Obrońcy poczty gdańskiej przewracają się w grobie. Filateliści zgrzytają zębami. Szczęka opada i płakać się chce. Mkną po jezdni samochody oznaczone napisem Poczta Polska. Ale już nie śliczna trąbka, która jako symbol naszej poczty przetrwała kataklizmy, ale jakiś bohomaz ni w pięć ni w dziewięć doczepiony został do napisu.
Ludzie, ratunku, co wy wymyślacie? Po co te zmiany - kosztowne to i okropne. Pokażcie tego, kto to wymyślił. Najlepiej wystawcie jego podobiznę na znaczku pocztowym. Niech się wszyscy dowiedzą kto to wymyślił i wdrożył.
Urzędnicy, którzy mają styk z klientem mogą po prostu brać w łapę. Ci z zaplecza wymyślają grzebiąc łyżką w herbacie - co by tu zmienić. Z nudów!? A może to jedyny sposób na premię?
I tak jest z wieloma przepisami nakazu i zakazu, ze znakami informacyjnymi i różnymi regulacjami.
Poczcie Polskiej ktoś wyrzucił trąbkę. I choć to przecież nasza wspólna trąbka - nie słychać protestów, nikt nie atakuje prezesa. Ludzie pukają się w czoło. Znieczulica?
Stajemy się obojętni. Nie mamy wpływu na werdykt sędziego, który się ośmiesza i straszy. Nie możemy wyrzucić prezydent miasta, choć ona wyrzuciła bez potrzeby i bezceremonialnie na pysk handlowców sprzed PKiN i toleruje ciągnącą się latami budowę metra w tym rejonie w sposób zdumiewający. Zamiast dawno już zakończyć prace właśnie w pępku miasta i oddać ludziom Świętokrzyską - przez lata centrum pozostaje rozgrzebane. Tego nie można zrozumieć. Podobnie jak bredni Korwina-Mikke, który na koniec wziął się za obronę Hitlera.
Bełkot, szum informacyjny i kompletna obojętność. Ludzie podejmują jeszcze protesty. Zbierają setki tysięcy podpisów, a władza sobie kpi. Wyalienowała się. Te grupy i grupki w telewizjach śmiesznie się przekrzykujące zaraz po wyjściu ze studia to … kumple. Tylko na wizji i fonii mamy jazgot. "Pan mi nie przerywa!" Głośniej, bezczelniej i na okrągło to samo. Niech się kłamstwa utrwalą, niech się wszystko pomiesza w tych "kapuścianych łbach". Zastępy byłych, którzy już dawno wyrzuceni z piaskownicy, ale jeszcze się trzymają obudowy i nie chcą odejść - to balast, koszty i strata czasu. Ale dopóki nie przyjdzie walec historii i nie zmiecie całego tego "zasłużonego", obojętnego na kraj i ludzi towarzystwa. Dopóty można będzie bezkarnie zastępować syrenkę warszawską umowną plamą, historyczną zgrabną trąbkę - kleksem, a dom handlowy - barakiem budowlańców grzebiących wolno jakby z rozmysłem, by oddać obiekt na samorządowe wybory.
Trąbka pocztowa już nie zagra. Pomysłodawca durnej zamiany weźmie premię. To tak jak z eks-premierem, który zamiast orła białego powinien dostać starą kurę z chudą piersią i łykowatymi udami. To tak jak z usłużnymi dla władzy dziennikarzami. Wielu z nich szybko zostaje rzecznikami firm, którymi niby "zajmowali się"! To też dzieje się na oczach wszystkich. Jeden z posłów został sfilmowany, gdy łapał w publicznym miejscu tłumaczkę za tyłek... bo "ma temperament południowca" - bronił się. Może to i było śmieszne. Na pewno bardziej niż prezydent drinknięty nad grobem męczenników. Wymieniać można by długo. Ale to wszystko znamy. I znowu mamy iść i głosować właściwie ciągle na tych samych.
Czy jednak po tym przetaczającym się przez media bełkocie obietnic ludzie pójdą głosować? Brak rzetelnego i dociekliwego przedstawienia kandydatów, pojawienie się na listach celebrytów może skutecznie zniechęcić do głosowania.
No cóż, jednak trzeba apelować o udział w wyborach. To nasza ważna sprawa. Ludzie idźcie głosować! Zastanówcie się jednak przed wrzuceniem kartki na kogo.
22 V 2014 Stefan Truszczyński
P.S.: Dużo chodzę najważniejszymi ulicami miasta. Przed gmachami urzędów warują teraz telewizyjne wozy. Efekty tego marnotrastwa to kilkusekundowe komunały na wizji. Na to telewizjom nie żal pieniędzy. Ale i tak jest postęp. Kiedyś przemówienie I-szego nagrywało jednocześnie 6 kamer. Tak na wszelki wypadek. Ciekawe gdzie te zwoje taśm są teraz? Telewizja Polska ma nieprzebrane archiwa. Dziamdzioli się z tym wszystkim od lat. Ani to dostępne dla szukających tematu, ani tanie jeśli chce się odtworzyć: „co je twoje - to je moje, a co moje - to nie rusz!”
Trąbka już nie zagra. Wsiadanego nie będzie. Bo i nie ma konia, ani lancy. Czym pogonimy bolszewika jeśli pchać się znowu będzie. Na razie "przedstawiciele narodu" jeżdżą z wrzaskliwą asystą ochrony podwodami ze znaczkiem VW lub BMW. Merkel się cieszy, mnie smutno. Tra-ta-ta-ta.
