Msza inaugurująca pontyfikat papieża Franciszka. Plac przed bazyliką św. Piotra wypełniony po brzegi wiernymi, banery i flagi narodowe, wiele polskich i argentyńskich, w pierwszych rzędach głowy państw z całego świata. Widać prezydent Argentyny Cristinę Kirchner, dużą reprezentację polskiego episkopatu oraz dwoje ministrów gabinetu Davida Camerona, Ken Clarke i baronessa Warsi, najwyżsi oficjalni przedstawiciele rządu Jej Królewskiej Mości na uroczystościach w Rzymie.
Już na wiele tygodni zanim usłyszeliśmy „habemus papam”, na Wyspach Brytyjskich rozpoczęła się batalia o rząd dusz, katolików i protestantów, wierzących i nie wierzących, którzy widać też muszą być poddawani regularnemu praniu mózgów, bo na Wyspach ostatnio wiele konwersji na katolicyzm. Tuż po abdykacji Bendykta XVI, rozpoczęło się czyszczenie przedpola. W nagonce na kościół katolicki i Watykan, duchowieństwo i wiernych uczestniczyli znani rycerze krucjaty antychrześcijańskiej, telewizja BBC1 i 2 / Daily Politics/, Guardian, Independent, program radiowy BBC4, Today. Już w końcu lutego wybuchła „afera kardynała Keitha O’Briena”, przywódcy szkockich katolików. I nikt mnie nie przekona, że termin jej ujawnienia – tuż po ogłoszeniu abdykacji przez Benedykta XVI – nie był ściśle sprzężony z kalendarzem wydarzeń w Watykanie. Na początek małe wyjaśnienie, kim jest Keith O’Brien? To arcybiskup Edynburga, charyzmatyczny przywódca duchowy kościoła katolickiego w Szkocji, który z pewnością znalazłby się na liście uczestników konklawe. Tradycjonalista, który zdecydowanie wypowiadał się przeciw małżeństwom gejowskim, wyświęcaniu gejów na biskupów, antykoncepcji, a aborcję porównywał do „codziennej masakry w Dunblane”, przy czym Dunblane to miejsce, gdzie doszło do rzezi w szkole. W lutym został publicznie oskarżony o to, że gdy „w latach 7O. był przewodnikiem duchowym seminarium St. Andrews, niewłaściwie zachowywał się w stosunku do kleryków”. Głównym oskarżycielem okazał się ksiądz, który dawno porzucił sutannę, potem zgłosiło się trzech innych byłych seminarzystów. Arcybiskup Edynburga, najpierw wszystkiemu zaprzeczył, a potem przeprosił za „ swoje braki i zaniedbanie” i odszedł. A konserwatywny tabloid Daily Mail piórem Guya Adamsa, wprost oskarżył „mafię gejowską” o spisek, zakończony wyeliminowaniem popularnego hierarchy – konserwatysty z życia publicznego. Nie wnikam czy kardynał O’Brien był winny czy nie, w Watykanie wciąż toczy się śledztwo, wskazuję na niepokojącą koincydencję terminów, ściśle skoordynowanych z wydarzeniami w Watykanie.
„Afera arcybiskupa O’Briena” stanowiła tło wszystkich późniejszych newsów z Rzymu, najpierw konklawe, potem wyboru papieża Franciszka, następnie mszy intronizacyjnej. A kiedy świat ujrzał biały dym, unoszący się nad bazyliką św. Piotra, cel ataków został namierzony precyzyjniej, był nim papież Franciszek, i - nagonka nabrała wigoru. Najpierw liberalne media obrzuciły nowego papieża błotem. Do dziś pamiętam numer Guardiana z wielkim artykułem pt. „Papież Franciszek: ukryta historia”, który sugerował współpracę Jorge Marii Bergoglio z argentyńską juntą wojskową. A obok - karykatura: głowa papieża w piusce, a na niej czapka reżimowego generała. Potem już strzelano seriami: „tradycjonalista, który walczył z postępową polityką socjalną argentyńskiego rządu”, „był przeciwny przewietrzeniu Kościoła”, czyli reformie Kurii rzymskiej, małżeństwom gejowskim, etc. zarzutów nie trzeba odkurzać, bo często używane. Czytałam także artykuł z wypowiedziami oburzonych bohaterów wojny o Falklandy, podobno papież „nazwał Brytyjczyków uzurpatorami i uznał, że wyspy należą do Argentyny”. Gdzie weterani wyczytali taką wypowiedż, nie podano.
