Z tobą nie da się dyskutować, bo ty na wszystko masz argumenty – powiedział pewien mój przyjaciel. Powiedział to, po prawdzie, 20 lat temu, potem przestał mówić na ważne tematy, a od lat już tylko rzadko i na krótko się widujemy, by pogadać chwilę o nowych nasadzeniach w ogródku i o wyższości piennych form czarnej porzeczki nad karłowatymi. Co i tak jest wielkim osiągnięciem, bo liczni niezadowoleni z moich poglądów (czy aby naprawdę je znają ode mnie i z tego, co piszę?) zamienili się w lemingi i wolą unikać jakiejkolwiek rozmowy. Widocznie nigdy nie byli prawdziwymi przyjaciółmi.

Jak rozmawiamy ze sobą, czy umiemy się komunikować? Chyba nie bardzo. Psychologowie specjaliści tzw. komunikacji interpersonalnej uważają, że 90 proc. nieporozumień wynika z nieumiejętności jasnego wyrażania myśli lub przez niezrozumienie tego, co ktoś mówi. 10 proc. to niestety jednak konflikt interesów. Np. kto ma zostać prezesem. Albo trochę prywaty - dlaczego ten/ta tutaj mnie, lekarza rodzinnego, co ma dyżur do 18.00 i ani jednego pacjenta na korytarzu, i może sobie spokojnie wypić kawkę i przejrzeć nareszcie gazetki, więc ten/ta nagabuje mnie ze swoją krwawiącą raną/zawałem serca/zemdleniem dziecka/wysoką temperaturą, kiedy powinien/nna pojechać na jedyny w mieście Krakowie SOR (Sprawa Operacyjnego Rozpracowania, tfu, Szpitalny Oddział Ratunkowy), 10 godzinek w kolejce jej/mu tam minie jak z bicza trzasł i sprawę załatwi. Jak się Czytelnicy domyślają, byłam ostatnio w królewskim mieście Krakowie, wagon 1 klasy był 2 klasy, bo stary i sterczały z niego różne zardzewiałe haki, rozorałam sobie o nie kolano, i poszłam do nowoczesnego Centrum Medycznego przy ul. Komorowskiego, gdzie nawet są windy i po remoncie, no i tak, nie będę dalej uprawiać prywaty, domyślają się Czytelnicy, o co chodzi. Nieważne, już jestem w domu, już lekarz to widział, tężec? – no cóż, na pewno nie mam. Powiedzmy tyle, że konflikt interesów jest zaniedbywalnie rzadki, choć bywa dotkliwy.

Wracając do komunikowania się. Umiejętność jasnego wyrażania myśli i rozumienia tego, co kto mówi, jest ważna w wielkich umowach międzynarodowych, bardzo ważna w dyskusjach małżeńskich, ale i w zwykłych, codziennych sprawach, z sąsiadami, sprzedawcami, kolegami z pracy też nie jest bez znaczenia. Jak mawiał poeta, za dużo myśli często mamy na myśli; i już nie poeta: ale wcale tego nie mówimy, bo myślimy, że inni wiedzą, co mamy w głowie.

I tu znowu prywata, ale za to w temacie tematu komunikowania się. Postanowiłam w stołecznym królewskim mieście Krakowie kupić sportowe buty, bo w stołecznej Warszawie okazało się to niemożliwe, nie ma zapinanych na rzepy, nawet w drogich firmach, a ja nie będę się kilka razy dziennie schylać i sznurować, oczy i palce już nie te, za to brzuszek i owszem. W niesamowitej Galerii Krakowskiej, zasłaniającej dokładnie CK (cesarsko-królewski) Dworzec Główny, galerii o wiele elegantszej niż jakakolwiek w Warszawie (nowej stolicy od ponad 400 lat, krakowianie wiedzą, od ilu, dla mnie za trudne), poprosiłam panienkę ładną, o myślącej buzi, o damskie buty sportowe, na teraz, materialno-skórzane, zapinane na rzepy. Mogą być dość drogie. Komunikat, zdawało mi się, jasny. Nie ma takich, podobnie jak w Warszawie. Dziwne trochę, chociem do braku wszystkiego z peerelu przyzwyczajona, dziwne, myślę sobie. A o komunikowaniu się odpowiednim a w dodatku międzypokoleniowym ani pomyślę. Długo rozważamy problem procesów, wytaczanych producentom butów przez wspinaczy, którym odpiął się rzep i skręcili nogę, zapewniam, że wybieram się tylko na spacery do Lasu Kabackiego, a nie w Himalaje, ale nieufni producenci nie dadzą się nabrać na takie zapewnienia. A tu patrzę – stoją! dokładniuteńko takie jak chcę! – A te? – pytam. – Te? – pyta zdumiona panienka – Pani o takich nie mówiła. Te to są rekreacyjne zimowe dziecinno-młodzieżowe. Pani chciała damskie sportowe wiosenne. – Dziecinne, rozmiar 39? Wiosenne? Mamy 10 lutego. A dodać kategorię rekreacyjno-sportowe to nie łaska?

I na tym prostym przykładzie po raz setny pojęłam, jak ważna jest rozmowa, ale taka rozmowa, w której obie strony się rozumieją. Buty uwiozłam z królewskiego miasta Krakowa z mocnym postanowieniem, że następnym razem wezmę zdjęcie starych. Przecież żyjemy w kulturze obrazkowej, a już na pewno w niej żyją młode sprzedawczynie.

Mamy ze sobą rozmawiać? Rozmawiajmy. Przedtem spróbujmy ustalić, czy aby to samo rozumiemy przez powszechnie używane pojęcia. I zastanówmy się, do czego chcemy dojść – czy do lepszego porozumienia i osiągnięcia wspólnych celów? Czy nie tu chodzi raczej o konflikt interesów?

A wtedy to już jest zupełnie inna rozmowa.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl