Pierwszy poseł z ramienia Niezależnej Partii Zjednoczonego Królestwa w Izbie Gmin!  Z odzysku. W wyborach uzupełniających  w Clacton-on- Sea w południowo-wschodniej Anglii ogromną większością głosów wygrał kandydat UKIP, uciekinier z Partii Konserwatywnej, Douglas Carswell. A wkrótce może być ich dwóch, bo następnej by-election  w Rochester  zapewne wygra kolejny „zdrajca”, Mark Reckless.  Przed nami  jeszcze starcie w Strood, także w hrabstwie Kent, gdzie napływ imigrantów jest największy w kraju,  więc UKIP ma także duże szanse.  W centrali Partii Konserwatywnej mówi się, że torysi prowadzą w Rochester kampanię perswadowania wyborcom - laburzystom i liberałom, by głosowali na konserwatystów, „ aby trzymać Nigela Farage’a z daleka od  Izby Gmin”. Premier Cameron na wszystkich możliwych kanałach telewizyjnych powtarza: ”Jeśli  będziecie głosować na UKIP,  8 maja obudzicie się w łóżku obok premiera Eda Milibanda, z drugiej strony ministra skarbu Eda Balla, oraz labourzystami przy władzy”. Co w tutejszym języku politycznym znaczy: z premierem - niezgułą,  szefem finansów, gotowym  do marnowania waszych pieniędzy oraz labourzystami, którzy spowodowali wszystkie wasze nieszczęścia: kryzys finansowy, zapaść  sektora socjalnego oraz niekontrolowany napływ imigrantów, którzy stali się zmorą waszego życia.  W Partii Pracy  słychać głosy: „partia powinna robić o wiele więcej, aby przekonać zwykłego wyborcę, że jesteśmy po ich stronie”. Tyle, że wyborcy doskonale wiedzą, po czyjej stronie są labourzyści, i że nie jest to „ich strona”. Tylko Nigel Farage z Markiem Recklessem kontynuuje swoje spotkania z  elektoratem, tym razem  w pubie „Pod Koroną” w Rochester
    Jednak dopiero 8 maja 2015 roku okaże się, jak poważnym zagrożeniem dla istniejącego systemu partyjnego jest Niezależna Partia Zjednoczonego Królestwa. Trzeba pamiętać, że w Izbie Gmin mamy 650 posłów, w tym 305 torysów, 257 labourzystów i nawet liberałowie, którzy bardzo cienko przędą, dysponują 57 reprezentantami. A UKIP? Trzech lordów / na 754/,  być może 2 posłów / na 650/, 370 radnych w samorządach lokalnych na ogólną liczbę 20.566.  Nie są to porażające cyfry, które mogą zmienić krajobraz polityczny Wielkiej Brytanii!  W dodatku zwykle tak się zdarza, że nawet ci, którzy w wyborach uzupełniających w furii głosowali za UKIP, potem wracają do „swoich” partii, konserwatystów  czy laburzystów. I jeszcze jedna ważna informacja: Niezależna Partia ZK   nie ma żadnej wizji  reform państwa i „wisi” na dwóch punktach programowych: zmniejszyć kwotę przyjmowanych emigrantów do minimum oraz opuścić Unię Europejską. Ale co dalej? We wszystkich innych sprawach np.  inheritance tax / podatek spadkowy/ czy reanimacja grammar schools / szkoły dla najlepszych/ - powtarza oferty programowe konserwatystów. I żadnego pomysłu na utrzymanie świetnej obecnie koniunktury gospodarczej. Oczywiście, powtarza za konserwatystami, jak za panią matką - obniżenie podatków, akcent na przedsiębiorczość, redukowanie biurokracji, ułatwianie życia małemu i średniemu biznesowi oraz rozszerzenie kontaktów handlowych poza Unię Europejską. Ale  premier Cameron i minister finansów George Osborne już rok temu wybrali się do Indii i Chin, i zawarte wtedy umowy już owocują kontraktami. 