I tak z jednej strony prasa konserwatywna, Times i Daily Telegraph pisała o „skromnym, pełnym prostoty człowieku z dobrej włoskiej rodziny, który studiował w Niemczech, a więc świetnie zna problemy kościoła w Europie i rozumiejącym co to nędza, bo długo pracował na fawelach Buenos Aires”. Wyrażały nadzieję, że jego posługa wniesie do Watykanu „fresh agendas”, „nowe zadania”, i że „będzie kontynuował tę część posłannictwa Chrystusa, posługę biednym i nieuprzywilejowanym, na której należałoby budować dzisiejsze chrześcijaństwo”. Zaś media liberalne przypominały papieżowi o innych zadaniach, ”musi uporać się z podstawowymi problemami kościoła katolickiego jak nadmierne zaangażowanie polityczne, skandale korupcyjne i afery pedofilskie”. W programach radiowych i telewizyjnych BBC prezentowano vox populi podobno vox dei czyli wypowiedzi przypadkowych ludzi z ulicy, których przesłanie było zawsze takie samo: ”dwóch poprzednich papieży tradycjonalistów nie liczyło się z rzeczywistością społeczną i wyrządziło wiele złego, tak wiernym, jak i samemu kościołowi katolickiemu”. Pamiętam program Today, prowadzony przez militanckiego antyklerykała Johna Humphreysa, który zaprosił do studia pastora – geja Bernarda Lyncha, „od 14 lat w szczęśliwym związku z mężczyzną”. Lynch dzielił się swoimi obawami: ”Bardzo się boję o sytuacje społeczności gejowskiej w kościele, której zabroniono uprawiania seksu i pozbawiono bardzo ważnej części ich życia prywatnego. No i odebrano równe prawa do kariery” – to w związku z decyzją jednego z synodów kościoła anglikańskiego, który zdecydował, że nie będzie się wyświęcać księży gejów na biskupów. Szczęśliwie w demokracjach mamy dwa mniej więcej równorzędne segmenty mediów, konserwatywny i liberalny, i do studia zaprasza się, nawet w Today, przedstawicieli obu kierunków myślenia. Toteż zaraz potem Cristina Adona z Catholic Herald miała szansę podzielić się swoim entuzjazmem: ”Kocham Papieża Franciszka! Kiedy na spotkaniu z kardynałami oświadczył ”kto się nie modli do Boga, ten się modli do diabla”, wszystko stało się jasne. Cieszę się, że pochodzi z Ameryki Lacińskiej, bo wie co to bieda i nieszczęścia, a kiedy był metropolitą Buenos Aires, nie unikał dzielnic nędzy. To nowy i piękny wymiar papiestwa! W dodatku dobrze komunikuje się z ludżmi i z mediami”. Na entuzjazm brytyjskich mediów liberalnych dla nowego papieża raczej bym nie liczyła. Ani sporej części konserwatystów – anglikanów.
Migawki z mszy inaugurującej pontyfikat Papieża Franciszka znalazła się w serwisach informacyjnych tak publicznej BBC jak i komercyjnej ITV na 3 czy 4 miejscu. Wysłannik ITV dość koncyliacyjnie podkreślił, że „ dziś kościół katolicki, to najbardziej efektywna siła ewangelizacyjna na świecie”, a BBC – jak to BBC – zakończyła swój news takim oto komentarzem: ”Klerycy zebrani na placu wydają się pełni oczekiwania, jakie niespodzianki chowa dla nich w zanadrzu nowy papież?” A mnie od dawna nurtuje problem: skąd w liberałach tak mało entuzjazmu dla papieża Franciszka? Przecież to wymarzony bohater każdej lewicowo – liberalnej narracji! Duszpasterz ubogich i nieuprzywilejowanych, którego często można było spotkać na fawelach Buenos Aires. Upominający się o godność człowieka i bardzo krytyczny wobec łamania praw człowieka przez argentyńską dyktaturę wojskową - jeszcze jako prowincjał zakonu jezuitów zabiegał o uwolnienie kilku zakonników - więźniów politycznych. No tak, zapewne byłby wymarzonym herosem lewicy, gdyby… Gdyby kiedyś należał do ruchu księży patriotów, związanych z Che Guevarą albo Swietlistym Szlakiem. Gdyby dziś tak mocno nie protestował przeciw wprowadzeniu małżeństw gejowskich, aborcji, eutanazji oraz in vitro. A najlepiej, gdyby okazał się niewierzący! To byłby news! A tu - człowiek głębokiej wiary, franciszkańskiej dobroci i ewangelicznej prostoty, całkowicie poświęcony misji naprawy świata, tyle, że w zupełnie innym niż proponują liberałowie kierunku. I jak tu polubić papistę? Szczęściem, ulubiona metoda rozprawiania się z przeciwnikami religijnymi znanej antypapistki Elżbiety I, „off with his head!”, wyszła z użycia. Pozostała agresywna, jątrząca i niebezpieczna wojna na słowa.
Elżbieta Królikowska-Avis. Londyn, 26 marca 2013.
