Obiektywizm nie ma dziś wysokich notowań. W czasach mediów tożsamościowych wszyscy porzucili pozory i od obiektywizmu się odcinają, uznając (w dużej mierze słusznie), że nie tego od nich czytelnik, czy słuchacz oczekuje.
Ostatnio podobną deklarację złożył Kamil Durczok. „Nasz program widz włącza po to, żeby zobaczyć, dlaczego Pochanke czy Durczok wybrali akurat te wydarzenia jako warte pokazania. Co o polityce sądzą Kuba Sobieniowski czy Krzysztof Skórzyński, gdzie to swoje charakterystyczne złośliwe ostrze kieruje Maciek Mazur. To nazwiska i osobowości przyciągają do programu” – stwierdził w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl. szef „Faktów” TVN.
Nowatorska deklaracja, uznająca serwis informacyjny za program autorski przeszła bez echa. Może na skutek tropikalnych upałów, a może powszechnego zobojętnienia na gatunkową transgresję szalejącą we współczesnym dziennikarstwie. Ale w tym wypadku warto się jednak na chwile zatrzymać i zreflektować. Bo codzienny zestaw wiadomości dnia, to coś zgoła innego niż tygodnik opinii. Prezenter nie jest od oceniania, a informacja, to nie komentarz, nawet jeśli sprzedaje ją nam kabareciarz przebrany za reportera. Jeśli na etykiecie napisano „Fakty”, „Wiadomości”, czy „Wydarzenia”, to elementarna uczciwość nakazuje by zawartość jaką się ludziom sprzedaje, zgadzała się z fakturą. I nie ma tu nic do rzeczy, czy media są publiczne, czy komercyjne.
 
To zastrzeżenie jest istotne, bo Durczok próbuje nas przekonywać, że prywatne stacje są zwolnione z pewnych obowiązków, np. prezentowania stanowisk różnych środowisk politycznych. Że ludzie oglądają „Fakty” dla jego uroczo dowcipnych gwiazd, a nie po to, by dowiedzieć się, co w trawie piszczy. Że jedynym kryterium doboru informacji jest gust wydawcy, a zawartość newsa ma odzwierciedlać, co na dany temat sądzi „nasz ulubiony reporter”. Nie wiem, jak inni, ja się przekonać nie dałem. 
To już nie jest kwestia obiektywizmu, ale elementarza dziennikarskiego. Mówimy o rzetelności i uczciwości wobec widzów. Bo to nie jest tak, że 2 milionów Polaków zanim włączyło TVN, wie już z netu wszystko o polityce, ekonomii i wydarzeniach za granicą. A teraz chce zobaczyć, jakie wariacje na ich temat zagra „ekipa Durczoka”. Dla sporej części widowni telewizyjne okienko (a w nim „Fakty”), to jedyne źródło wiedzy o świecie. Zatem - sięgając po metaforę łyżwiarską - serwis informacyjny to są figury obowiązkowe, a nie jazda dowolna. 
 
„Fakty” kręcą salta po swojemu. Faktycznie, nie są programem obiektywnym, więc Kamil Durczok mówi całą prawdę i tylko prawdę. Koń jaki jest, każdy widzi. Edward Miszczak już dawno temu przyznał, że TVN to „telewizja dla lemingów”. Deklaracje obu panów są więc krokiem we właściwym kierunku na drodze do transparentności przekazu. Teraz – gwoli uczciwości – trzeba by wymyślić przed emisją „Faktów” komunikat/ostrzeżenie, podobne do tych o „lokowaniu produktu” czy internetowych cookies. Na przykład: uwaga, program autorski, nie mylić z serwisem informacyjnym.
Acha, i koniecznie podkreślić wężykiem, wężykiem…
 
Piotr Legutko
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl