Właśnie przeczytałam list podpisywany przez niektóre Koleżanki i Kolegów z OW SDP, w którym autorzy   zwrócili się do Krzysztofa Skowrońskiego z apelem, by zrezygnował ze stanowiska prezesa SDP. 

 

Przeczytałam też z zainteresowaniem kto ów  list, przygotowany z inicjatywy kol. Cywińskiej i kol. Ławskiego,  podpisał i bez zdumienia znalazłam tam nazwiska osób, skądinąd zasłużonych i sympatycznych,  które popierały inicjowaną po wyborach akcję  p. Cywińskiej, mającą na celu unieważnienie wyborów 2011 roku  i zastąpienie wybranego prezesa i  zarządu przez  zarząd komisaryczny.  Gdy  pierwsza, ubiegłoroczna  akcja się nie udała, postanowiono – jak widać – skorzystać z pretekstu jakim było przyjęcie przez Krzysztofa Skowrońskiego propozycji poprowadzenia dwóch spotkań ważnych w naszym życiu publicznym: debaty ekonomistów oraz konferencji prasowej  socjologa prof. Glińskiego, który zgodził się być bezpartyjnym  kandydatem na ewentualnego premiera ,,technicznego” rządu polskiego.   

Do przewidzenia  wprawdzie było, że dyskusja ekonomistów różnych politycznych opcji  nie doprowadzi do zgodnego stanowiska w sprawie nieodzownych lekarstw na uzdrowienie sytuacji społeczno-ekonomicznej kraju (wielkie bezrobocie, zapaść demograficzna, ogromna emigracja wykształconej w Polsce  młodzieży, katastrofalne zadłużenie), a prof. Gliński może być tylko nową,  wartą poznania postacią w polskim życiu publicznym, która   ma znikome szanse, by rzeczywiście stać się w najbliższym czasie premierem, ale samo zorganizowanie takiej dyskusji osób kompetentnych oraz przedstawienie - osoby stosunkowo młodej,  z wykształceniem ekonomicznym i socjologicznym,  która w tak trudnej sytuacji zgodziła się publicznie mówić o swojej wizji kierowania rządem polskim w sytuacji nie do pozazdroszczenia - należało  do najbardziej zasługujących na uwagę wydarzeń w naszym  życiu publicznym.  Dobrze, że na te wydarzenia zwróciły uwagę media – transmisja bezpośrednia pierwszej debaty  była w TVN24 i TVN Info (podobno też były transmisje z konferencji prasowej, byłam poza Warszawą i nic o tym nie wiedziałam, wieczorem powtórzeń nigdzie nie zauważyłam).  

A teraz – jako wstęp do dalszego wywodu – pozwolę sobie przypomnieć  stary dowcip. Jeden pan zwraca się  do drugiego:

- Słyszałem dobry dowcip polityczny…

- Od kogo? – pyta z zaciekawienie rozmówca..

I tu jest właśnie kalka z myślenia obowiązującego w niektórych  kręgach towarzysko- intelektualnych.  Nie ważne jest CO TO BYŁO, ważne  jest KTO TO INICJOWAŁ.  Inicjował PiS? Więc skreślamy, nie słuchamy, nie informujemy, zgiń, przepadnij! Tfu, tfu!  

