Ruszyła w mediach ofensywa troski o jakość debaty publicznej. Prezenterzy TVN omawiają z gośćmi zepsucie języka i wzrost agresji. Tomasz Lis sprosił zacne osoby do swego programu „na żywo” w TVP w tym samym celu. Adam Michnik rozkłada ręce, że nie wie, co robić. Nie zamierzam śmiać się z tego, ani płakać. Mam po prostu kilka propozycji. Może zacznijmy od TVN24, telewizji szczególnie zasłużonej dla poziomu debaty publicznej.
Ostatnio Katarzyna Kolenda-Zaleska użyła – lub została użyta przez swoich przełożonych – do użycia prof. Zbigniewa Brzezińskiego w celu szarży na Jarosława Kaczyńskiego. Lider opozycji został oskarżony o chorobę psychiczną za krytykę rządu, że mataczy w śledztwie smoleńskim a sam mówi o „zamachu”. Ale Kaczyńskiemu to wszystko nie przyśniło się gorszej nocy, lecz opiera się na materiale zespołu poselskiego Antoniego Macierewcza, zebranym przez wielu naukowców. Czy nie należało więc streścić telewidzom i profesorowi główne ustalenia tego zespołu i poprosić, żeby je obalił? Albo dopuścił ich prawdziwość, lecz nam wytłumaczył rozumnie, że nie leży w polskiej racji stanu dochodzenie prawdy o tej katastrofie? Taki wybitny politolog miałby ciekawe rzeczy do powiedzenia, podnosząc poziom umysłowy debaty. A jeżeli nie było to możliwe z wyższych racji, czy nie lepiej było milczeć, zamiast dolewać oliwy do ognia? To jak będzie następnym razem, Pani Katarzyno: wykona Pani nieuczciwe polecenie przełożonych, czy odmówi z poczucia przyzwoitości?
Ma to spore znaczenie, bo media żywią się same sobą. Oto zatroskany w TVP agresją Tomasz Lis, w roli redaktora naczelnego „Newsweeka” daje na okładce tegoż prof. Brzezińskiego jako giganta, żeby wokół niego rozmieścić polityków PiS jako liliputy. Czy rzeczywiście takie są proporcje? Może wewnątrz numeru należało dać rzetelną ocenę dorobku prof. Brzezińskiego. Jego pozycja w Ameryce nie jest gigantyczna, chociaż umysłom prowincjonalnym taka może się wydawać. Rzetelny redaktor w tej sytuacji przedstawia fakty i różne opinie na temat profesora podnosząc poziom debaty publicznej. Zostawmy już na boku inne okładki „Newsweeka” wyraźnie obliczone na to, aby wywołać gniew. Jak będzie następnym razem Panie Tomaszu: ujmie się Pan honorem - jest takie słowo - dziennikarza, czy będzie robił rządowi agresywną propagandę przeciwko opozycji?
Adam Michnik nie wie jak scalić Polskę. Może i lepiej, niech się już nie miesza. Zanim wybuchła obecna wojna polsko-polska jego gazeta wydała wojnę bez pardonu prawicy: Ciemnogród, antysemityzm albo faszyzm na każdym niemal kroku dostrzegane w kraju. Wtedy nie było wiadomo, że to przygrywka, zaś wojna prawdziwa dopiero się zacznie. Dla Adama Michnika nie mam żadnej rady. Wyrządził tyle złego, że może tylko milczeć.
W tej wojnie już polała się krew głównie po stronie PiS. Reżyser Grzegorz Braun nazwał więc ostatnio TVN i Gazetę Wyborczą „gwiazdami śmierci”. Powiedział również bardzo złe słowa, co należy zrobić z ich dziennikarzami. Są to słowa godne najmocniejszego potępienia. Nie wolno tak mówić ani myśleć. Jednak warto się zastanowić, skąd wzięło się tyle nienawiści. Czy Braun aby nie wyraża bezsilnego gniewu ludzi sponiewieranych przez obecny rząd i życzliwe mu redakcje głównego nurtu? Im mocniej kogoś krzywdzą, tym głośniej krzyczy i rwie się do walki.
Jaka na to rada? Trzeba przywrócić demokrację i wolność słowa w mediach. Nawet minister Jarosław Gowin uważa, że za dużo zdolnych dziennikarzy znalazło się poza głównym nurtem, co ich radykalizuje. Radzę więc otworzyć KRRiT oraz TVP na ludzi sympatyzujących z prawicą i PiS. Dziennikarze do studiów, redaktorzy do redakcji, politycy do KRRiT i koncesja na multipleksie dla Telewizji Trwam. To wszystko razem zmusi TVN i GW do większej rzetelności przez konkurencję.
Jeżeli tego nie zrobimy, to powstanie podejrzenie, że kampania przeciw agresji w debacie publicznej stanowi przygrywkę do ostatecznego rozwiązania kwiestii PiS. Kaczyński przed Trybunał Stanu, partię się zdelegalizuje albo pomoże jej w rozpadzie. Profesor Marcin Król już wezwał we „Wprost” do sięgnięcia po środki poza prawem. Oczywiście w obronie demokracji.
Krzysztof Kłopotowski
28 listopada 2012
