Zaczęło się. Kanikuła. Dla mediów sezon ogórkowy. Jedni nie wiedzą co pisać, a inni nie wiedzą co piszą. Niektórzy nawet łącza oba przypadki. Gdy skończyły się coczwartkowe dostawy nagrań od objętego tajemnicą informatora, „Wprost” zapowiedział publikację nagrania wykonanego… przez własnego dziennikarza. Mógłbym za tygodnikiem powtórzyć o czym podobno jest ta rozmowa, ale od kiedy „deal z Tuskiem” okazał się „dealem z PiS” to jakoś straciłem zaufanie do wprostowych stenogramów.

Sam „Wprost” też chyba stracił zaufanie do sowich stenogramów, bo jak się dowiedziałem z Rzepy: „<<Wprost>> sprawdza, czy Platforma faktycznie kupiła poparcie Religii”. Fajnie byłoby sprawdzać takie rzeczy przed publikacją, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Tym razem na pocieszenie mamy przysłowie: lepiej późno niż wcale.

W połowie tygodnia wydawca „Wprost” poinformował, że obawia się bankructwa, bo w wyniku afery podsłuchowej tygodnik może stracić reklamodawców. Tymczasem prawdziwymi beneficjentami publikacji „Wprost” okazały się telewizyjne kanały informacyjne, których oglądalność od wybuchu afery podsłuchowej znacznie wzrosła. Można by wyciągnąć wniosek, że może ludzie chcą się dowiedzieć czegoś więcej niż serwuje im „Wprost”, ale gdzie tam. Na czoło rankingu najchętniej oglądanych programów informacyjnych wysunął się właśnie „Teleexpress”, czyli program, z którego można dowiedzieć się znacznie mniej niż z pozostałych.

Tymczasem Radio ZET Gold podjęło decyzje o zawieszeniu pasm regionalnych i zwolnieniu kilkunastu dziennikarzy. Niby nic ciekawego na tym najlepszym z możliwych dziennikarskich rynków pracy, a jednak. Jak podają portale branżowe pasma lokalne zostały zawieszone, a ludzie zwolnieni, bo „Radio ZET Gold reorganizuje pracę redakcji w stacjach należących do sieci. Jest to związane ze zmianą ich struktury, której cel to przede wszystkim wzmocnienie lokalności programu”- poinformowała Katarzyna Szczepanik, rzecznik prasowa Eurozetu.

Śmiej się zając śmiej, ale może to znak, że i do nas idzie nowe. W ramach nowego w japońskiej telewizji pojawiły się roboty zamiast prezenterek. Są wprawdzie pozbawione mimiki twarzy, ale za to mogą być bezprzewodowo sterowane przez człowieka. Można wiec zwolnić prezenterki, ale za to zatrudnić operatorów robotów, których nie widać, więc też mogą mieć mimikę a’la Buster Keaton.

W te pierwsze upalne dni zdarzyło się jeszcze coś ciekawego. Sąd pierwszej instancji uznał, że Kuba Wojewódzki i Michał Figurski nie znieważyli rzecznika Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego Alvina Gajadhura nie mogąc podczas audycji „sponsorowanej przez warszawski oddział Ku-Klux-klanu” dodzwonić się do „Murzyna”, bo akurat nie działała „buszmeńska sieć dla czarnych”. Pani sędzia zgodziła się z oskarżonymi, że „słowa padły w audycji satyrycznej” i ich uniewinniła. Ciekawe co dalej (nie tylko z apelacją), bo wcześniej Rada Etyki Mediów uznała występ satyryków za „drastyczną demonstracje ksenofobii”, a KRRiT nałożyła na Radio Eska Rock karę w wysokości 50 tys. zł.

Inne media też sobie radzą jak mogą. Fronda.pl informuje, że „Joga to dzieło szatana” i że „podobne praktyki mogą prowadzić do schizofrenii”, a „oddziaływanie jogi na młode osoby można przyrównać do diabelskiego wpływu książek o Harrym Potterze”. wPolityce.pl donosi, że „Małgorzata Tusk wyjechała do Ciechocinka bez męża”, a tam spacerowała „ubrana w wakacyjną sukienkę, która podkreśla kobiece kształty”. Waga tej informacji została podkreślona hasłem: „Nazywamy rzeczy po imieniu!”. Natomiast wirtualnemedia.pl informowały o nowej kampanii abonamentowej TVP następująco: „Wykorzystywany jest w niej spot wykorzystujący fragment filmu <<Pan Wołodyjowski>>. W spocie pojawia się grany przez Daniela Olbrychskiego Andrzej Kmicic”.

No to miłego sezonu ogórkowego.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl