Czyżby pojęcie IV władza stało się niemodne, a jeśli tak, to dlaczego?
Jeszcze kilkanaście lat temu nagminnie się go używało w dyskusji. Teraz zdecydowanie mniej. Trudno jednoznacznie odpowiedzieć skąd taka zmiana. Może ktoś powiedzieć, że nawet jeśli tak jest, przecież to bez znaczenia, bo siła rażenia mediów i dziennikarzy pozostała taka sama. Przez ponad 20 kilka lat kształtował się rynek mediów prywatnych w Polsce w sposób niemal niekontrolowany przez państwo (oczywiście państwo nie było w stanie przez te lata go kontrolować, bo było „teoretyczne”). Ukształtował się tak, jak chciały tego silne grupy interesu zainstalowane w kraju, głównie kapitału niemieckiego czy korporacji międzynarodowych. Równolegle z tym procesem skupiania kapitału medialnego odbywał się proces osłabiania siły środowiska dziennikarskiego, jako określonej grupy zawodowej. Bo mocny status dziennikarza nie był wygodny dla właścicieli mediów, a samo środowisko dziennikarskie dawało się łatwo rozgrywać na różne sposoby, szczególnie oddając swoje sprawy różnym celebrytom świata mediów, sowicie opłacanym przez wydawców.
I tak wszelkie próby stworzenia korporacji dziennikarskiej kończyły się na niczym, choć w każdy dużym kraju Unii Europejskiej, takie korporacje są podstawą funkcjonowania świata mediów. Przypomnę tylko, że w II Rzeczpospolitej działał Związek Dziennikarzy RP i Polski Związek Wydawców Dzienników i Czasopism (nie było zmonopolizowania spółek wydawniczych przez kapitał obcy). Mimo różnic oba związki ze sobą współdziałały i opracowały nawet wspólnie układ zbiorowy pracy dziennikarzy. Oczywiście różnice w statusie i wynagrodzeniu były też ogromne, ale mimo wszystko prestiż i status dziennikarza dawał też podstawę do ochrony niezależności dziennikarskiej.
Jak więc zatem dziś mówić o czwartej władzy, kiedy większość spółek medialnych jest w rękach kapitału obcego (rzecz nawet nie do pomyślenia we Francji, Niemczech, Włoszech czy Wielkiej Brytanii), a środowisko dziennikarskie może sobie co najwyżej wydać jakieś oświadczenie w formie protestu.
Duże tu jest przede wszystkim zaniedbanie przez instytucje państwa, w tym partie polityczne, też nie zainteresowane wzmocnieniem niezależnej roli mediów. Próba stworzenia pewnego punktu oparcia, czy odniesienia, jako wzorzec - w postaci mediów publicznych, mimo pewnej poprawy - to jest cały czas zadanie do wykonania.
Jerzy Kłosiński
