Prowokacje, podglądanie, nagrywanie ukrytą kamerą, śledzenie… warsztat dziennikarski rozbudowany jest o nowe techniki i metody. Nic w tym dziwnego – postęp techniczny, miniaturyzacja umożliwiają dostęp do informacji, których uzyskanie bez tych zaawansowanych technik byłoby niemożliwe. Tylko jakich informacji? Co jest tak ważne społecznie, tak istotne, że warto a nawet należy złamać zasady etyczne by pokazać publicznie to co zwykle bywa wstydliwe i nie na pokaz.
Gdy nie ma tematu, gdy spada czytelnictwo, oglądalność nurkuje redakcje podejmują decyzję, które mają temu zaradzić. Najlepiej kogoś skompromitować lub ośmieszyć. Jeszcze do niedawna na celownik trafiały osoby znane, celebryci lub znani politycy. Mechanizm jest oczywisty: osoba popularna i tak przyciąga uwagę a gdy jeszcze znajdzie się w sytuacji niezręcznej to efekt będzie wzmocniony w dwójnasób.
Czytelnicy do takich akcji podchodzą z pobłażaniem - skoro jest to osoba znana to płaci cenę swojej popularności. Nie żałujemy polityków ani urzędników - bo wciśnięto społeczeństwu do głowy, że to lenie i darmozjady nie warte szacunku. Pomysły muszą być coraz bardziej hardcorowe bo i poczucie wstydu przesunęło swoje granice. Nie jest istotne co taka publikacja wniesie do życia publicznego, jakie patologie obnaży - wystarczy golizna, wystarczy obsceniczne zachowanie czy wulgarny język. Niezdrowa ciekawość nikomu nie jest obca. Trzeba to wykorzystać.
Ostatnio bohaterem mediów stał się (bardziej niż by tego oczekiwał) poseł PiS Adam Hofman. Nagrany z ukrycia (?) zachowywał się w sposób niegodny osoby publicznej, od której wymagane są wyższe standardy, ale zupełnie zgodnie ze standardami podpitego mężczyzny w towarzystwie młodych rozbawionych kobiet. To powód do wstydu ale czy będzie miało wpływ na zaufanie do jego działalności politycznej? Wątpię, chamstwa i prostactwa wokół tyle, że można się raczej spodziewać komentarzy, że to swój chłop niż słów potępienia.
Nadużywanie techniki i sposobów, które powinny być zarezerwowane dla dziennikarstwa śledczego powoduje, że w opinii społecznej (także, sędziów) nie rozróżnia się już w jakim celu stosowano działania niekonwencjonalne, i już sam fakt ich stosowania jest naganny. Sprawa nagrywanej sędziny (proces Macieja Kuciela) jest oceniana na równi z działaniami paparazzi – oni też nie mogą pytać o zgodę, jeżeli chcą uprawiać swój zawód. Nie jest istotne znaczenie społeczne powstających w ten sposób materiałów dziennikarskich – oceniana jest metoda.
Czy cel uświęca środki? Niekiedy tak.
Andrzej Stawiarski