      Warto też pamiętać o  dwóch sprawach: po pierwsze o jawnym flircie Nigela Farage’a z  Putinem. „W sprawach islamskiego terroryzmu Władimir Putin jest po naszej stronie” – powtarza,  lecz ani słowa o okupacji Czeczenii i Abchazji, byłej części Gruzji.  A komentując inwazję wojsk sowieckich na Ukrainę  nie wahał się powiedzieć: ”No cóż, nie trzeba drażnić rosyjskiego niedżwiedzia, bo się zdenerwuje”.  Naprawdę,  nie wiem skąd  w polskiej prasie tyle entuzjazmu dla  UKIP!  Bo, pomijając  jawne gry  z  Rosją,  w kwestii  nowych ustaw anty-imigranckich jest znacznie bardziej radykalny niż Partia Konserwatywna. I zwycięska inwazja Nigela Farage’a na Westminster może zakończyć się dla pracujących na Wyspach Polaków znacznym pogorszeniem się ich sytuacji niż dziś,  za „nowoczesnych, współczujących konserwatystów”. Na szczęście, to „historyczne zwycięstwo” Niezależnej Partii ZK może zakończyć się w najlepszym przypadku, trzema posłami w Izbie Gmin, co zupełnie nie zmieni  dotychczasowego układu sił. Natomiast UKIP jako  bat na  Conservative Party i jej próby „unowocześniania” i „ uczynienia bardziej współczującej”,  głównie imigrantom spoza Europy – o to już zupełnie inna sprawa!  UKIP,  you are more then welcome!
     Trwa nerwowa krzątanina w obu partiach, rządzącej i  opozycyjnej – nikt poważnie nie traktuje liberałów, którzy już marzą o przyszłej koalicji z torysami.  Coraz częściej i głośniej słychać apele do obu liderów, „aby się obudzili na głosy społecznego gniewu na niekontrolowana imigrację”.  I wydaje się, że te dwa hasła – zredukować kwoty imigrantów i  ułożyć się z Unią Europejską, zdominują całą kampanię wyborczą za 7 miesięcy.  Cztery lata temu kandydat na premiera David Cameron obiecał zmniejszyć napływ z 250 do 50 tys. rocznie, podobno zdołał do 130 tys. A Ed Miliband w ostatnim wystąpieniu  przed wyborami,  słowem nie wspomniał o tym społecznym problemie.  Back, ale i frontbenchers   przypierają  Camerona  do ściany, ostrzegając przed utratą elektoratu na rzecz UKIP i grożąc rebelią.  Są tacy jak poseł Edward Leigh, którzy wprost namawiają premiera do zerwania koalicji z liberałami, którzy  - jako twarda lewica – „prowadzą  konserwatystów do nikąd”. Obudzili się także labourzyści. Były minister spraw zagranicznych Jack Straw powtarza gdzie może, iż „partia powinna robić o wiele więcej niż dotąd, aby przekonać wyborców, że słyszy ich potrzeby”.  Wyczuwa się generalny kryzys zaufania do elit rządzących, zwanych tu „metropolitan elits”, wspomina o ich arogancji  i zarzuca brak kontaktu z problemami zwykłych Brytyjczyków.  Wypomina się Cameronowi, że jeszcze niedawno nazywał wyborców UKIP szaleńcami i ukrytymi rasistami. I przypomina, że Margaret Thatcher,  nie lekceważyła „Essex mana”, co tutaj znaczy  „niezbyt lotny, ale ciężko i uczciwie pracujący  mieszkaniec południowo-wschodniej Anglii”, dzisiejszy wyborca Farage’a.  UKIP wyborami uzupełniającymi w Clacton  trochę namącił, a przed nami wybory uzupełniające z Rochester i Strood, więc wiele się może jeszcze zdarzyć.  Ale jeśli Cameron poświęci niezadowolenie koalicjanta oraz parę punktów swojego programu - który wiele mówi o alienacji brytyjskich konserwatystów od społeczeństwa - na rzecz Real-politik,  może wygrać majowe wybory. Zwłaszcza, że po referendum w sprawie niepodległości Szkocji, słupki Partii Konserwatywnej po raz pierwszy od dłuższego czasu strzeliły w górę, i  udało im się  wyprzedzić laburzystów.
                                  Elżbieta Królikowska-Avis. Londyn, 13 pażdziernika 2014
    
     

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl