Politycy się zmieniają, władze upadają, a media trzymają się mocno. Dziennikarze stoją na straży ładu i porządku, wójtowie i burmistrzowie liczą się z nimi, a lokalne sitwy istnieją tylko w filmowych scenariuszach. Przekręty są bowiem natychmiast opisywane i nagłaśniane.  Owszem, w efekcie redaktorzy bywają czasem za to pozywani, ale w sądach świetnie sobie radzą, bo zawsze dostają wsparcie prawne i oszczercy mają się z pyszna. 

Rzecz dzieje się w Polsce… czyli nigdzie.

Można oczywiście opowiadać sobie takie bajki z mchu i paproci. Ale lepiej spojrzeć prawdzie w oczy. Politycy na polskiej prowincji rzadko się zmieniają, władze trzymają się tam mocno. To media upadają. Na szczęście rodzą się nowe, bo dzięki internetowi bariera wejścia do gry znacznie się obniżyła. Te nowe potrzebują jednak wszystkiego: pieniędzy, know how, promocji, wsparcia. Także prawnego, bo sitwy i układy (trzech lokalnych władz przeciw czwartej) to nie fikcja, ale codzienność, z którą jakże często muszą się zmagać dziennikarze. Gdy dojdzie do konfrontacji, siły bynajmniej nie są wyrównane. Stąd dobrze mieć pod ręką telefon do przyjaciela lub trąbkę, by wezwać na odsiecz kawalerię.

Taka w uproszczeniu była idea powołania przez SDP „Pogotowia dziennikarskiego”, na który udało nam się pozyskać szwajcarski grant. Takiego pogotowia, które przyda się i na wielkomiejskim osiedlu, i gdzieś daleko od szosy. „Wiśta wio, łatwo powiedzieć”, jak mawiano w starym serialu o Leszku i Bronce. Trudniej wymyślić najlepszą formułę. Nasze wstępne założenia projektu skonfrontowane więc zostały z zaproszonymi „frontowcami”. Za chwilę ruszy portal pogotowia, podstawowe narzędzie do działania w czasach mediów społecznościowych. Potem seria spotkań i szkoleń w czterech województwach. Ale pogotowie już działa, dyżuruje. Kto źle się ma, może skorzystać. Komu zdrowie dopisuje – świetnie, niech sobie radzi sam. I tyle.

Czy jest się na co oburzać? Jeśli oceniamy same intencje to chyba nie. Czy to jest uprawianie polityki? Jeśli założymy, że polityką jest każde wejście na kurs kolizyjny z władzą (zawsze w jakimś sensie polityczną) – to pewnie tak. Dlatego dziennikarz, który pełni funkcje kontrolne, zawsze może zostać pomówiony o działanie „z politycznych pobudek”. I bywa pomawiany. Nam się też to zdarzyło. 

Jeszcze nie wyjechała żadna karetka z pomocą, a już Stowarzyszenie Prasy Lokalnej w Poznaniu uznało, że „inicjatywa SDP ma nieskrywane konotacje polityczne i wyraźnie wskazuje na rozgrywkę zwolenników IV RP w stosunku do obecnej władzy państwowej, zwłaszcza w obliczu zbliżających się kampanii wyborczych”. Co mamy zrobić, by udowodnić, że nie jesteśmy wielbłądem? Jeśli o pomoc poprosi nas dziennikarz, który chce nagłośnić nadużycie władzy przez włodarzy swojej gminy, (albo już to zrobił i ma kłopoty), powinniśmy pewnie najpierw zapytać w jakie barwy są oni (włodarze) odziani. Jeśli w barwy IV RP, można wysyłać kawalerię, by ich posiekała.  Jeśli nie daj Boże w barwy te same, co rząd centralny , powinniśmy pomocy odmówić, by nie potwierdzić naszych „nieskrywanych konotacji”. Czy tak będzie dobrze? 

A może powinniśmy program zamrozić na czas kampanii wyborczej? Tylko której, bo teraz co rok, to prorok…
Nie dajmy się zwariować. Róbmy swoje.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl