„Wyborcza” piórami Agaty Nowakowskiej i Dominiki Wielowieyskiej doniosła, że Radio Wnet (Krzysztofa Skowrońskiego) miało otrzymać w zeszłym roku z kasy PiS 143 tys. zł. Nasz Prezes odpowiedział oświadczeniem. Chciałby napisać „stosownym oświadczeniem”, ale nie bardzo mogę, bo doniesieniu nie zaprzeczył i nie wyjaśnił z jakiego tytułu Radio te pieniądze otrzymało. „Nie mam sobie, ani nic do zarzucenia, ani nic do ukrycia” stwierdził prezes i dodał „Oświadczam również , że jestem przygotowany i zapraszam do debaty o finansowaniu, źródłach finansowania i genezie powstania mediów prywatnych w Polsce”. Też chciałbym być przygotowany do dyskusji, (a zapewne nie tylko ja,) więc chciałbym wiedzieć za co Radio Wnet dostało te pieniądze. Prezes „nie pamięta”. Członkowie stowarzyszenia zasługują na to, żeby sobie przypomniał, szczególnie po udziale swojego szefa w jesiennej konferencji prasowej kandydata na premiera PiS.
Inną postawę wybrała Teresa Bochwic, o której Gazeta napisała, że w roku 2012 dostała z kasy PiS „kilka tysięcy złotych”. W swoim oświadczeniu członek Zarządu Głównego zdecydowanie zaprzeczyła, że taki fakt miał miejsce. Wcześniej podanym na swój temat informacjom zaprzeczył też w wywiadzie dla sdp.pl Krzysztof Burnetko. Stwierdził, że nie chodzi o „kilka tysięcy” lecz 450 zł i nie z kasy PO lecz od (finansowanego przez tę partię) Instytutu Obywatelskiego. Tytułem do honorarium były trzy teksty oficjalnie, pod nazwiskiem, umieszczone na stronach Instytutu. Teraz czas na ruch „Wyborczej”. Albo ma dowody, że Teresa Bochwic i Krzysztof Burnetko mówią nieprawdę, albo trzeba ich przeprosić. Inna sprawa, że Teresa Bochwic „przeprosin nie oczekuje” i grozi procesem.
Z drugiej strony na żadne wyjaśnienia postanowił nie czekać Zarząd Oddziału Warszawskiego SDP i stwierdził, że „W związku z ujawnieniem finansowania przez partię polityczną Prawo i Sprawiedliwość kolegi Krzysztofa Skowrońskiego pełniącego funkcję prezesa SDP oraz koleżanki Teresy Bochwic będącej członkinią Zarządu Głównego SDP, wzywamy oboje kolegów do ustąpienia z tych funkcji”. Co nagle to po diable. Można Skowrońskiego i Bochwic we władzach nie chcieć, ale żeby tak od razu stwierdzać, na podstawie jednego doniesienia prasowego, że są finansowani przez jedną z partii! A elementarz warsztatu sądowego i dziennikarskiego czyli wysłuchanie drugiej strony?
Nigdy nie spodziewałem się, że będę się zgadzał z Joanną Lichocką, ale muszę się chociaż trochę zgodzić gdy pisze: „Stanowisko to, przygotowane zaraz po publikacji Gazety Wyborczej, bez nawet próby weryfikacji faktów i bez próby odniesienia się choćby do oświadczenia Teresy Bochwic ma niestety raczej znamiona awantury politycznej niż troski o dobro stowarzyszenia”. Piszę o częściowej zgodności poglądów moich i Joanny Lichockiej, bo dlaczego od razu przypisywać komuś jako motywacje „osobiste ambicje i czysto partyjne sympatie” odbierając mu prawo do „troski o dobro Stowarzyszenia”?
Sprawa zarzutów pod adresem Krzysztofa Skowrońskiego jest poważna. Niewłaściwa jest opieszałość w wyjaśnieniach ze strony prezesa. Niewłaściwy jest pośpiech w jego ocenie. Niewłaściwe jest przypisywanie krytykującym prezesa złych intencji i niewłaściwe jest nazywanie „haniebnym” (Oświadczenie członków Oddziału Warszawskiego z Monachium) zbierania podpisów pod petycją o odwołanie Krzysztofa Skowrońskiego i Teresy Bochwic. Niewłaściwe bowiem jest okładanie się pałami po głowie, zanim ustalimy co się właściwie stało i co z tym fantem trzeba zrobić.
Andrzej Kaczmarczyk
