Dwa tygodnie spędziłem nad polskim morzem, w Rewalu. Ale nie ma to w sumie większego znaczenia, bo to samo mogło mi się przytrafić w każdej nadmorskiej miejscowości. Próbowałem rozpoznać, w jaki sposób rodacy najbardziej lubią spędzać czas nad morzem. I doszedłem do wniosku, że nasze ulubione narodowe rozrywki to: leżenie plackiem na wypełnionej po brzegi plaży, najlepiej z piwem w dłoni lub kolbą kukurydzy, słuchanie na molo regionalnej muzyki z Peru, wystawianie w długiej kolejce po polskiego kebaba, a wieczorami słuchanie koncertów kabaretów, których skecze wzbudzają więcej litości dla twórców niż śmiechu.

Czy jednak – pomyślałem – nie jestem zbyt surowym sędzią? Przecież, większość rodaków właśnie po to jedzie nad morze, a nie dlatego, żeby odpocząć w ciszy, zdrowo się odżywiać i zażywać tak zwanej kultury wysokiej. Ludyczna rozrywka, przy okazji ocieranie się o celebrytów, to jest to, o czym marzy przeciętny urlopowicz na plażach Rewala, Międzyzdrojów, czy Sopotu. Ja osobiście spotkałem w Rewalu kilku znanych mi dziennikarzy, ale czy oni są celebrytami? Raczej nie, bo ich zdjęcia nie ukazują się w kolorowych magazynach, a poza tym dziś, żeby zasłużyć na miano celebryty, trzeba dokonać efektownego coming outw dowolnej postaci albo stać się bohaterem mediów, które z każdego potrafią zrobić celebrytę, choćby na chwilę, jak pokazał w „Zakochanych w Rzymie” Woody Allen.

Mimo starań, prawdziwego celebryty w Rewalu jednak nie spotkałem. Z nadzieją sięgnąłem więc do wakacyjnych numerów gazet, i długo szukać nie musiałem. W tygodniku Angora znalazłem przedruk z Super Expressu, a w nim odważne wyznanie niejakiego Erwina Wencla, scenarzysty filmowego (58 l.), byłego męża Ewy Wencel (58 l.), aktorki serialu „Czas honoru”, który ujawnił – jak pisze SE – „bolesną i długo skrywaną tajemnicę – żona zdradziła go z najlepszym przyjacielem Bogusławem Lindą (61 l.)”. Są szczegóły, że Linda przyłapany in flagranti „uciekł przez taras, ale zostawił spodnie i pod poduszką swój pistolet”. Można powiedzieć: trójka celebrytów opisana w pasjonującej scence rodzajowej, wyznanie wszak musiało być bolesne, bo długo skrywane. SE podał też, że zarówno Ewa Wencel, jak i Bogusław Linda nadal odmawiają komentarza.

Prawem zbója było dawniej łupić na drodze, a zbójeckim prawem tabloidów dziś jest gonić za sensacją i ją drukować, ale jakie trzeba mieć parcie na media i na celebrycką egzystencję (choćby na krótką chwilę – momenty były?), żeby ujawniać tak intymną historię o swojej byłej żonie, i po co? Czy Wencel zrobił to dla rozgłosu, czy dla kasy, czy z potrzeby dogryzienia byłemu przyjacielowi, który ma ponoć zagrać (tak doniósł Fakt) generała Jaruzelskiego w filmie Agnieszki Holland, nie mnie dociekać. Coming-out Wencla uczynił go kilkudniowym celebrytą, ale czyżby on sam nie był świadom, że ekshibicjonistycznie odarł siebie – na własne życzenie - z intymności i prawa do prywatności?

Prawdopodobnie dla pieniędzy i rozgłosu wielu ludzi marzących o medialnej sławie byłoby w stanie zrobić z siebie małpę w zoo. Tylko czy naprawdę warto? Teraz na pytanie, kim jest Erwin Wencel, najczęściej usłyszymy odpowiedź: „to ten, którego żona spała z Lindą”.

Marek Palczewski

8 sierpnia 2013

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich
Foksal 3/5
00-366 Warszawa
tel. 22 827 87 20