W czwartek (16 kwietnia) zastrzelono w Kijowie Ołesia Buzynę, byłego redaktora naczelnego dziennika „Siegodnia”. Dziennik należy do oligarchy Rinata Achemtowa.
Buzynę, który miał prorosyjskie poglądy, zastrzelono z forda focusa obok jego domu. Auto było na łotewskiej lub białoruskiej rejestracji. Według doradcy szefa ukraińskiego MSW Antona Heraszczenki Buzyna był świadkiem w śledztwie w sprawie „antymajdanu” – tak nazywa się kontrprotesty przeciwko uczestnikom antyrządowych demonstracji na Ukrainie na przełomie lat 2013-2014. „Antymajdany” były organizowane i opłacane przez ekipę ówczesnego prezydenta Wiktora Janukowycza.
Heraszczenko – jak podała Polska Agencja Prasowa - nie wykluczył, że śmierć Buzyny mogła być dziełem rosyjskich służb specjalnych i porównał ją z zamordowaniem dzień wcześniej byłego deputowanego Partii Regionów Janukowycza Ołeha Kałasznikowa, który także został zastrzelony. - Te zabójstwa są do siebie podobne i nie wykluczam, że zostały one zorganizowane przez rosyjskie służby specjalne dla stworzenia w Kijowie atmosfery terroru, histerii, że dzieje się to z ludźmi, którzy występowali przeciwko Majdanowi i nowym władzom - powiedział.
Zaledwie kilka minut po podaniu informacji o śmierci Buzyny przez Antona Heraszczenkę prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył na konferencji prasowej, że nie jest to pierwsze zabójstwo polityczne na Ukrainie.
Na gorąco dla portalu SDP skomentował to zabójstwo Yuriy Lukanov szef Związku Zawodowego Niezależnych Mediów na Ukrainie:
- Wcześniej na Majdanie zabito dwóch dziennikarzy. Ponadto pobito niemal 300 dziennikarzy. Sprawy te jednak do dziś nie zostały zbadane. Bezkarność rodzi odwagę, żeby nadal czynić zło. Putin, kiedy usłyszał o zabójstwie Buziny na konferencji prasowej, od razu nazwał je politycznym. Nasuwa się więc pytanie: komu opłacało się zabójstwo? Wyjaśnienie tej zbrodni jest sprawą honoru dla władz ukraińskich. W przeciwnym razie będą podstawy, żeby
przypuszczać, że to właśnie władza maczała palce w tej śmierci.
Błażej Torański, PAP
