Każdemu, nawet najlepszemu publicyście zdarzają się kiksy aksjologiczne. I właśnie zachwaściły komentarz Marcina Wolskiego „Pokolenia gigantów, pokolenia karłów” drukowany utartym zwyczajem na drugiej stronie „Gazety Polskiej” z 13 listopada br.

Tekst zaczyna się nieprzyjemną dla percepcji czytelniczej frazą z języka urzędowego i na dodatek ów początek ma nie najpiękniejszą stylistykę: „W związku z” i dalej: „pogrzebem Tadeusza Mazowieckiego wyrwało się któremuś z liderów dziennikarskiego mainstreamu szczere westchnienie, że oto odchodzi jeden z ostatnich przedstawicieli Wielkiej Generacji”(…). I tu Wolski też westchnął: „Faktyczne…”.

Myślałem zrazu, że ten najwyborniejszy z wybornych współczesnych felietonistów i humorystów nawiązuje do starego żartu z połowy lat sześćdziesiątych, jak to na pogrzebie przewodniczącego Rady Państwa Aleksandra Zawadzkiego jeden z obecnych dygnitarzy partyjnych spontanicznie, lecz dosyć głośno powiedział do siebie „za takie pieniądze, to by można pół Komitetu Centralnego PZPR pochować”, i jakie miał później, w dowcipie, zabawne kłopoty.

Ale nie, nie ma tu na razie żadnego humoru. Zaintrygowany przeto czytelnik pyta siebie, co to za Wielka Generacja, przecież nie romantyków, bo dawno pomarli. Również chyba nie legionistów i polityków Piłsudskiego.

To dobry, profesjonalny chwyt dziennikarski: zaskoczyć czytelnika, żeby skłonić go do przeczytania całego materiału. W istocie odbiorca przebiega oczami w zaciekawieniu kilka wierszy i dowiaduje się, że tę Wielką Generację tworzyli Mazowiecki, Geremek i Kuroń. A smutno i przykro, że nie pozostawili następców godnych siebie. Tak samo jak „w salonie kultury nie widać - pisze Wolski – kto miałby zastąpić Miłosza, Szymborską, Lema i Mrożka…”.

To że pierwsi z wymienionych byli noblistami, ma świadczyć, iż dali naszej kulturze dzieła literackie o wartościach, estetycznych i moralnych, nieprzemijających.

Miłosz był wielki, owszem, w oportunizmie – przez całe dorosłe i twórcze życie dopasowywał się do dominujących tendencji literacko-politycznych, natomiast odrzucał imponderabilia narodowe. O skutkach meandrów Miłosza, nader często niekorzystnych dla naszej literatury, dużo napisał Bohdan Urbankowski, co zwalnia mnie tu od uzasadniania tej opinii. A Szymborska? W panteonie wielkich? Aż żenuję się napisać, że to autorka ponad dwustu wierszy, z których chyba jedna czwarta byłaby w wieku dziewiętnastym zapisywana przez licealistów do sztambuchów; o stalinowskich wierszach Szymborskiej nie napiszę, gdyż się wstydzę. Mrożek, hm – może tak, lecz pod warunkiem, że rozpowszechni się jego dorobek prozatorski, w której są perły świecące nieraz większym blaskiem niż w dramatach. Na przykłada nowelka „Diabeł”. A tu nikt z Wielkiej Generacji ani sam Wolski wymyślający nowy mit nie zająknął się o prozie Mrożka. Lem? To raczej Verne dwudziestego wieku, znający już teorię względności i obserwujący loty orbitalne z lądowaniem na Księżycu. Wiem, Wolski jest bliski Lemowi w podobieństwie wyobraźni, dlatego go tu wymienia.

Jednak dlaczego Wolski nie zapytał, kto miałby zastąpić Herberta, Malewską, Narbutta, Janusza Krasińskiego czy chociażby Cata Mackiewicza? Każdy z nich tworzył własną konstelację wielkości, na pewno większą od uznanych przez Wolskiego następców „salonu kultury”. A jest nadto twórczość zagranicznych gigantów literackich, większych od Miłosza, Lema, a nieporównanie przewyższających Szymborską - to nade wszystko Herling Grudziński i Bobkowski.

A gdyby spojrzeć na dorobek pisarski i naukowy lat trzydziestych ubiegłego wieku? W tym jednym dziesięcioleciu powstało tyle genialnych dzieł literackich i naukowych, co w innych narodach przez stulecia. Taka jest energia niepodległości! Zdałoby się napisać książkę o tym niezwykłym fenomenie, a przynajmniej rzetelny esej. Zachęcam Wolskiego, przekonałby się, ile wybitnych dokonań tamtego czasu może zastąpić nam „salon kultury”, to znaczy utwory Miłosza, Szymborskiej czy Lema. Tylko trzeba tych wielkich, którzy wydawali w latach 30. i pisali za granicą, wprowadzać do zbiorowej pamięci współczesnych Polaków.

Jeżeli Wolski dokładniej przyjrzy się czystości działań politycznych Wielkiej Generacji: Mazowieckiego, Geremka i Kuronia - z pewnością dojdzie do nieco odmiennych wniosków i pro publico bono napisze wyśmienity, jak zawsze, komentarz, esej, artykuł albo książkę z sugestią innego składu osobowego Wielkiej Generacji.

Wie przecież, w jakich warunkach powstają literackie dzieła wiekopomne i takież dokonania polityczne. Pisze bowiem, że nie rodzą się one „ze stadnej aklamacji, lecz ze sprzeciwu, odwagi(…) zwłaszcza gdy nie jest to ani bezpieczne, ani nie przynosi profitów”. To prawda! Jedynie egzemplifikacja jest tu niewłaściwa. Jeśli więc tak pojmuje się wielkość ludzi, Wielkość Generacji, o jakiej pisze Wolski, to ani Mazowiecki, Geremek, ani Kuroń nie mieszczą się w tym pojęciu…

Wszelako Wolski nie byłby sobą – wyrafinowanym humorystą-satyrykiem - gdyby i do tego poważnego tekstu nie wplótł trochę finezyjnej śmieszności, tym samym tonem wypowiedzianej, zapewne dla lepszego efektu humorystycznego. W trzecim akapicie od końca napisał: „Stosując historyczne analogie, odpowiednikiem Jerzego Turowicza byłby Sakiewicz, Karnowski, Wildstein…”.

Każdy przyzna, że śmieszne jest to pomieszanie proporcji, porównań i przywołań. I jeszcze śmieszniejsze, że nazwisko Jerzego Turowicza, o którym wcześniej nie było mowy, pojawia się nagle na końcu wywodów niczym deus ex machina. Taka jest Wolskiego Wielka Generacja pomieszania…

Sądzę jednak, że chyba się skompromitowałem polemizując śmiertelnie poważnie ze znakomitym twórcą-prześmiewcą, gdyż na pewno o Wielkiej Generacji oraz jej trzech najwybitniejszych osobistościach świadomie napisał przekornie, prowokacyjnie, aby wstrząsnąć naszymi umysłami i sumieniem i żeby efekt był finezyjnie sarkastyczny.

Wolski jest przecież zbyt mądry, żeby nie postrzegać w dzisiejszej Polsce rudymentów działań politycznych Wielkiej Generacji Mazowieckiego, Geremka, Kuronia, o które wciąż wszędzie się potykamy, czasami doznając ciężkich obrażeń ducha.

Jacek Wegner

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl