Toflerowski "Szok przyszłości" już nas dopadł. Żyjemy w pędzie, jak porwani przez huragan. Każdy huragan ma swoje imię. Jego imię to „Nauka”. Internet i komórka - bez tych cywilizacyjnych gadżetów nie da się już żyć. Wszyscy jesteśmy uzależnieni od globalnej sieci, sieci satelitarnej. Kto sprawuje kontrolę nad tą siecią, ten ma władzę i to jaką władzę! Jeśli chodzi o nas Polaków, to z pewnością my nią nie dysponujemy. Władzę nad siecią, która nas oplata, mają inni. Tylko nie my. Na przykład Włochy mają 22 satelity, Szwecja – 11, Turcja - 8, Meksyk -7, Ukraina - 6, Luksemburg - 5, Grecja, Mauritius, Wenezuela po 2. Polska – 0!!!
Za to nasi sąsiedzi mają ich dziesiątki i tysiące. Tymczasem redaktor naczelny jednego z czołowych polskich dzienników szydzi z naszych kosmicznych aspiracji, pisząc że "Hermaszewski musi nam wystarczyć”.
Być ignorantem, to jedno, ale szczycić się żenującą niewiedzą na łamach prowadzonej przez siebie gazety, to już zupełnie inna sprawa. Media mają dziś ogromny wpływ na społeczeństwa. Czasem większy niż sami politycy. Jaki wpływ na polskie społeczeństwo mają tacy dziennikarze?
Spójrzmy na siebie krytycznym okiem. Czym interesujemy się jako dziennikarze i co przekazujemy społeczeństwu? Jakie tematy omijamy z daleka? Czyż nie przyciągają nas bardzo, za bardzo, plotki o wylansowanych, przeciętnych, a często zupełnie nieciekawych osobach. Ludzi naprawdę wybitnych pozostawiamy w cieniu. Nawet artykuły czy programy polityczne zamieniają się ostatnio w mutacje „pudelka”. To ma być rzekomo atrakcyjne dla konsumentów mediów. Prawda jest taka, że to my dziennikarze, działając jak dilerzy narkotykowi, uzależniamy ludzi od głupoty. Sami sprawiamy, że nasz zawód staje się coraz bardziej szkodliwy społecznie.
Po tym gorzkim wstępie, uderzę się we własne piersi. Wprawdzie komercja, a także polityka nigdy mnie nie wciągnęły, jednak pod wpływem zdarzeń porzuciłam swoją dziennikarską misję, jaką była dla mnie popularyzacja nauki. W latach 90. kierowałam redakcją popularyzacji nauki w TVP, która była wówczas jeszcze telewizją publiczną. Reprezentując swoją redakcję w EBU opowiadałam kolegom z europejskich telewizji publicznych o naszej ofercie programowej, która była wówczas bardzo bogata i zróżnicowana. Codziennie emitowaliśmy w TVP1 kilka godzin wartościowego programu. Były to programy przyrodnicze, humanistyczne, społeczne, historyczne i popularnonaukowe. Gdy podczas konferencji poproszono mnie, żebym opowiedziała o naszej Telewizji Edukacyjnej, zrobiłam to z wielką satysfakcją, bo jeszcze mieliśmy się czym pochwalić. Dostałam wielkie brawa od kolegów reprezentujących wszystkie europejskie telewizje publiczne i niektóre światowe. Były to brawa dla naszej polskiej telewizji publicznej. Koledzy podchodzili do mnie z gratulacjami, mówiąc: „tylko tego nie straćcie”. Co mogłabym im dzisiaj powiedzieć?
Gdy w 2000 roku przestała istnieć redakcja popularnonaukowa, a sama Telewizja Edukacyjna, której była częścią, stopniowo zanikać, zajęłam się inną tematyką. To prawda nie poddałam się komercji, jednak odeszłam prawie zupełnie od swojej specjalności. Przestałam robić to, co powinien popularyzator nauki, czyli przygotowywać społeczeństwo na szybkie zmiany, których sprawcą jest rozwój technologiczny. Odejście od tej misji coraz bardziej mnie uwiera, zwłaszcza od momentu przeczytania artykułu Redaktora Naczelnego „Rzeczpospolitej”. Mam poczucie winy, że nie uczestniczę już w ważnym procesie cywilizacyjnym, uświadamiania społeczeństwu, czym jest nasz napędzany technologią, pędzący z zawrotną szybkością świat. Na dodatek mam przykrą świadomość, że powoli zapominamy o naszej niezwykłej i pięknej historii. I tym razem nie mam na myśli wspaniałych patriotycznych zrywów, ale również wspaniały udział w rozwoju cywilizacyjnym świata. Kto z szanownych kolegów dziennikarzy wie o tym, że ten rok został ogłoszony rokiem prof. Jana Czochralskiego? A któż wie, kim był Jan Czochralski? To jest ojciec światowej elektroniki! Tak, drodzy koledzy, jego prace otworzyły drogę technologiom komputerowym i temu wszystkiemu, co tak nas uzależniło i zmieniło nasze życie.
„Warszawska Szkoła Matematyczna”, profesorowie Wacław Sierpiński i Kazimierz Kuratowski. Matematycy z Poznania, prof. Zdzisław Krygowski, inicjator badań kryptologicznych nad „Enigmą”. Lwowska Szkoła Matematyczna, legenda „Kawiarni Szkockiej”, profesor Stefan Banach – jeden z największych geniuszy matematycznych wszechczasów. Kamieniem milowym w matematyce są „Przestrzenie Banacha”. Nie skończył studiów, a zrobienie doktoratu wymusili na nim koledzy podstępem. Miał już dorobek na wiele doktoratów, ale jako wolny i nieposkromiony umysł, nie miał czasu na tak trywialne sprawy. Koledzy zwabili go do dziekanatu, prosząc o wyjaśnienie kilku ważnych kwestii z jego odkryć i tak nieświadomie się doktoryzował. Tego geniusza docenił i pozyskał dla nauki inny wybitny matematyk ze „Szkoły Lwowskiej” prof. Hugo Steinhaus.
A to dopiero drobny fragment historii polskiej myśli naukowej. To jest elementarz, o tym powinni wiedzieć wszyscy Polacy, którzy tę wiedzę o nas przekażą innym nacjom. Naukowa sztafeta pokoleń nadal trwa. Polscy ludzie nauki, swoimi osiągnięciami budują przyszłość ludzkości. Jednak to, czego nie ma w mediach nie istnieje w publicznej świadomości. Musimy zrozumieć lepiej nasz świat, który rozwija się w rytmie nowych technologii. Naukowi analfabeci pierwsi wypadną za burtę wehikułu, który nas niesie w przyszłość. Czy mamy się sami skazywać na cywilizacyjny margines?
Od czego zacząć? Od nas samych dziennikarzy. To jest niesłychanie ważne, by nasze środowisko nie kompromitowało się ignorancją i nie szerzyło jej w społeczeństwie. Nie chodzi wcale o to, by wszyscy dziennikarze zaczęli nagle popularyzować naukę, lecz o to, by rozumieli i doceniali wpływ nowych technologii na nasze życie, a niektórzy być może nawet dostrzegli magię i poezję tkwiącą w nauce.
Kolejny krok to oddziaływanie mediów na społeczeństwo. Społeczeństwo, które rozumie naukę, jest dumne z własnej historii, będzie pozytywnie wspierać środowiska naukowe. Wprowadzenie nauki na należny jej piedestał zagwarantuje nam stworzenie nowoczesnego państwa, z wizją rozwoju opartego na postępie technologicznym. Może wtedy nasi zdolni młodzi naukowcy, którzy zdobywają wszelkie nagrody w międzynarodowych konkursach, nie będą już musieli za karierą wyjeżdżać z Polski.
Wszystko w naszych rękach koledzy dziennikarze.
Zapraszam na rozpoczynający się od nowego roku cykl „Dziennikarskich Spotkań z Nauką” na Foksal.
Ewa Urbańska
