W Sejmie wciąż leży, skierowany pod koniec ubiegłego roku przez grupę posłów Kukiz'15, projekt zmian prawa prasowego i ustaw o samorządzie terytorialnym, który zakłada zakaz wydawania tytułów prasowych przez samorządy gminne, powiatowe i wojewódzkie.  Wprowadzenie takich uregulowań popierają wydawcy gazet lokalnych, którzy samorządową prasę uznają za propagandową tubę i nieuczciwą konkurencję. Publikujemy kolejne głosy w tej dyskusji.

DANIEL DŁUGOSZ: Przebrani za dziennikarzy

Dobry papier, mnóstwo kolorowych stron, format gazetowy, duże nakłady i jeden mały szczegół. Zamiast afer czy materiałów interwencyjnych laurki z niezliczoną ilością zdjęć włodarza. Tak wygląda typowa „gazetka” wydawana przez samorząd, która za wszelką cenę ma udawać normalną, wydawaną na zasadach rynkowych prasę.

   Po 1989 roku, gdy powiew wolności słowa zawitał również do naszego kraju, niemal w każdym dzisiejszym mieście powiatowym tworzono pierwsze niezależne gazety. Przeważnie robili i robią je dalej pasjonaci, którzy z początkowego, pospolitego ruszenia uczynili dobrze prosperujący biznes oparty na mocnych fundamentach rynkowych. Jednak stworzone jeszcze w latach osiemdziesiątych prawo prasowe zezwalało na wydawanie prasy również podmiotom, które z mediami nie powinny mieć nic wspólnego. Otóż obowiązujące prawo nie rozróżnia czy wydawcą prasy jest podmiot prywatny czy samorząd lub jego jednostka podległa. Doskonale te uchybienia wychwycili gospodarze małych miasteczek, którzy po zmianie ordynacji na wybory bezpośrednie wójta czy burmistrza zauważyli, że czym więcej zgromadzą władzy w swoich rękach, tym łatwiej będzie im się na stanowiskach utrzymać. Przepisy pozwoliły więc na zakładanie tak zwanych biuletynów informacyjnych gminy czy powiatu, które szybko, oczywiście bez liczenia się z kosztami, powstawały niemal w każdej gminie. Szybko też okazało się, że zaczęły udawać, a często wypierać z rynku prywatne gazety. Dlaczego?

   Przepis jest bardzo prosty. Starosta, burmistrz czy wójt mają nieograniczony budżet na wydawanie gminnej gazety. Mają dostęp do najważniejszych informacji. Naturalnie publikowane są tylko te, które promują włodarza lub jego grupę. Niewygodnych tematów po prostu nie ma, chyba że jako polemika z niezależną gazetą, która uwiera jak przysłowiowy kamień w bucie. Co więcej, często w samorządowej gazecie jest mnóstwo reklam lokalnego biznesu, no bo kto burmistrzowi odmówi. A treści? W przeważającej części to peany na cześć władzy lokalnej i zachwyt nad kolejnymi inwestycjami. Wydawałoby się, że nikt takiej gazety nie kupi, ale i tu znaleziono doskonałe rozwiązanie. Gazety rozdawane są ZA DARMO.

   W 24-tysięcznej gminie Trzebnica, burmistrz również zapragnął mieć swoją gazetę. Zarejestrowano więc tytuł „Panorama Trzebnicka”. Gazeta dotąd drukowana była w drukarni Polska Presse. Jest to dwutygodnik liczący od 48 do 64 stron. A jaki ma nakład? Burmistrz zażyczył sobie, aby drukowano od 10 do 12 tys. egzemplarzy. I nieważne jest to, że wszystkich gospodarstw domowych w całej gminie jest raptem niespełna 5 tys. Gminny periodyk roznoszony jest do każdej skrzynki pocztowej, leży na specjalnie do tego celu zakupionych stojakach niemal w każdym sklepie czy instytucji, od przychodni, po szkołę czy przedszkole. Gazetę dostają też sołtysi, którzy roznoszą ją po sąsiadach. Można śmiało powiedzieć, że właściwie na każdą rodzinę przypadają 2 egzemplarze. Czy to się burmistrzowi opłaca?

   Finansowo oczywiście nie. Sam druk to około 150 tys. zł rocznie. Do tego skład, kolportaż i zatrudnieni na etatach urzędnicy, którzy udają dziennikarzy. Razem, jak policzył jeden z radnych, gminę może to kosztować nawet milion złotych rocznie, a to tylko jedna mała gmina. W skali kraju są to już nie miliony, a miliardy złotych trwonionych na propagandę sukcesu grupy, która akurat trzyma władzę.

   Co ciekawe gazeta naszpikowana jest reklamami i ogłoszeniami prywatnymi. Wydawałoby się, że w takim razie pewnie na siebie zarabia? Nic bardziej mylnego. Reklamy sprzedaje się bez cennika, uznaniowo, a czasami przedsiębiorca nie musi nawet za nią płacić, byleby nie zamieszczał reklamy w prywatnym tygodniku. Od razu nasuwa się pytanie, czy taka działalność samorządu jest dozwolona? Zgodnie z prawem gminy mogą prowadzić działalność gospodarczą, ale jedynie w zakresie, w którym zaspokajane są podstawowe potrzeby mieszkańców. Czyli np. dostarczanie wody, odbiór śmieci lub edukacja.