I to jest choroba – fobia antypisowska, choroba, którą warto jest poddać analizie socjo-psychologicznej. Uważam, że niezależny dziennikarz nie ma prawa chorować na żadną fobię.  Sama jestem programowo apartyjna  (łączenie się z jakąkolwiek partią to dyscyplina i zgoda na wszystkie błędy przywódców), ale gdy już mamy system demokracji partyjnej i jedyną dostępną dla wszystkich  formą udziału w rządzeniu państwem jest oddanie na kogoś głosu przy wyborach (dodam, że ten partyjny  system wyborczy mi nie odpowiada; podpisałam kiedyś petycję PO w sprawie jedno-mandatowych okręgów wyborczych…), ale jeśli  już jest tak jak jest – warto wiedzieć przynajmniej co każda z partii ma do zaproponowania. I uważam, że rolą dziennikarza  jest pośredniczenie między światem polityki i między wyborcami, o których losach politycy decydują (choćby przez nakładane podatki i podział zebranych pieniędzy). Uczciwość niezależnego dziennikarza polega na tym, by kierował się w tej  swojej misji przede wszystkim dobrem odbiorcy, jego prawem do otrzymania rzetelnej    informacji. Krzysztof  Skowroński  prowadząc  te  dwie imprezy, które bezpośrednio dotyczyły właśnie najżywiej ludzi obchodzących spraw, wystąpił właśnie w roli  dziennikarza, który dobrze rozumie zadania swojego zawodu. Sprzeniewierzyłby się swojej przez ponad dwadzieścia lat ugruntowywanej pozycji niezależnego dziennikarza, jeśliby ową debatę czy konferencję prowadził w sposób tendencyjny – wyśmiewając lub szczególnie popierając jakieś poglądy czy stanowiska.  

Taki zarzut jednak trudno  mu postawić. Nie można też uznać zarówno debaty ekonomistów jak i konferencji prasowej prof. Glińskiego za imprezy nie mieszczące się w zasadach demokratycznego państwa. A to, że część mediów  i część środowiska dziennikarskiego odrzuca, wyśmiewa i lekceważy tego typu imprezy tylko dlatego, że organizuje je PiS należy uznać za  patologię naszego życia zbiorowego – za objaw antypisowskiej  fobii, choroby, która zresztą  popłaca, ponieważ główny konkurent  polityczny mający obecnie władzę  chętnie wykorzystuje antypisowskie fobie w walce politycznej.  Tylko, że antypisowska fobia  łączy się z lekceważeniem tych licznych  Polaków, którzy na PiS głosowali lub też poszukują

w ofercie politycznej przynajmniej nadziei na poprawę nieznośnych często warunków bytowych,   Niezależni dziennikarze służyć powinni całemu społeczeństwu – i o ile wiem – tak właśnie zadanie  misyjnego dziennikarstwa rozumie Krzysztof Skowroński.

Uważam, więc  że Krzysztof Skowroński jako dziennikarz  który przeprowadził kilka tysięcy rozmów z różnymi osobami życia publicznego ze wszystkich  stron sceny politycznej, który prowadził także wywiady przedwyborcze - i zawsze podkreślany był jego obiektywizm -. miał pełne prawo  przyjąć propozycję poprowadzenia debaty ekonomistów w  siedzibie PAN i – ładnie ze strony organizatorów – że zwrócili się o poprowadzenie konferencji prasowej z prof. Glińskim, które odbyła się  w siedzibie SDP, właśnie do ,,gospodarza”  tego  miejsca – prezesa SDP. Uważam też, że nie szkodzi  prestiżowi SDP to  że właśnie prezes jest na tyle znanym dziennikarzem, że poproszono go o poprowadzenie takiej debaty i konferencji prasowej. To, że z tego powodu mógłby być postawiony przed Sądem Dziennikarskim wydaje się kompromitujące,  ale  dla tych osób z SDP, które wpadły na taki pomysł! 

Przy okazji chciałam dodać, że z uwagą przeczytałam głos Honorowej Prezes SDP Krystyny Mokrosińskiej. Jest ona za tym, by w statucie SDP, który wkrótce mamy zmieniać był  zapisany  zakaz  jakiejkolwiek działalności członka władz SDP,  która by wskazywała na jego związki z jakąś partią.

Jest takie słowo: APOREMA. Oznacza ,,kwestię tak źle postawioną, że nie można jej rozwiązać jednoznacznie”. Obawiam się, że włączenie do statutu takiego zakazu doprowadzi właśnie do aporemy i stanie się łatwym pretekstem do destabilizowania sytuacji w Stowarzyszeniu przez personalne wojenki z osobami już wybranymi do władz Stowarzyszenia. Czy nie lepie byłoby dla prestiżu  Oddziału Warszawskiego SDP, by członkowie OW SDP  w inny, bardziej pożyteczny sposób,  korzystali ze swojej energii?

 

Barbara Petrozolin-Skowrońska

Warszawa,  4 X 2012

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl