AWR Wprost pozwała do sądu Ringier Axel Springer Polska i Tomasza Lisa. Zdaniem wydawcy „Wprost” „Newsweek” skopiował format i linię redakcyjną konkurencyjnego tygodnika. Miało to mieć miejsce w roku 2012 gdy Lis zwolniony ze stanowiska naczelnego „Wprost” został naczelnym „Newsweeka”. Wcześniej to Springer Polska pozwał AWR Wprost twierdząc, że „Wprost” ukradł pomysł Lisa na akcję społeczną. Tak sobie myślę, że jakby wydawcy wydawali mniej forsy na prawników, to mieliby więcej kasy na redaktorów z nowymi pomysłami, ale może dobrych pomysłów rzeczywiście nie ma, za to prawnik zawsze się znajdzie.

Na pewno na brak pomysłów cierpi telewizja. Jak już się jakiś znajdzie to zostanie zajeżdżony na śmierć tak, żeby telewidz każdą zmianę, nawet na gorsze, przyjął z ulgą. Jesienią lub na wiosnę Telewizja Polska zafunduje nam piątą serię talent-show „The Voice of Poland”. Tytuł jest angielski, bo pomysł nie jest polski. TVP nabyło już nieco zajeżdżonego konia i też nie po to, by oddać go do azylu. Chyba w Radzie Programowej powinni się znaleźć przedstawiciele obrońców zwierząt ups… obrońców programów, to może pozwolono by jakiemuś odejść z godnością na emeryturę. Obrońców jednak nie ma, więc poczekamy na wyrok widowni, która w pewnym momencie skieruje kciuki do dołu.

Dla tych, którzy nie będą chcieli oglądać „The Voice of…” TVP ma miłą odmianę. Będzie to (a jakże) show „Rolnik szuka żony”. Niech nikogo nie zmyli tytuł w rodzimym narzeczu. To będzie jedynie polska wersja zajeżdżonego już na świecie formatu „Farmer Wants a Wife”. Niech też nikt nie myśli, że to będzie jedynie rozrywka. Nie, to będzie prawdziwa misja. Jak zdradził „Wyborczej” reżyser programu Konrad Smuga „Ten program to opowieść o poszukiwaniu prawdziwej miłości - antidotum na liczne <<miejskie>> reality show”. Takie klin klinem.

Show-tendencja w publicznej telewizji zapewne długo się nie skończy, bo choć TVP dostanie w tym roku z abonamentu 73 mln zł więcej, to i tak będzie to za mało, by zmienić uprawianą na Woronicza definicję misyjności. Za to do realizacji realisty show „Tyle misji ile abonamentu” (to akurat krajowy format) dziarsko dołączą spółki polskiego radia, bo w tym roku Polskie Radio dostanie z abonamentu 36 mln mniej, a rozgłośnie regionalne 138 mln. Oczywiście też mniej. To jednak nie koniec radiowych informacji.

Polskie radio się cyfryzuje. Prezes PR Andrzej Siezieniewski wyliczył, że inwestycja się opłaci, bo „emisja cyfrowa z dużo bogatszą ofertą programową i pokryciem sygnałem całego kraju wyniesie rocznie ok. 25 mln zł, po zaprzestaniu nadawania analogowego zmniejszymy koszty o 40 proc”. To prawda, bo koszty emisji analogowej to 45 mln rocznie. Tylko to nie jest cała prawda. Ta reszta to informacja, że ponieważ nieznany jest termin wyłączenia nadajników analogowych, za to wiadomo, że jest odległy, to przez parę lat trzeba będzie płacić za oba rodzaje emisji. Będzie wiec drożej, a nie taniej i to nie wiadomo jak długo.

Podobne zyski płynące z cyfryzacji odnotują też rozgłośnie regionalne. Np. publiczne Radio Kraków wyda w przyszłym roku na cyfrową emisję 1 mln, czyli 9 - 10 proc. budżetu. Jako członek Rady Programowej – z ramienia SDP – wolałbym, żeby te pieniądze poszły na program, ale nie pójdą. Tzn. pójdą, ale w szczególny sposób. Żeby nie nadawać cyfrowo i analogowo dokładnie tego samego, zarząd Radia Kraków wpadł na pomysł utworzenia czegoś w rodzaju „kanału kultura”. Będą tam równoległe z główną anteną premierowe programy kulturalne oraz powtórki. Będzie więc „kanał kultura” w cyfrze, ale – uwaga! – nie będzie go w Internecie, bo na to nie ma już pieniędzy. Będą go więc odbierać nieliczni posiadacze cyfrowych radioodbiorników, ale nie będą mogli słuchać liczni posiadacze komputerów. Proste i nowoczesne jak system zero-jedynkowy.  

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl