”. Kup, zeżryj, strujesz się – ale nie do nas pretensje.
Słuchaj wyselekcjonizowanego bełkotu programowego. Dotrze do Cię pierwszorzędnie bo lektor pierwsza klasa. Znasz ten głos, chętnie go wciągasz, rozpływa się delikatnie po całym ciele. Może nawet nie słuchasz wcale treści. Ponoć najbardziej działa taki foniczny aksamit na kobiety. To prawdziwa rozkosz.
Ktoś mówi, że nie dźwięk a obraz bardziej przemawia. Czyżby? Przecież gdy nie widzimy a tylko słyszymy możemy sobie rzecz całą wyobrazić na wiele sposobów. „Ci wstrętni” biją tamtych „niewinnych”. Premier zaręcza, minister dementuje, marszałek wykazała się …
- Ja tylko czytam – mówi idol – to „oni” tak piszą!
A ty chłopie chodzisz „do nich” na służbę. Pomyśl o takim jednym co przez lata czytał wredne kroniki filmowe; a potem wstydził się tego do końca życia. Pomyśl, że słucha twoje dziecko, albo wnuczek i w którymś momencie – np. w Anglii nad zlewozmywakiem powie: „co ten mój dziadek pieprzy”? Pomyśl chłopie zanim ci dziecko dokopie.
To wbrew pozorom nie jest o jakiejś tam małej garstce usłużnych anonimowych pomocników. Tak pracuje wiele osób. Brzydzą się wprawdzie tym co robią. Np. występowaniem w telewizyjnym dzienniku, bo to marny produkt i nieprawdziwe teksty. A jednak siedzą tam przed kamerą i zęby szczerzą. Muszą?
13 grudnia 1981 roku wielu powiedziało BASTA! Odeszło z dziennikarskiej pracy na długie osiem lat. Społeczeństwo przyjęło to z szacunkiem. Tak było trzeba! Nic to, że dziś mówią „nie warto było”! Rozgoryczenie i żal, pretensje powinny być kierowane do właściwego adresata. Wiadomo kto i za co odpowiadał w ciągu tego już prawie ćwierćwiecza. I dlatego, że uwłaszczyła się nomenklatura, że b. agenci i b. „służby” mają się wyśmienicie – nie należy godzić się z tym dalej.
Sprzedany kraj, wypędzeni za chlebem ludzie. Ale nadal jest ziemia, są wykształcone potencjalne kadry, są normalne rodziny i rosną zdrowe i piękne dzieci. Można to naprawić – tylko jak najszybciej zabrać trzeba władzę partaczom, nienawidzącym w dodatku słowa Polska i patriotyzm.
Dwie publicystki zajęły się Stocznią Gdańsk. Wprawdzie nie „u siebie” ale gościnnie w D z i e n n i k u G a z e c i e P r a w n e j i G a z e c i e W y b o r c z e j: Solska i Kolenda (czyli P o l i t y k a i TVN). Robią to nieanonimowo, a nawet pokazują buzię, tyle że to fałszywa i spóźniona troska. Solska pisze, że plajta Stoczni to nie kłopot państwa a obecnych właścicieli – Ukraińców. Kolenda wyznaje – „ten symbol jest mi niezwykle bliski”. Rzeczywiście trzeba mieć w sobie dużo cynizmu a czytelników uważać za sklerotycznych dziadów. Dobrze byłoby gdyby obywatelki redaktorki poczytały sobie co i dla kogo wypisywały przez ostanie dwadzieścia pięć lat, gdy systematycznie i nienawistnie niszczyły tych, którzy nie byli z ich półki. Solska nie martwi się o robotników, za to przytacza „proroctwa” Rakowskiego i obwinia związki zawodowe. Kolenda zaś chce muzeum. Najlepiej idźcie Panie tam obie. Na stałe. Razem z waszymi redakcjami. Już pora.
I jeszcze przykład anonimowości z „Uważam Rze”. Owszem, pismo groźnie jest teraz dla urzędników (czytaj: urzędasów, którzy się rozpączkowali i marnują nasze pieniądze na pozorowaną walkę z bezrobociem), krytyczne wobec zegarmistrza Nowaka i tak odpływającego w niebyt. Ale oszczędne nagle dla zdolnych studentów. Bardzo wprawdzie chwalą tu zespoły młodych inżynierów z politechnik: białostockiej i wrocławskiej – za nagrodzone w USA konstrukcje łazików marsjańskich. Ale na to by podać nazwiska - miejsca żal.
Smutne to wszystko. Tylko Gall – Anonim się cieszy.
12.06.2013 Stefan Truszczyński
