Państwo naszych marzeń powstało na chwilę 32 lata temu i trwało z trudem kilkanaście miesięcy. Państwo obywateli z poczuciem więzi, gotowych do pracy społecznej dla dobra współobywateli, państwo ludzi, którym nie trzeba było tłumaczyć, co to patriotyzm. Ludzi, którzy sami sobie nałożyli ograniczenia, żeby pokojowo wywalczyć u narzuconych w 1944 i 45 roku władz, choćby minimum samostanowienia. Dzisiejsze doniesienia z kijowskiego Majdanu jakże przywodzą na myśl „Solidarność” pierwszych tygodni 1980 roku. Spontaniczne gromadzenie się, poszukiwanie przywódców, tych, co „się znają” na prawie, na wydawaniu pism, na prowadzeniu zebrań, bo wtedy przecież nawet zebrania nikt kto nie był w partii nie umiał poprowadzić. Opowiadają korespondenci z Ukrainy, że na Majdanie ludzie sami zarządzili prohibicję, zupełnie jak podczas polskich strajków, udzielają sobie wzajemnie pomocy, ktoś przynosi sagan ciepłej zupy, kto inny opiekuje się dziećmi.

Myślę, że sporo Ukraińcom dało wieloletnie przyjeżdżanie do Polski, do pracy. Z zazdrością patrzyli, jak u nas wszystko funkcjonuje, jak możemy wyjeżdżać na Zachód, do Stanów, w świat, ile zarabiają ci, co mają pracę, utwierdzali się w przekonaniu, że korupcja to zło, a płaca punktualnie wypłacana przez pracodawcę to rzecz normalna.

Snuje się więc od wielu tygodni ta opowieść z Majdanu, a my z niepokojem i nadzieją patrzymy, jak się to potoczy. Ja mam jeszcze jedną nadzieję – że Ukraińcy nie pozwolą dotychczas rządzącym spryciarzom, podłączającym się do spontanicznego, szlachetnego zrywu, przejąć majątku państwa i uwłaszczyć się na nim, jak stało się w dużej mierze w Polsce, a zwykłym obywatelom zamącić w głowach sprzedajną prasą. Że wolność i swoboda działania będą dla wszystkich.

*

Po ostatnich wydarzeniach w Oddziale Warszawskim, związanych ze znalezieniem się Krystyny Kurczab-Redlich w książce „Resortowe dzieci” i w licznych jej fragmentach w prasie, ale przede wszystkim ze sposobem tłumaczenia się z tego (znam tylko relację z drugiej ręki, więc nie przytaczam), czekam na dalszy ciąg. Ten dalszy ciąg może być tylko jeden – lustracja wewnętrzna dziennikarzy, szczególnie osób pełniących funkcje we WSZYSTKICH władzach Stowarzyszenia, i kandydatów na walne zjazdy SDP. Moim zdaniem jednoznacznie wynika to z kilku uchwał zjazdowych, podjętych w poprzednich latach, ponieważ od lat już problem narastał i delegaci zdawali sobie z tego sprawę. To, że uchwały nie zawsze, a raczej rzadko były wykonywane – prawda, tym większa pora na to. Jeżeli taka będzie wola większości – może się zdarzyć, że lustracja obejmie w ogóle wszystkich członków SDP. Jeżeli dokumenty w książce są nieprawdziwe, pozostaje droga sądowa. Jeżeli jednak są prawdziwe, na co wygląda, to lustracja, autolustracja czy jak ją tam zwał, jest jedynym sposobem wyjścia środowiska z twarzą. Osobiście źle się czułabym wśród ludzi, dla których PRL był ojczyzną w większym stopniu niż Polska, i gotowi byli współpracować z jego aparatem represji, szczególnie w stanie wojennym i po mordach politycznych.

Mam nadzieję też, że z zebrania Oddziału Warszawskiego powstał protokół i że będzie on dostępny dla wszystkich członków SDP.

Kto nie chce lustracji, zawsze może wstąpić do innego Towarzystwa i znaleźć się w swoim, dobrze zrozumiałym gronie.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl