Od dwóch i pół roku w Polsce trwa kampania nienawiści do katolicyzmu, Kościoła katolickiego i samych wiernych. Zainicjowana przez partię rządzącą i podtrzymywana przez establishmentowe media aby nie wygasła, nagonka na ludzi, instytucje i wartości, które dwa tysiące  lat temu cywilizowany świat przyjął za swoje.

 

Wielka Brytania AD 2012. Opustoszałe kościoły i zbory – tylko tam, gdzie modlą się mniejszości, polska, włoska, Chińczycy z Tajwanu, słychać gwar ludzki. Inne powoli zmieniają swoje przeznaczenie. Wiele z nich przebudowano na kompleksy mieszkalne, nie bez powodu reklamowane przez deweloperów jako „przestrzenne, pełne powietrza i światła”. Inne służą działalności edukacyjnej, Uniwersytet Trzeciego Wieku, nauka języków obcych, zajęcia z hatha jogi, prelekcje z cyklu „jak przestać być islamofobem?”. Jeden z pustych klasztorów w Surrey, jak donosiła prasa, został  zakupiony przez grupę muzułmanów i zamieniony w obóz szkolący  terrorystów. Duchowni denominacji chrześcijańskich znają swoje miejsce, nie kłują w oczy sutannami, ot, dyskretna koloratka, a przechodząc ulicą unikają kontaktu wzrokowego z przechodniami. Lepiej nie prowokować. Znikają cmentarze, bo lokalne władze  zdecydowały, że przy tak wielkim głodzie mieszkań, cmentarze to strata cennej przestrzeni i setek  tysięcy funtów do kasy miasta.  Przecież i tak  pogrzeby przeniosły się z kościołów do cywilnych kaplic, gdzie po odśpiewaniu „All We Need Is Love” Beatlesów lub „Żyłem jak chciałem” Franka Sinatry, zwłoki się kremuje, a potem rodzina zabiera urnę i grzebie  w ogródku za domem lub stawia w salonie na gzymsie kominka, abyśmy „wciąż pozostawali razem”.

Rzadko chrzci się dzieci, a i śluby dawno już wymknęły się z kościołów. Ceremonie cywilne organizuje się w wypożyczonych na tę okazję obiektach historycznych, na egzotycznej plaży na Barbados czy w Goa, na ziemi, pod wodą i w powietrzu. W tych ciekawych obrzędach coraz więcej elementów New Age’u,  synkretyzmu religijnego i zwykłego mętniactwa. Nieoceniony Kanał 4  w programie „A Spiritual Shopper” uczy , że każdy może sobie stworzyć z „gotowych” już religii swoją własną – a bardzo pomocne są tu kolportowane na ulicach ulotki i broszurki z propozycjami „skróconego kursu religijnego oświecenia podczas przerwy lunchowej” lub „nauk Sai Baby – recepty na wszystko”.  Ze szpitali, hospicjów, kaplic dworców lotniczych, więzień i krematoriów dawno już zniknęły krzyże, „w trosce, aby nie obrażać uczuć religijnych wyznawców innych wiar”. Jest ich aż 7% - reszta to chrześcijanie, lub wychowani w tradycji chrześcijańskich, ale  oni, jako większość, dadzą sobie przecież radę. Włączam telewizję: oto głowa kościoła anglikańskiego, arcybiskup Canterbury, reprezentujący odłam  modernizatorów, gromi biskupów Manchesteru I Carlyle za oskarżanie Partii Pracy, że doprowadziła do rozbicia rodziny, wyrugowania wiary i religii z życia Brytyjczyków, promowania życia na kredyt, co doprowadziło do światowego kryzysu bankowego.  Potem kabaret „Mock of the Day”, tarczami strzelniczymi wesołków w stylu  Wojewódzkiego są jak zwykle Chrystus, Elżbieta II,  papież Benedykt XVI, księża katoliccy, Biblia i krzyż.  A potem  interesująca debata nt. „Wielka Brytania w pół drogi między wyborami parlamentarnymi”,  prowadzona przez tuzów BBC, Jeremy Paxmana i Jonathana Dimbleby.  I znowu to samo, walka o nowy, wspaniały świat bez religii, a w istocie bez chrześcijaństwa, bo inne cieszą się wielką estymą i prowadzących i  publiczności, zebranej w studiu. Żartom i śmiechom z katolickich dogmatów wiary,  boskości Chrystusa i obciachowych katolickich księży – nie ma końca!  A wieczorem prawdziwa uczta, najpierw sitcom „Ojciec Ted”, a potem „Wikary z Dimbley”, z księdzem? księdzową? w spódnicy. W mediach, także publicznych, których idolami wciąż pozostają  Marks, Che Guevara, Nelson Mandela i biskup Desmond Tutu, dyskutuje się „ciemne strony” chrześcijaństwa, wypomina występki Inkwizycji sprzed 400 lat, przedstawia najnowszy przypadek już nagłośnionej, choć jeszcze nie udowodnionej pedofilii w Belfaście, a na bohaterów wyrastają księża rozłamowcy, księża geje, ci, którzy ze względów doktrynalnych lub obyczajowych opuścili seminaria czy parafie.

Więc może by  udać się do kina? W programie – albo komputerowo generowane hollywoodzkie przeboje dla nastolatków, albo tutejsze dziełka jak „Ksiądz”, „Siostry magdalenki” czy  „Liam”, zresztą produkcja w dużym stopniu finansowane przez podatników, m.in. z funduszy Loterii Krajowej.  Może skołatana konserwatywna dusza znajdzie spokój w  galerii sztuki? British Museum jak zawsze świetne w sekcjach kultury etnicznej, po to jest, ale w National Gallery i innych w placówkach utrzymywanych przez państwo, proces sekularyzacji zaszedł tak daleko, że w ciągu ostatnich 20 lat pamiętam tylko jedną ekspozycję poświęconą sztuce religijnej. To „Świętość zmaterializowana”, malarstwo i rzeźba hiszpańskiego Złotego Wieku, gromadnie odwiedzana przez publiczność, niemiłosiernie zjechana przez liberalnych recenzentów. Tylko patrzeć jak chluba Galerii Narodowej, największa poza Italią kolekcja włoskiego malarstwa renesansowego, wyląduje w zasobach archiwalnych. Tyle tam świętych, Maryi i Chrystusów, no i  kto dziś wierzy w aniołów?

Wejdźmy więc do księgarni po dobrą książkę dla naszych dzieci  czy nastolatków. W największej sieci  Waterstone,  klasyka jak R.L. Stevenson, Mark Twain, L.M. Montgomery, Julian Verne, widać zawstydzona swoim moralizatorstwem, chowa się po najniższych półkach. Resztę wielkiego pomieszczenia zajmują książki, które odpowiadają na zainteresowania  nowoczesnych nastolatków: powieści o predatorach i terminatorach, wampirach, zombi  i stworach z odległych planet. Poradniki dla 11-14-latek jak ubierać się sexy, zachować na randce, być zabawną na czacie. Nie kończąca się seria „harry potterów”,  romanse typu „Barbara Cartland dla nastolatek” oraz duża grupa książek dla dzieci, które już przestały – choć do niedawna budziły niepokój rodziców. Ich tematem jest rozwód rodziców, aborcja matki lub nieletniej córki, niemowlę znalezione na śmietniku, alkoholizm i przewlekła depresja matki, seksualne molestowanie małolaty przez ojczyma, samobójstwo rodziców. W tej „problematyce z życia wziętej” specjalizuje się Jacqueline Wilson i wiele innych jej  koleżanek po piórze, które uznały, że „dzieci powinno się jak najwcześniej przygotowywać do życia”. A że psychologowie twierdzą, iż paroletnie dzieci nie są jeszcze gotowe na podobne rewelacje, że Wilson pisząc swoje powieści, korzysta z kronik policyjnych czy sądowych, które pokazują jednak sytuacje poza standardowe,  margines, nie przekonują ani autorek ani wydawców. Przesłanie dla dzieci i młodzieży „jak żyć uczciwie, ciekawie i pożytecznie”, przestało być motywacją dzisiejszych pisarzy dla dzieci i wylądowało w koszu.  Najpierw polityczna poprawność obrabowała z rozsądku dorosłych, a teraz rabuje dzieci z ich dzieciństwa.

Tymczasem są to obrazki z  życia Wielkiej Brytanii AD 2012. Ale być może – jeśli na to pozwolimy, jeśli nie będziemy wspierać politycznej opozycji, wolnych mediów, niezależnych inicjatyw obywatelskich, jak  marsze protestu „Obudż się Polsko!” – będzie to obrazu Polski AD 2020.  To tylko kwestia  czasu.

 

 

Elżbieta Królikowska-Avis

Londyn 20 październik 2012.

   

   

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl