Wystój wnętrza, klimat, bohaterowie, hasła – bez zmian. Owacja na stojąco po projekcji clipu żegnającego premier Thatcher, w niejednym oku zakręciła się łza, a David Cameron raz jeszcze powtórzył „ona uratowała nasz kraj”. Hasło wiodące konferencji „For hard working people” także odwoływało się do recepty na kwitnącą gospodarkę, powtarzaną przez Thatcher jak pacierz: ”odpowiedzialność, oszczędzanie, zapobiegliwość, praca”. PR-owski przekaz Partii Konserwatystów – „solidni, poważni, dojrzali, trochę jak urzędnicy bankowi średniego szczebla” - także się sprawdził. A dinozaur Michael Heseltine, jeden z ministrów w ostatnim rządzie premier Thatcher, chwalił konferencję w BBC: ”Teraz nikt nie może powiedzieć, że David Cameron nie wie, o co mu chodzi”. Ostatnia konferencja torysów w robotniczym Manchesterze z jednej strony sygnalizuje, że w partii istnieje silny nurt tradycjonalistów, z drugiej – że Cameron zorientował się, iż poszedł w ustępstwach na rzecz lewicowego koalicjanta za daleko i, jeśli nie chce stracić szansy na reelekcję, musi dokonać paru korekt.
2 października, bodaj pierwszy raz w historii, trzy brytyjskie gazety – Times, Daily Telegraph i Guardian zamieściły na pierwszej stronie ten sam cytat z wystąpienia Camerona: ”Profit nie jest słowem wstydliwym”. A teksty w środku - naturalnie inaczej w Timesie, a inaczej w Guardianie - komentowały przekaz Camerona do społeczeństwa: ”Ciężka praca, zysk i cięcia budżetowe”, deja vu przemówień konferencyjnych premier Thatcher z lat 80. Cameron nie jest moralistą, chętniej niż dekalogiem posługuje się formułą sprawiedliwości społecznej, walki z „kulturą coś za nic”. Tak czy inaczej, widać że demontaż państwa opiekuńczego w Wielkiej Brytanii – trwa. Wystarczyło posłuchać propozycji ministra skarbu George’a Osborne’a kolejnych cię
budżetowych. Zapowiedział, że bezrobotni, którzy pozostają na zasiłku trzy lata, by dostawać go nadal, będą mieli do wyboru trzy opcje: prace społeczne na rzecz miasta; meldowanie się codziennie w urzędach pracy; podjęcie nauki. W ten sposób, jak barwnie napisał „Sun”, „leniwi” będą sprzątać teren, usuwać graffiti i pracować na rzecz organizacji charytatywnych; „oszuści” nie będą mieli czasu na pracę na czarno, a mało ambitni - „będą musieli pierwszy raz w życiu zajrzeć do książki”. George Osborne zapowiedział także inne cięcia budżetowe, które pozbawią automatycznej pomocy państwa, zasiłku i opłaty za mieszkanie, około 1 mln młodych ludzi poniżej 25 roku życia. Bo nierzadko zdarza się, iż młodzież kończąca szkołę, zamiast podjąć dalszą naukę lub pracę, aplikuje o zasiłek. Minister Osborne powtarzał jak mantrę – i podobałoby się to premier Thatcher –„to earn or to learn”, „albo pracujesz, albo się dokształcasz”.
Drugim ważnym projektem Camerona była propozycja pomocy państwa dla tych, dla których kredyt mieszkaniowy jest za drogi i nie są w stanie zakupić swego pierwszego mieszkania. Na brytyjskim rynku nieruchomości obserwuje się dwa poważne problemy: pierwszy, to rozregulowanie rynku przez masowy wykup nieruchomości przez najzamożniejszych tego świata, rosyjskich oligarchów, chińską czerwoną burżuazję, petrodolary. A drugim – trudności młodych ludzi, aby wskoczyć na tzw. „housing ladder”, czyli dostać kredyt na zakup pierwszego mieszkania. Regulacje bankowe na skutek kryzysu poszły tak daleko, że w tej chwili otrzymanie kredytu wymaga ok. 50 tysięcy funtów własnego wkładu, co jest sumą dużą. Cameron zaproponował program „Pomoc w zakupie domu”, który dysponując funduszem 12 mld funtów na tzw. państwowy kredyt wyrównawczy”, pozwoli 190 tysiącom ludzi czy par, dostać kredyt, gdy tymczasem banki utrzymają swoje bezpieczne rygory. „Nie zamierzam stać z boku – mówił Cameron – i przyglądać się jak młodzi ludzie walczą aby realizować swoje ambicje”. Pobrzmiewają tu echa reformy premier Thatcher z lat 80, kiedy pod hasłem „Wielka Brytania – demokracja właścicieli domków jednorodzinnych”, zaproponowała wykup nieruchomości councilowskich za 1/3 ceny.
Trzeci motyw wiodący tegorocznej konferencji pojawił się w wystąpieniu minister spraw wewnętrznych Theresy May. Nie bawiąc się w subtelności, powiedziała: ”Wykopię nielegalnych emigrantów, zanim będą mieli szansę apelować”. Chodzi tu głównie o wieloletnie procesy terrorystów lub mułłów, podżegających do terroryzmu, którzy przy pomocy prawników, wykorzystujących Human Rights Act, latami ciągną sądowe procedury, wstrzymujące ekstradycję delikwenta. W tym segmencie najważniejsi są: obcokrajowcy kryminaliści, terroryści oraz nielegalni emigranci z całego świata, którzy wciąż mają prawo pozostawać na Wyspach przez cały czas trwania apelacji, a gdy wyrok okazuje się niekorzystny, rozpływają się w powietrzu. Sytuacja jest dziś tak groźna, że dalszy napływ nielegalnych emigrantów zagraża systemowi – zapaścią państwowej służby zdrowia, edukacji i bezpieczeństwa publicznego. Minister May zapowiedziała nowe Prawo Emigracyjne, które jest krótsze o 13 punktów, umożliwiających nielegalnemu emigrantowi pozostanie w Wielkiej Brytanii. Z 17 punktów zostało... 4. Jeszcze w ub. roku David Cameron, po wizycie w Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu, obiecał, że „zrobi wszystko, aby Wielka Brytania mogła wydalać ludzi, którzy są zagrożeniem dla kraju”. Do Strasburga odwołują się i terroryści i nielegalni emigranci, powołując się na Human Rights Act, który uprawnia ich np. do „prawa do życia rodzinnego”, co znaczy że ci, którym udało się pozostać na Wyspach, mogą automatycznie sprowadzić swoją żonę i dzieci. „Zaufanie publiczne zostało podważone, dziesiątki milionów funtów podatników poszło w błoto, a wszystko za sprawą nielegalnych emigrantów i ich prawników, bawiących się prawami człowieka. Będzie jak we Francji – po decyzji Home Office nastąpi ekstradycja, i kto chce, będzie mógł apelować z kraju pochodzenia” – zakończyła Theresa May.
Premier Cameron pojawił się w clipie pożegnalnym Margaret Thatcher i nazwał ją „naszą Maggie”. W kuluarach można było kupić mnóstwo memorabiliów, jak koszulka dziecięca z napisem „Mała Żelazna Dama”, kubki, obrusy do herbaty z napisem „Problem z socjalizmem jest jeden, że w jakimś momencie kończą się pieniądze podatników”. Kryzys pozwala bardzo ostrożnemu premierowi demontować państwo opiekuńcze bez zbędnych słów i moralizowania. I póki będzie trwać presja ze strony elektoratu, back i front benchers aby zaostrzyć kurs, póki Cameron będzie czuł oddech UKIP-u na plecach wie, że musi to robić. Ciekawe czy kiedyś powróci do tematów, które są głosowane zgodnie z nakazami sumienia? Jak aborcja 6-miesięcznego dziecka na życzenie, małżeństwa gejowskie, zgoda na antyreligijną propagandę w mediach, czyli wynikające z dekalogu, a nie troski o wygodniejsze i lepiej zorganizowane życie obywateli?
Elżbieta Królikowska-Avis
Londyn, 8 października 2013
