Skowroński – WNET daje w półtorej minuty obraz miast i regionów wzdłuż Odry. To straszna wyliczanka zakładów przemysłowych, które BYŁY, ZATRUDNIAŁY a teraz ich już nie ma! Zniknęło – zginęło kilkadziesiąt wielkich przedsiębiorstw stocznie, armatorzy, porty rzeczne, zakłady odzieżowo tekstylne ubierające jeszcze niedawno pół Polski, młyny (mąkę teraz mielą nam Niemcy) itd., itd. Wejdźcie w internet poszukajcie Radia Wnet.
Czterech reporterów jednym samochodem przejechało przez tydzień zachodnie rubieże. To jest prawdziwy obraz strat i zniszczeń. W relacji z Brzegu Paweł Kukiz mówi wprost: „Tusk chce dostarczyć taniej siły roboczej Niemcom”.
Co robią nasze podstawowe media, rozdymane, pożerające miliony, ziejące w scenografii blichtrem za miliony i kiczem na życzenie. Podgrzewają sprawę księdza Lemańskiego, który chyba w końcu zrozumiał, że bronią go fałszywi przyjaciele. W „Wyborczej” (Marcin Kącki) współczuje ordynarnej „kulturo – twórczyni” z Poznania. Rada od mediów wywołuje napięcie wokół „Trwam”, do tego politycy grają kartą wołyńską, a media dopasowują się do tej gry. Tomasz Lis w swoim piśmie prowadzi nasilającą się bezwstydną kampanię przeciw Kościołowi i uśmiecha się drwiąco na krytykę. „Co mi zrobicie?”. Oczywiście nic. Można najwyżej zasugerować wstąpienie do Ruchu Palikota.
Można powiedzieć, że zawsze znajdą się chętni do pisania kłamstw i mizdrzenia się z ekranu. Wiedzą bowiem, że ludzie szybko zapominają – tak jak zapomnieli umundurowanych (przecież dobrowolnie) ze stanu wojennego. Sprawy bieżące, nowe kłopoty powodują, że zawsze można liczyć na bezkarność.
Na koniec „Wiadomości” prowadzący odmaszerowywuje śmiesznie defiladowym krokiem wokół podestu. To co przed chwilą przedstawił nie było ani obrazem dnia w świecie, a tym bardziej zapisem najważniejszych spraw kraju. Jeden z szefów redakcji publicznej telewizji mówi mi, że od trzech lat nie odczuwa nacisków w sprawie programów. No bo i po co? Przecież ci, którzy dostąpili zaszczytu posadzenia na kierowniczych stołkach sami się nie wychylą. Długoletni trening i obserwacja jak to wszystko się toczy nauczyły slalomu. Żaden z nich to Body Miller, to ostrożni „pługowicze”. Prędzej będą zjeżdżać wolniutko na tyłku niż cokolwiek zaryzykują. Przykłady Gmyza - Wróblewskiego utwierdzają w słuszności stosowania takiej taktyki.
Niszczyciele Polski lekceważą napięcie społeczne. Społeczeństwo zostało zatomizowane. Nie ma wielkich zakładów pracy. Pozostał tylko Śląsk i rodzi się przywódca Duda. Co będzie 11 września? Oto jest pytanie!
Dogadali się jakoś tam związkowcy. Choć trudno w to uwierzyć. Zobaczymy. Idą w górę słupki poparcia dla PiS. Jeśli nie w kraju to przynajmniej w europarlamencie usiłuje zaistnieć uparta w zacietrzewieniu Solidarna Polska. Inni jeszcze czekają. Ludowcy już tęsknią za Pawlakiem, a lewica wprowadza zwyczaj całowania po rękach powracających z dalekiej podróży liderów.
A media? Na szczęście nie mówią o sobie po polsku: to nie media głównego nurtu, strumienia – to media mainstreamowe. Tak jak obce w nazwie, obce i w treści. Ale galeria tych typków i typek z każdym programem utrwala się w pamięci odbiorców. Wielu co prawda rezygnuje z oglądania, słuchania, czytania ludzi gotowych powiedzieć wszystko – byle tylko utrzymać się w okienku, przy mikrofonie, na łamach.
To nie Internet zabiera widza. Mały, ale ciągle „duży” ekran przyciągałby telewidza obywatela, gdyby było co oglądać i kogo słuchać. Roszady na stanowiskach pół i ćwierć szefów nic nie dadzą. Ciągle jest jeden sznurek pociągany z góry. I marionetki jak w teatrze lalek podnoszą rączki i nóżki. Raz – dwa. A potem już same wiedzą co mają robić. Niepotrzebna cenzura, czerwone telefony na biurku. Kukiełki już wytrenowane. A często nawet nadgorliwe. Raz – dwa. Raz – dwa!
16.07.2013 Stefan Truszczyński
