Coś niedobrego dzieje z najlepszymi dotychczas piórami naszej publicystyki niezależnej. Najpierw Marcin Woski określa mianem „wielkiej generacji” trzech największych, oprócz Michnika, destruktorów narodzin nowej Rzeczypospolitej (Mazowiecki, Geremek, Kuroń) wyrywającej się ze zniewolenia rosyjsko-sowieckiego i na dodatek fanatycznych przeciwników tzw. lustracji, bez której nawet w naszym esdepowskim środowisku mamy to, co mamy. Pisałem tu niedawno z dezaprobatą o tych fałszywych autorytetach kreowanych przez Wolskiego.
A teraz Rafał A. Ziemkiewicz, nieco odeń młodszy, uchodzący ostatnimi czasy w swym i wielu czytelników mniemaniu za istnego Katona, z ostentacyjnym protekcjonalizmem publicznie lekceważy dążenia naszych pobratymców ukraińskich do zachowania prozachodniej niezawisłości. Aż reaguje Andrzej Nowak, zawsze powściągliwy w wyrażaniu swych jednoznacznych, radykalnych poglądów, profesor historii i subtelny diagnosta degrengolady parlamentaryzmu i rządu III Rzeczypospolitej. Skonstatował bowiem w „Gazecie Polskiej” (18-25 grudnia br.) z łatwo wyczuwalnym smutkiem: „(…) ludzie zgromadzeni na Majdanie odważyli się (…) na protest. Rafał A. Ziemikiewicz napisał z pogardą o nich na łamach <Gazety Polskiej>, że <to tylko żywioł, nie polityczna siła>, no głupi i naiwny motłoch po prostu, taki jaki tworzyła Solidarność w sierpniu 1980 r. (autor Polactwa wprost używa tego porównania)”.
Pierwsza czy jedna z pierwszych książek Ziemkiewicza „Viagra mać” zapowiadała nową wschodzącą gwiazdę na firmamencie felietonistyki. I czytelnika urzekała mądrością polityczną. Już sam tytuł tego dokonania jest finezyjny, bo drugie słowo ukazuje metaforyczność pierwszego i sugeruje wulgarne przekleństwo, którego jednak autor przez delikatność nie używa. A książka wyraża jego gniew - na to, co działo się w Polsce zaraz po 1989 r. To wzburzenie młodego wówczas twórcy, rozpoczynającego wielką karierę publicystyczną, było i jest zachwycające, godne największych pochwał, budzące nadzwyczajne zaufania do autora. Albowiem celny sarkazm, drwina i szyderstwo uwydatniają szkodliwą dla Polski działalność owej wspomnianej „wielkiej - wedle Wolskiego - generacji”, która w po roku 1989 budowała zręby państwa, dzisiaj już wielce dolegliwego. Takie więc książki jak „Viagra mać” bardzo by się nam teraz przydały dla rozładowania stresów obywatelskich…
I Ziemkiewicz, dojrzewający jako publicysta, ulegał imperatywom coraz silniejszej, bezpardonowej, ośmieszającej krytyki niemal wszystkich zjawisk naszej wspólnotowej egzystencji. Następna bodaj jego książka „Polactwo”. to również zbiór felietonów. Tu Ziemkiewicz nie trzyma już swego języka felietonowego na wodzy i często używa wulgaryzmów, ale akurat, przedziwnie w tym dziele one nie bardzo rażą. Ba, co więcej, niekiedy hipertroficznie ostrą, a w rzeczy samej słuszną, krytykę naszych ułomności polityczno-narodowo-historycznych przyjmujemy również z aprobatą, chociaż może mniej entuzjastyczną niż „Viagra mać”, gdyż narracja jest mniej zwięzła.
Gdy jednak głębiej przemyślimy zacytowany powyżej fragment z wypowiedzi prof. Andrzeja Nowaka, gdzie uczony przywołuje tytuł „Polactwa”, uświadomimy sobie, że dla niego jest to słowo obrażające nasz naród. Tego odczucia wybitnego naukowca i wielkiego patrioty nie sposób lekceważyć. W istocie „Polactwo” zapowiada powolne zatracanie mądrości politycznej autora, tak zachwycającej w „Viagrze mać”. Publicysta jakby zaczynał sprowadzać swój talent na manowce.
Napisał jeszcze o wrzaskach staruszków – nudno, rozwlekle, bez błyskotliwości felietonowej, bez porywającej czytelnika irytacji na zło polityczne, jak w pierwszej wymienionej książce. Wreszcie stworzył na kilkuset stronach diatrybę anty-Michnikową. I znów to książka rozwlekła, nudna, przegadana, pozbawiona wdzięku. Konia z rządu temu, kto wykaże jej atrakcyjność czytelniczą. Najgorsze, że autor nie zajął się wnikliwie tym, co najwyraziściej ukazuje szkodliwość Michnika dla naszej Rzeczypospolitej – jego dorobkiem pisarskim, którym redaktor naczelny „Gazety Wyborczej" indoktrynował skutecznie społeczeństwo.
Michnik napisał niezliczoną ilość artykułów i sporo książek – ważkich, bo wszystkie oceniają nasze tu i teraz. Michnik dobrze włada piórem, tym gorzej, ponieważ głosi rzeczy niezgodne ani z polską racją stanu, ani z poczuciem naszej moralności państwowej. O tym Ziemkiewicz w „Michnikowszczyźnie" nie pisze tak, jak wymagałaby powaga tego tematu szkodliwości aksjologicznej i nawet intelektualnej Michnika oraz jego akolitów. Właściwie „Michnikowszczyzny” nie da się streścić - tak jest mało konkretna. Toteż główny jej bohater po prostu ją zignorował, w niczym nie poczuł się drastycznie spostponowany. Szkoda że Ziemkiewicz nie podjął się próby napisania monografii pisarstwa publicystycznego Michnika. Za to jakiś Niemiec, a z wieloma Niemcami Michnik robi interesy, by tak rzec, polityczne i intelektualne, zainteresował się po swojemu, czyli po niemiecku, twórczą działalnością redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”.
Jednak mniejsza o „Michnikowszczyznę”. Dość powiedzieć, że po „Polactwie” Ziemkiewicz już więcej książek felietonowych nie wydał. Okazuje się oto na przykładzie jego pisarstwa, że zazwyczaj felietoniści dość szybko tracą impet felietonowy. Nawet śp. Maciej Rybiński w ostatnich latach życia nie pisał już typowych, zwięzłych, jak z bicza strzelił, sarkastycznych aż do bólu felietonów. Może to signum temporis, wszak dawniejsi felietoniści uprawiali felietonistykę do końca swych dni - vide np. nieodżałowany Kisiel.
Ziemkiewicz po „Polactwie” jako publicysta zajął się pisaniem artykułów i komentarzy politycznych. Zdenerwował go niedawno Waldemar Łysiak, skrytykowawszy endecję i jej dzisiejszą schedę. Ziemkiewicz ujął się za tym ugrupowaniem i tą tradycją, zresztą niedawno wydał książkę o nowoczesnym endeku. W polemice z Łysiakiem nazwał głównych przeciwników politycznych endecji „zbirami sanackimi”. I jakoś nikogo z koleżanek i kolegów po piórze ten zwrot nie uraził. A motłoch? A żywioł polityczny w odniesieniu do Ukraińców (Rusinów) walczących o przynależność do Zachodu, a nie do euroazjatyckiego Wschodu?
Zastanawiam się, jak dojrzały publicysta o poglądach niby niezależnych od wszelkich partii i koterii nie jest w stanie uświadomić sobie znaczenia - dla Europy i nade wszystko dla nas - tego, co dzieje się na Majdanie. Wiem - bo jako wielbiciel endecji przyjmuje jej aberracje. Co go obchodzi naród, którego część była w II Rzplitej mniejszością? Ta mniejszość, liczebnie druga po żydowskiej, w swej masie nas nienawidziła; w dużej mierze z powodu jej traktowania i stosunku do niej polityków endecji. Dzisiejszy zaś ich pogrobowiec też tą dawną mniejszością II RP pogardza. Tymczasem kto powie, ile w zbrodniach Ukraińców na Polakach po czerwcu 1941 było zwykłego zdziczenia, ile prowokacji niemiecko-rosyjsko-sowieckiej, ile zbrodniczej retorsji za to, czego Ukraińcy–Rusini, potomkowie dawnych obywateli Pierwszej Rzeczypospolitej, doznawali w przedwojennej Polsce, i to nie ze strony „zbirów sanackich”, a wyłącznie endecji?
Postkomuniści wypowiadają się oględnie o wydarzeniach na Majdanie, nie chcą bowiem zrażać przed nadchodzącymi wyborami części swego elektoratu. Lecz – myślę – spadkobierców ideologii polsko-komunistycznej bardzo raduje owa pogarda Ziemkiewicza, bo to przecież racja i afirmacja ich partii – żeby wschód i środek Europy był ciągle w sferze wpływów rosyjskich. Toteż Ziemkiewicz swym niemądrym lekceważeniem Ukraińców-Rusinów przeciwstawiających się imperialnej Rosji nolens volens wspiera postkomunistów. W pierwszych książkach barwnym jeszcze, acz już z lekka zwulgaryzowanym językiem nazwał ich „mętownią” (od słowa „męty”). A teraz daje wyraz braku rozsądku politycznego i rozumienia niuansów wielkich gier politycznych. Więc może to nie jest „chcąc nie chcąc”, natomiast to świadome dziedzictwo Narodowej Demokracji, której duża część po 1945 r. dość dobrze, jak wiemy, odnalazła się w nowym państwie niby-polskim i dość dobrych dopracowała się związków z pezetpeerowcami?
Od 29 stycznia 1990 r. nie ma już tej partii, i do sukcesji po niej nie przyznaje się publicznie Platforma Obywatelska. Lecz jej politycy krytykowali Jarosława Kaczyńskiego, że był na Majdanie. Powstaje w polityce ostatnich dni niezauważalna dla szerokiego ogółu społeczeństwa triada: postkomuniści, Platforma Obywatelska i publicysta o wielkim autorytecie nieświadom (chyba?), kogo wspiera jego postendecka pogarda dla Majdanu.
Jacek Wegner
