Takiej zbrodni w Polsce nigdy przedtem nie było: w wigilijną noc 1976 roku w Połańcu zamordowano kobietę w ciąży, jej męża i brata – mieszkańców wsi Zrębin. Zbrodnię upozorowano na wypadek. Autobusem najechano na ciała ofiar. Potem świadkowie zdarzenia, a było ich co najmniej trzydziestu, krwią rozmazaną na papierze złożyli śluby milczenia. Przez długie miesiące miało nie wyjść na jaw kto zabił.

Reportaż porównywany do książki „Z zimną krwią” Trumana Capote’a napisał Wiesław Łuka*, wówczas trzydziestokilkuletni reporter pracujący w „Prawie i Życiu”. Przez wiele miesięcy chodził po wsi i zbierał informacje. Po procesie sądowym, który odbywał się w salach Sądu Wojewódzkiego w Tarnobrzegu przez rok (1978-1979) czterech oskarżonych zostało skazanych na karę śmierci. 
Prasa donosiła, że zakończył się najtrudniejszy proces w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości. Łuka pisał: „Zginęły trzy osoby (jedna w ciąży) z powodu kradzieży weselnej wędliny. Zabijali podczas pasterki Lech Wojda (nazwisko zmienione w druku – red.), jego szwagier i dwaj zięciowie. Przyglądało się kilkadziesiąt osób…” W śledztwie przesłuchano 232  świadków, 38 odwoływało swoje zeznania, 18 aresztowano za fałszywe zeznania. W reportażu Łuka rozmawia z kilkudziesięcioma osobami. Z niektórymi po dziesięć i więcej razy. Powraca na miejsce zbrodni, przeczesuje okolice, zachodzi do zagród morderców i świadków. Napotyka na zmowę milczenia i niechęć rozmówców. Spotyka się z groźbami, ale nie ustępuję, pisze, drąży temat. 
W 1981 roku rozpoczął się proces rewizyjny przed Sądem Najwyższym. Sąd podtrzymuje dwa wyroki śmierci zasądzone w niższej instancji. Dwóch pozostałych oskarżonych skazuje na 25 i 15 lat więzienia. Jeden z głównych oskarżonych Lech Wojda do końca wypierał się zbrodni. Łuka znów rozmawia ze skazanymi. Już po wyroku. Pyta o motywy, chce się dowiedzieć, dlaczego zabili. Odpowiadają wykrętnie, nie przyznają się do winy, słowem obwiniają Łukę o przyczynienia się do ich skazania. Duszne cele, ciężkie rozmowy, nastrój śmierci. „Pan na mojej krzywdzie robi karierę” – mówi jeden z nich. Co w takiej sytuacji ma odpowiedzieć reporter? Zapewnić, że nie? „Będę wisiał i się nie martwię” – krzyczy Wojda, i jakby cieszy się, że prawdę o sobie zabierze do grobu. Jak rozmawiać z takimi ludźmi? Jak rozmawiać z mordercami? Łuka dostał anonim, w którym ktoś wygrażał świadkom zabójstwa. Ludzie wciąż się boją, nie chcą mówić, w kuchni trzymają siekiery, „na wioskę padła jakby znieczulica”. 
Trzydzieści pięć lat później Łuka znowu jedzie do Zrębin. Obchodzi teren, zagląda do domów, czasami staje w progu, bo strach wejść dalej. Zięć Lecha Wojdy, skazany na 15 lat, wyszedł już na wolność po 12 latach. Kiedy widzi Łukę, trzęsącymi się rękoma wyprasza go z podwórka i mówi: „Panie, niedługo będziesz umierał i znów chcesz mnie topić?” Wieś nadal jest podzielona. Jej mieszkańcy  nadal czują strach,  gdy przed ich dom zajeżdża samochód na warszawskiej rejestracji. Boją się, by nie rozdrażnił dzieci morderców…
Książka Łuki to nie tylko historia jednej z najpotworniejszych zbrodni w okresie PRL-u. To opis ludzkich postaw, psychologiczny portret wioski, anatomia i socjologia zbrodni. Niepojęte, jak było można zamordować trzy osoby na oczach kilkudziesięciu świadków i nakłonić niemal całą wieś do milczenia! Co myślał chodząc między nimi reporter-zwiadowca? Co zobaczył, a co jedynie przeczuwał? I z czym przyszło mu się zmierzyć, gdy po 35 latach od tamtych wydarzeń jeden z oprawców nazwał go „hieną”?
Książka „Nie oświadczam się” to jeden z najwybitniejszych polskich reportaży w ogóle. To reportaż totalny, wchodzący w głęboką pomroczność ludzkiej psychiki i stawiający pytanie o granice plemiennej solidarności. Kryminalno-psychologiczna opowieść Łuki powinna być obowiązkową lekturą wszystkich, którzy chcą uprawiać autentycznie wielki reportaż.

Marek Palczewski
1 listopada 2014


*Wiesław Łuka, Nie oświadczam się, Wydawnictwo Dowody na Istnienie, 2014, ss. 285.

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl