Z recenzji, jakie ukazały się na tylnej okładce nowej książki Artura Dmochowskiego „Kościół Wyborczej”, najbardziej przypadł mi do gustu opis Jana Pospieszalskiego: „Gazeta Wyborcza nie jest normalną gazetą. To instytucja, która realizuje misję”. Kolejna instytucja – a było ich od czasów Rewolucji Francuskiej wiele – i jeszcze wiele powstanie. Bo to RF wskazała wroga, wytyczyła pole bitwy, określiła limit żądań oraz kary dla przeciwników. Wymiana systemów wartości i ateizacja, niszczenie tradycyjnych struktur społecznych, liberalizacja obyczajów. Od tamtych czasów lewicowy liberalizm zdążył zainfekować Rosję, Meksyk, Hiszpanię, Kubę, Chiny, Kambodżę, słowem, pół świata, ale zgiełk bitewny trwa. A „Gazeta Wyborcza” odegrała w tym dziele na polskim rynku wielką i złowrogą rolę. Publikacja Dmochowskiego opowiada o polskim podrozdziale tej „historii wielkiej manipulacji”, latach 1989-2014, które przesunęły na lewo myślenie o państwie, rodzinie i kościele. A zarazem historię najbardziej opiniotwórczego w latach 90. polskiego dziennika (nakład niemal 500 tys.) do czasów dzisiejszych, gdy jej popularność zjechała do 170 tys. egzemplarzy.

Podczas dyskusji, jaka wywiązała się podczas promocji „Kościoła Wyborczej” w Roninie, padły dwie interesujące uwagi. Pierwsza, że „ideologia GW mieści się w nurcie post – marksistowskim”, co potwierdzają moje obserwacje z terenu Wielkiej Brytanii. Ta formuła lewicowości – zresztą trend światowy – w Anglii pojawiła się już w 1997 roku. Szkicując nowy program Labour Party, Tony Blair zrezygnował z afiliacji z komunizmem i wskazywania na jego „ojca założyciela” Marksa, a zaczął powoływać się na socjalistę – utopistę Williama Morrisa. W ten sposób europejskie środowiska post-komunistyczna próbują zatrzeć kompromitujące ślady z przeszłości, i zdobyć nowego wyborcę. W sytuacji, kiedy nie ma już proletariatu, wojnę podjęły inne środowiska – teraz jest to inteligencja lewicowo-liberalna. Dawni idole, Marks, Lenin, Trocki zostali zastąpieni nowymi, jak Morris, a batalia przeniosła się z ulic i zakładów pracy do uniwersytetów Ivy Ligue i liberalnych studiów telewizyjnych. Lewactwo przebiera się w nowy kostium, tym razem bojownika o nową obyczajowość – aborcja, eutanazja, prawa mniejszości seksualnych – ale wojna trwa nadal. GW w swojej batalii z konserwatystami, z polskim kościołem, stała się częścią tego projektu na wielką, globalną skalę.

Inną ciekawą uwagą było określenie fenomenu „Kościół Wyborczej” - „sektą Wyborczej”. Rzadko które słowo tak dobrze określa sposoby działania GW – ukryte cele, demagogię i fanatyzm, sprzedawania okrągłych humanistycznych haseł, za którymi kryje się ich zaprzeczenie. W miejsce wolności, równości, braterstwa serwuje się w istocie zniewolenie, brak egalitaryzmu i wrogość do tych wszystkich, którzy wyznają inne poglądy, a zwłaszcza tych, którzy swych opinii chcą bronić. Ma swojego proroka (Adam Michnik), ideologów (Trocki, Gramsci, Jean – Paul Sartre), biblię (Deklarację Praw Człowieka, choć na co dzień wystarcza ściąga, polityczna poprawność), świątynie (GW, Tok FM, Duży Format), strażników świątynnych (Jarosław Kurski, Paweł Wroński, Piotr Pacewicz), kapłanów (księża: Adam Boniecki, Michał Czajkowski, biskup Tadeusz Pieronek) oraz wierny lud. Niewiele jest w Polsce instytucji tak niebezpiecznych i niszczących „polską duszę” jak GW. Jest jak toksyczny rodzic, zresztą nie-biologiczny, który próbuje, to podwyższonym kieszonkowym, to laniem, przeformatować swoje dziecko.

Najbardziej skuteczna indoktrynacja odbywała się w latach 90. Potem powstawało sporo publikacji książkowych jak „Kościół Wyborczej”- w międzyczasie sama GW została wiele razy przyłapana na kłamstwie i manipulacjach – i teraz ma już znacznie trudniejsze zadanie. Ale już na początku zostaliśmy wyprowadzeni w pole. GW, pierwszy niezależny dziennik w obozie postkomunistycznym, miał być emanacją poglądów tej 10-milionowej rzeszy ludzi „S”, której logo długo pokazywano na winiecie gazety. Jednak tak się nie stało. Nie wiedzieliśmy, że mitem założycielskim GW miała być Deklaracja Praw Człowieka, a nie Konstytucja 3 maja, i że już wtedy GW rozpoczęła swoją dywersyjną robotę. Rychło sama się o tym przekonałam. Kiedy latem 1989 roku – jeszcze dziennikarka TVP – przyniosłam Michnikowi artykuł o polityce kulturalnej na Woronicza, ten przeczytał materiał i powiedział: „Świetnie, pani Elżbieto. Tylko za ostro. I po co te nazwiska?” A chodziło o Ninę Terentiew, Tadeusza Kraśkę i innych macherów od telewizyjnej kultury. Już latem 1989 roku GW doskonale znała swój kurs i wiedziała, w którą stronę zmierza. Także „w temacie Kościół katolicki”.

I ci  samozwańczy „inżynierowie dusz” rozpoczęli swoje dzieło – transformowanie polskich umysłów, wykorzenianie, pozbawianie dumy z historycznego dorobku, przedkładanie „europejskości” ponad „polskość”, ateizm jako racjonalniejszy i nowocześniejszy wybór życiowej drogi, szantaż bliżej niesprecyzowaną „nowoczesnością” i „postępem”. Deklaracja za deklaracją, artykuł za artykułem. „Utracić wiarę czyli zmądrzeć” – pisał Julian Stryjkowski. „Polak nie musi być katolikiem” – twierdził drugi.  „Świątynie nie dla politykierów” – gromił  trzeci, sugerując, że kościoły to miejsca przeznaczone do modlitwy, a nie do spiskowania – jakby ateista miał jakiekolwiek prawo decydowania o tym gdzie powinni się modlić, a gdzie „spiskować” wierni. Zgadzam się z Arturem Dmochowskim, że „jednym z najważniejszych zadań jakie przedstawił sobie dziennik, było uzyskanie wpływów w obszarze religijnym”. Z pewnością. Ale już nie ze zdaniem następnym, że „kościół katolicki był zatem z punktu widzenia GW najważniejszym konkurentem w walce o rząd dusz Polaków”. Bo, moim zdaniem, równie ważne było skompromitowanie i eliminacja partii prawicowych (Porozumienie Centrum, KPN, Prawo i Sprawiedliwość), ich ideologii oraz liderów. Właśnie jako depozytariuszy ideologii konserwatywnej – wartości, tradycji, w tym wspaniałej renesansowej i XVII-wiecznej myśli politycznej, którą Europa uznała za swoją, patriotyzmem, religią katolicką. Wiara katolicka i konserwatyzm, to był – i nadal jest – pakiet. Nie ma jednego bez drugiego. I być może autor „Kościoła Wyborczej” zajmie się w przyszłości relacją – GW a polski konserwatyzm w ostatnim 25-leciu? Jest o czym pisać.

Najbardziej typowymi cechami działania GW, są jej hipokryzja i załganie. „Owszem, atakujemy Kościół – twierdził któryś z szefów działu religijnego – ale po to, żeby go bronić”. To tak, jakby powiedzieć dziecku: owszem, biję cię regularnie i codziennie, ale po to, abyś wyrósł na dobrego człowieka. Albo dysydentowi – zamykam cię w więzieniu dla twojego dobra, tylko dlatego, żebyś miał czas  na przemyślenie i zmianę swoich poglądów. Bo GW atakuje Kościół, aby go atakować, a w rezultacie zniszczyć. Od razu dodajmy – kościół katolicki, bo nad innymi – buddyzmem, hinduizmem, islamem, nawet  animizmem – rozciągnęła parasol ochronny. Podobnie jak nad różnymi wariactwami New Age sir George’a Trevelyana czy gnostycyzmem.

Bardzo ciekawe jest śledzenie w książce wszystkich tych wiraży, od czołobitności przed wartościami chrześcijańskimi i hierarchami na początku do chuligańskich dziennikarskich wybryków zaraz potem. A tytuły kolejnych rozdziałów pokazują chronologię tej 25-letniej kampanii. „Wiek niewinności”, „Dwa karmele”, „Wróg z Watykanu”, „Projekt gender, czyli nie tylko o seksie” i „Homo – tabu?”. Nawoływano więc do „otwarcia się” Kościoła i  wprowadzania zmian – wyświęcanie kobiet na diakonów, księży gejów na biskupów – które zniszczyły kościół anglikański. Zarzucano, iż katoliccy hierarchowie mają kłopoty z demokracją, że się nie lustrują – choć próby lustracji przyjmowane były niechętnie, że odchodzą wierni, tropiono najmniejsze ślady pedofilii, chroniąc zarazem pedofili ze swojej paczki. Kwestionowano wynoszenie świętych na ołtarze („Koniec z fabryką świętych”), dobrze wiedząc jak ważne są modele, świadectwa życia, zwłaszcza dla ludzi młodych. Zamartwiano się „kłopotami z celibatem”, brakiem kobiet w hierarchii, nagłaśniano każdy „bunt wiernych”, choćby była to indiańska wioska w wysokich Andach, licząca 9 osób, oraz sprawę irlandzkiego księdza – pedofila sprzed 30 lat. Demaskowano „ciemne sprawki” ojca Rydzyka, brzydkie sugestie padały w stronę ks. Chrostowskiego, Sławoja Leszka Głódzia czy abp Hosera. A przecież na początku, w maju 1989 roku GW poprosiła o poświęcenie swojego ówczesnego lokalu! A na łamach GW dostrzec można było sygnały przyjaźni z Kościołem. Nie była to jednak przyjaźń, lecz „mądrość etapu”. Bo niedługo potem rozpoczęła się regularna wojna, która trwa do dziś.

Po prostu w jakimś momencie prorok Michnik obwieścił, iż „autorytet kościoła katolickiego i Jana Pawła II zostały zmarnowane, bo stały się stroną w konflikcie o polityczny kształt polskiego państwa”. I to było i jest sedno konfliktu. GW – wzorem Guardiana w Wielkiej Brytanii, L’Humanite we Francji i Unity we Włoszech, zabrała się do likwidacji „polskich zaszłości”, które zagrażały prawdom objawionym Rewolucji Francuskiej, zresztą bazowym dla wszystkich późniejszych krwawych przewrotów. Państwo miało być ateistyczne, wiara – prywatną sprawą obywatela, praktykowanie ograniczone do świątyni, sztuka religijna – zatrzaśnięta na głucho w muzeach. Aby się tak stało, trzeba ją było wyśmiać i zohydzić, co czyni się do dziś – patrz choćby: „Golgota Picnic”. Wojna cywilizacyjna między wspólnym europejskim dorobkiem ostatnich 2500 lat a szalonymi projektami inżynierów dusz Oświecenia – trwa. Z greckiej demokracji pozostała jej karykatura – prawa mniejszości, trwają próby wyeliminowania najważniejszego z trzech elementów bazowych – chrześcijaństwa.

O tym wszystkim, na przykładzie GW opowiada „Kościół Wyborczej” Artura Dmochowskiego. To odważna, dobrze udokumentowana, potrzebna publikacja. Choć nie zazdroszczę dokumentacji, żmudna robota średniowiecznego czeladnika – sieroty. Ale było warto. A potem może „GW a partie konserwatywne w Polsce”?
 

Elżbieta Królikowska-Avis

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl