Sezon nie jest już ogórkowy, ale wręcz ogórowy. W poniedziałek strona główna portalu TVN 24 wyglądała następująco. Na otwarcie cztery wiadomości piłkarskie. Potem dwie wiadomości o śmierci kolonistów. Następnie informacja o topielcu i o rodzinnym wypadku motocyklowym. „Synu wróć, ojciec czeka” to kolejny tytuł i o dziwo nie chodziło o wakacyjną ucieczkę z domu, ale o ewentualny powrót Zbigniewa Ziobro do formacji Jarosława Kaczyńskiego. Dalej dwa przypadki ucieczki kierowców z miejsca wypadów i cała seria „informacji” na temat royal baby.
Medialna próba zainteresowania Polaków powiększeniem rodziny Windsorów była ciekawa. TVN oferował filmik „Stoicki spokój dziadka Karola”, podczas gdy metromsn.gazeta.pl posunęła się do propozycji: „Relacja na żywo: Księżna Kate zaczęła rodzić”. Na razie okazało się to obiecanką cacanką, ale za parę lat kto wie? Może i do tego dojdzie. Tymczasem - o dziwo - widzowie okazali się rozsądniejsi od redaktorów i jak stwierdzono po fakcie royal baby nie zwiększyło oglądalności polskich kanałów informacyjnych.
Tymczasem – a to niespodzianka – wydarzyły się w tym czasie rzeczy ważniejsze. Np. białostocki sąd uznał, że sformułowania „leniuchy kaukaskie”, „wyznawcy pedofila” i
„pasożytnicze ścierwa” nie są obraźliwe i mieszczą się w granicach wolności wypowiedzi. Niniejsze zwroty, pod adresem Czeczeńców, zamieścił w Internecie funkcjonariusz Straży Granicznej. Jako zwolennik jak najszerszych granic wolności słowa, w jednej chwili znalazłem się w złym towarzystwie. Zaprawdę po tym wyroku można się zgodzić z „Gazetą Wyborczą”, że Białystok jest miejscem wymagającym specjalnej troski. Robi bowiem wiele, by zamienić Orła i Pogoń w swoim herbie na Wielkiego Gonza z jego hasłem: „rzucam wyzwanie śmierci i dobremu smakowi”.
Na szczęście honoru polskiego sądownictwa i zdrowego rozsądku postanowiła bronić prof. Ewa Łętowska były RPO oraz były sędzia NSA i Trybunału Konstytucyjnego. W wywiadzie dla „Wyborczej” retorycznie pytała: „Ciekawa jestem, czy sędzia byłaby skłonna uznać za opinię, gdyby ktoś stwierdził, że sędziowie to ścierwa? I jak czułaby się, gdyby ją nazwano ścierwem, a inny sędzia uznał to za opinię czy pogląd?”. Nota bene ciekawe będą losy procesu „Gazeta Polska” contra Stefan Niesiołowski. Poseł nazwał gazetę: „Pisowską, propagandową szmatą”. Jeżeli ma być zabawnie proponują sądowi uznać za obraźliwe jedynie określenie „pisowska”.
Tak przy okazji. Stefan Niesiołowski w wywiadzie dla plwolnosci.pl ujawnił listę mediów, z którymi nie rozmawia:
„Gazeta Polska”, „Warszawska”, „Nasz Dziennik”, „Niedziela”, która jest pseudokatolicka, „Gość Niedzielny” – pseudokatolicki, te wszystkie „Sieci”, „Uważam Rze”, TV Republika. Nigdy się tam nie wypowiem”. Niezalezna.pl pisze: „chyba trudno o lepszą reklamę, niż znalezienie się na czarnej liście tego polityka”. Z wciągnięcia na nią „Sieci” ucieszyła się też wpolityce.pl. Uważajcie panowie. Poseł ma na was haka. Lista jest jego własnością i może was z niej skreślić i co wtedy?
Na koniec dobra wiadomość. Po tym jak zauroczony brytyjskim rozwiązaniem problemu minister sprawiedliwości Marek Biernacki też zapowiedział możliwość blokowania internetowych stron z pornografią, głos zabrał premier stwierdzając; „Nie zablokujemy dostępu do legalnych treści, nawet jeśli estetycznie czy etycznie nam nie odpowiadają”. To miłe. Jednak czuje się trochę jakby najpierw pogroził ten „zły policjant”, a potem „ten dobry” poklepał po plecach i powiedział, że to tylko żart.
Andrzej Kaczmarczyk