   Tematem w 2014 roku zajęła się Regionalna Izba Obrachunkowa z Wrocławia, która przeprowadziła kontrolę. RIO badała czy w gazecie wydawanej przez samorząd trzebnicki można zamieszczać płatne lub bezpłatne reklamy i ogłoszenia podmiotów prywatnych.

   Swoje stanowisko RIO opublikowała 7 maja 2014 roku. Kolegium jasno stwierdziło, że zarówno jednostka samorządowa, jak i jej jednostki zależne i spółki , które wydają gazety, nie mogą przyjmować płatnych i bezpłatnych reklam i ogłoszeń, albowiem naruszają nie tylko przepisy ustawy o gospodarce komunalnej ale jest to również zaburzeniem uczciwej konkurencji.

   Naturalnie burmistrz nie przejął się tym stanowiskiem i w dalszym ciągu przyjmuje po cenach dumpingowych reklamy i ogłoszenia. Takie działanie tworzy sytuację patologiczną. Wielu przedsiębiorców mówiło nam, że mimo, że reklama jest im zbędna, to wolą dać ogłoszenie do „gazety burmistrza”, bo przecież za chwilę będą występowali np. o warunki zabudowy lub załatwiali inne ważne sprawy w urzędzie czy startowali w gminnych przetargach. Tworzą się lokalne układy na styku polityki i biznesu, a propagandowa gazeta burmistrza tworzy wręcz przestrzeń do zręcznie zakamuflowanej „korupcji”.

   Pod koniec zeszłego roku klub Kukiz’15 wystąpił z cenną inicjatywą. Posłowie zauważyli, że gazety wydawane przez samorządy to nic innego jak permanentne biuletyny wyborcze, które na pełnych obrotach pracują podczas całej kadencji. Posłowie chcą wprowadzić między innymi zakaz przedstawiania na zdjęciach ludzi władzy czy radnych, a biuletyny mają służyć jedynie do informowania mieszkańców o istotnych dla lokalnej społeczności zmianach bez uprawiania propagandy. Pomysł bardzo cenny i godny uwagi, tym bardziej, że już dawno należałoby prawnie rozróżnić prasę od biuletynu samorządowego, który powinien być jedynie nośnikiem informacji jak np. dziennik urzędowy, a nie nośnikiem i reklamą tego czy innego włodarza. Czy posłowie zrozumieją temat i ucywilizują rynek? Oszczędności z tego tytułu będą niebagatelne.

Daniel Długosz, redaktor naczelny i wydawca „Nowej Gazety Trzebnickiej”, prezes Stowarzyszenia Dolnośląskie Media Lokalne

WALDEMAR ŚLIWCZYŃSKI: Niezależna prasa uwiera samorządy

Jestem pewien, że lokalni włodarze uruchomią wszystkie sprężyny w województwach i w stolicy, aby nie pozwolić na wprowadzenie samorządom ustawowego zakazu wydawania prasy. Założę się o dowolną ilość kielichów jakiegokolwiek płynu, że do uchwalenia takiego prawa nie dojdzie. 

   Ewa Barlik, pisząc na portalu Sdp.pl o projekcie grupy posłów Kukiz’15 (tutaj), zwróciła uwagę na taką oto okoliczność, że gdyby samorząd gminny, powiatowy czy wojewódzki pod nosem zwyczajnych, czyli prywatnych i jak najbardziej nastawionych na zysk restauracji otworzył darmową jadłodajnię dla wszystkich, a nie tylko dla ubogich, z daniami, które przynajmniej na oko wyglądają tak samo jak dania w restauracjach, to podniosłoby się wielkie larum, że samorząd niszczy lokalnych restauratorów. No bo na pewno „komercyjną” restaurację wybieraliby tylko nieliczni. Dzisiaj, kiedy samorządy – poniekąd za podatkowe pieniądze między innymi lokalnych wydawców prasy - wydają swoje biuletyny, nikt nie krzyczy, a co więcej, nikomu to nie przeszkadza, bo słabiutki głosik wydawców lokalnych, chociaż polskich, ginie w chórze o wiele możniejszych od nich polityków i samych samorządowców, którzy powołują się na „prawo samorządu do informowania opinii publicznej o swojej działalności”. 
   I z tym ostatnim trzeba się częściowo zgodzić i zapytać – w jaki sposób samorządy powinny informować o swojej działalności, aby nie uprawiać nieuczciwej konkurencji wobec niezależnych mediów lokalnych, wobec swoich podatników? Możliwości jest wiele. Przede wszystkim – do wykorzystania są strony internetowe urzędów ze swoim BIP-em. Jeśli już koniecznie samorządy czują potrzebę komunikowania się z mieszkańcami na papierze, to zawsze mogą wykupić potrzebną im powierzchnię w gazecie prywatnej, przy współpracy długofalowej z pewnością otrzymają duże rabaty, co w sumie będzie dla urzędu tańsze niż wydawanie swojego czasopisma.

   W niektórych miejscowościach tak się dzieje, chociaż taka sytuacja wydaje mi się też nie za czysta, bo trochę pachnie tu korupcją, a przynajmniej autocenzurą, no bo jak zachować całkowitą bezstronność wobec klienta, który ci płaci. Co robi obsmarowany reklamodawca? Zabiera zabawki i idzie gdzieś indziej. 

   Na sprawę trzeba spróbować spojrzeć też oczami samorządu. Ludzie, którzy tam pracują mają często „wysokie ego”, są przeświadczeni o tym, że robią dużo dobrego dla lokalnej społeczności, a gazeta tego nie dostrzega i stale szuka dziury w całym. Samorządowcy w Polsce przeważnie swoje urzędy sprawują wiele lat, dopiero teraz wprowadzono dwukadencyjność i dopiero za 10 lat w samorządach zacznie się wielkie wietrzenie gabinetów. Najbliższe lata będą jeszcze gorsze niż poprzednie, ponieważ wrażliwość i tolerancja na krytykę (słuszną i niesłuszną) u lokalnych władców absolutnych jeszcze wzrosną. Każda władza degeneruje, a długoletnia zwłaszcza… „Każda władza dąży do poszerzania sfery swojej regulacji władczej”, jak mawiał profesor Leszek Nowak. Z tego względu te panie i ci panowie wprost nie mogą patrzeć na cokolwiek co nie jest im podporządkowane, co jest niezależne, a do tego bezczelne i pozwalające sobie na krytykę i/lub własne zdanie. W pewnym sensie ich rozumiem. 
      Z tego względu, tego akurat jestem pewien, lokalni włodarze uruchomią wszystkie sprężyny w województwach i w stolicy, aby nie pozwolić na wprowadzenie samorządom ustawowego zakazu wydawania prasy. Niezależna prasa zbyt ich uwiera, żeby uczynić cokolwiek, co ją wzmocni. Założę się o dowolną ilość kielichów jakiegokolwiek płynu, że do uchwalenia takiego prawa nie dojdzie. 

   A jeśli to nie jest możliwe, to może chociaż zawalczyć o to, żeby prasa samorządowa musiała być płatna i żeby podatnik nie musiał do niej dopłacać, a skarbnik musiałby publicznie rozliczać się z każdej złotówki. Słowem – może najlepszym rozwiązaniem będzie zmuszenie prasy samorządowej do konkurowania z prasą niezależną na normalnych, rynkowych zasadach? To wystarczy, aby prasa samorządowa zniknęła. 

Waldemar Śliwczyński, wydawca i redaktor naczelny tygodnika lokalnego „Wiadomości Wrzesińskie” i portali internetowych: września.info.pl, ww.tv.pl oraz telewizjawrzesnia.pl

MATEUSZ ORZECHOWSKI: Kolega burmistrza wydawcą

Każda propozycja zmierzająca do zakazania samorządowcom promowania się za publiczne pieniądze jest oczywiście słuszna. Powiedzą to prawie wszyscy niezależni wydawcy i dziennikarze.

   Niestety, moim zdaniem, zakazanie wydawania gazet burmistrzom i wójtom nie załatwi sprawy. Istnieje znacznie groźniejszy oręż, którego może użyć nieuczciwy burmistrz. Otóż może zaproponować koledze-biznesmenowi: Wydaj gazetę, niezależną, prywatną. Nie dostaniesz ode mnie żadnych zleceń, ogłoszeń czy dotacji. Ale twoja firma budowlana (informatyczna, promocyjna – tu można wpisać jakąkolwiek inną branżę pozamedialną, która może dostawać zlecenia publiczne) będzie opływała w zlecenia od wszystkich moich jednostek podległych i od wójtów z mojej opcji politycznej.

   Rozwiązanie powyższe dlatego jest niebezpieczne, że gazeta prywatna, w odróżnieniu od samorządowej, będzie walczyła o miejsce na rynku, to znaczy – będzie miała ciekawsze artykuły i sprawniejszy marketing zabiegający o lokalne reklamy. Gazety samorządowe, w swej znakomitej większości, są przeraźliwie nudne, a ich pracownicy nie są zainteresowani w zdobywaniu rynku, w ogóle w organizowaniu przychodu gazecie.

   Dlatego, na moim obszarze działania - Na Lubelszczyźnie i Mazowszu - mimo, że ukazuje się wiele „samorządówek”, nie są one żadnym zagrożeniem dla naszych gazet.

   Natomiast, jestem przekonany, że gdy samorządowcom zakaże się wydawania ich gazet, wielu z nich wybierze wariant, który wcześniej zaprezentowałem.

   Dlatego apeluję do ustawodawcy, żeby projektując rozwiązania zakazujące samorządom wydawania prasy, uwzględnł również powyższy problem. Zdaję sobie sprawę, że łatwo nie będzie.

Mateusz Orzechowski, właściciel wydawnictwa Wspólnota, wydaje dziewięć tygodników lokalnych i 15 portali  na Lubelszczyźnie i Mazowszu.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl