Porcelanowe kukiełki ładnie wyglądają. Gapimy się na serial „Czas honoru”. Ładny tu nawet główny warszawski gestapowiec, paniczyk milusiński, który kogoś tam delikatną rąsią udusi wprawdzie ale, śliczny jest. To zresztą powszechnie wiadomo o Panu Piotrze Adamczyku, który zdominował ekrany wszelkie. Jest, przy obsadzaniu w roli, pewniakiem dla każdego producenta. To oczywiście aktor bardzo zdolny i wszechstronny. Czar jednak pryśnie, gdy facet zacznie wyskakiwać przy otwieraniu drzwi lodówki lub włączaniu odkurzacza.
Wróćmy do filmu. Jeśli taki ma być dla młodego pokolenia przekaz o najokrutniejszych w czasie okupacji niemieckich działaniach; jeśli tak właśnie ma przedstawiać się w opisie współczesnych twórców powojenny obraz okupacji moskiewskiej w naszym kraju – to proszę nie narzekać na to co nam serwuje bezczelnie zakłamany filmie „Nasze matki, nasi ojcowie”.
Pani minister bezpieki to śliczna kobieta, dręczona również przez sowietów. A jakie były te czerwone donny wiedzą dobrze i pamiętają bici w katowniach UB. Na ogół grube i kwadratowe babole zastąpiono w filmie aktorką elegancką i śliczną. Itd. itd. Pudru nasypano co najmniej tonę.
Po co to? „Łączka” udowadnia jak było. Pani Wencel i pan Sokołow napisali jak potrafili, wymyślono wstawianie do fabuły wstawek dokumentalnych (co rzeczywiście poprawiło cały wyrób). Bardzo ładne dziewczęta i chłopcy bardzo się starali i wyszedł ładny obrazek tyle, że niewiele mający wspólnego z tamtymi strasznymi czasy.
To ciąg dalszy „Dody na lodzie”, różnych familiad, wrzasków „róbta co chceta” i splątanych wdzięcznie nóżek Jaworowicz. Kicz i chała!
Szanowna Pani Odorowicz na pewno chce jak najlepiej. Figuruje nawet w czołówce najnowszego filmu Romana Polańskiego „Wenus w futrze”. Widocznie Pan Roman uważał, że jej się należy. Niestety nie jest to kobieta odważna. Boi się filmu Jerzego Zalewskiego. „Historia Roja”, bo tam upodlony Polak (choć ubek) strzela w łeb Moskala. W Instytucie Sztuki Filmowej twierdzą niestety, że film ma obowiązkowo być krótszy o 14 minut. Chcą wymusić skrót na Panu Zalewskim. Szantażują, że inaczej nie dadzą pieniędzy na dokończenie filmu, choć brakuje już bardzo niewiele. Sprawa wlecze się już drugi rok albo i więcej.
Ale Jerzy Zalewski to twardy facet, który cały czas idzie pod prąd. Inny dawno już by stchórzył – skapitulował i poddał się presji Instytutu oraz Telewizji Polskiej. A także naciskowi dystrybutorów. Myślę, że reżyser wygra w końcu batalię o prawo i sprawiedliwość.
Wielka szkoda jednak, że nie popierają go jednoznacznie i gremialnie dziennikarze, krytycy filmowi. Sprawiedliwi – popierają. „Łańcuchowi” – jak zwykle wiercą się i unikają jednoznacznego stanowiska. Film jest pokazywany w małych salach (m.in. u nas w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich na Foksal). Wówczas drzwi się nie domykają. Ludzie siedzą na parapetach i na podłodze.
Panie Prezesie Juliuszu Braun – może Pan się odważy (bo jednak czasem Pan to robi). Może Telewizja Polska dofinansuje ten dobry i ważny film pokazujący prawdę o naszej najnowszej historii. Wielka widownia jest gwarantowana. Telewizja zarobi na tym sowicie. Wielokrotnie więcej niż dopłaci. Firmy będą się bić o to, by umieścić swoje logo przed i po emisji „Historii Roja”.
Awanti!
Zaleski przypomina ludzi, którzy pozostali do końca wierni przysiędze. Może trudno to dziś zrozumieć, gdy słowo niewiele waży, gdy nie wypowiada się go z należytą atencją – a beka lub mamrocze pod nosem. Gdy przychodzi się po odbiór najwyższych odznaczeń w dżinsach, albo przypina się je ludziom, którzy nie budują a niszczą.
Zaleski pokazuje ludzi zrozpaczonych i wbrew wszystkiemu i wszystkim wybierających śmierć miast nikczemnego trwania. Taki film oczywiście nie może podobać się na przykład potomkom oprawców. Przez ponad pół wieku prawdę o tym, jak naprawdę było, skutecznie zakłamywano. Wystarczy.
Blokowanie „Historii Roja” to ostatnie podrygi cenzury. I głupota tych, którzy uważają, że jeszcze mają władzę. Lakierowane i pudrowane lale cieszą w Disneylandzie. W powojennej Polsce było straszno i ciemno. Wydobywanie się na światło trwało długo. Ale teraz już nie kłammy, bo nie musimy. Niech się pocieszają kłamstwem np. Niemcy.
Stefan Truszczyński
