Ukazała się książka w całości poświęcona Twitterowi Twitter. Social Communication in the Twitter Age, (Polity Press 2013). Jest to jedna z najważniejszych publikacji na ten temat na świecie. Szczegółowo omawiam ją w najnowszym numerze „Forum Dziennikarzy” (4/2013). W tym artykule przedstawię jeden z wątków książki, który dotyczy praktycznego zastosowania Twittera w czasie kataklizmów i katastrof.

Autorem książki jest Dhiraj Murthy, profesor socjologii w Bowdein College. Murthy podkreśla, że dziś wiele zdarzeń opisywanych jest przez dziennikarzy obywatelskich na bieżąco, w momencie ich dziania się. Użytkownik Twittera z Japonii napisał 23 listopada 2011 roku w czasie trzęsienia ziemi o sile 6.1 w skali Richtera: „Trzęsienie ziemi w Tokio obudziło mnie z głębokiego snu o 4.25”. Wiele innych, dramatycznych wpisów, przyczyniło się do pomocy poszkodowanym i ukierunkowało działania służb ratowniczych. Podobnie użytkownicy Twittera reagowali, gdy trzeba było informować o katastrofach lotniczych, tsunami, pożarach lasów, czy innych nieszczęściach. Tradycyjne media często nie zdążają na czas, by o nich relacjonować, obywatele są na miejscu i piszą tweety. Takie działania pokazują jak Twitter zmienił praktykę dziennikarską.

Ogromne znaczenie dla popularyzacji Twittera jako narzędzia dziennikarskiego miało wodowanie samolotu na rzece Hudson w Nowym Jorku w roku 2009. Janis Krums, jeden z pasażerów promu przepływającego obok samolotu, zrobił zdjęcia, które obiegły cały świat. Zdjęcia ukazały się na portalu TwitPic dużo wcześniej niż pojawiła się tam ekipa telewizji MSNBC. Większość mediów wykorzystała te zdjęcia w artykułach i serwisach. Stacja MSNBC utrzymywała z Krumsem kontakt przez 30 minut, odbierając wysyłane przez niego tweety.

Pierwszą naturalną katastrofą, która pozwoliła znaleźć się Twitterowi na głównej mapie mediów, był pożar lasów w Południowej Kalifornii w roku 2007. To Twitter informował mieszkańców zagrożonych terenów o zamkniętych drogach, kierunku rozprzestrzeniania się ognia i bezpiecznych miejscach. Wielkim wydarzeniem, szeroko komentowanym na Twitterze były eksplozje w Bobmaju i atak terrorystyczny na hotel Taj Mahal Palace. Tweetujący informowali opinię publiczną o pożarach, wystrzałach, obecności zamachowców, do tego stopnia, że władze poprosiły o nietweetowanie, gdyż obawiały się, że będą to informacje użyteczne dla terrorystów. Ponieważ tweety są krótkie – zauważa Murthy – to doskonale nadają się do przekazywania zwięzłych komunikatów w czasie katastrof, wybuchów, czy kataklizmów. Nie tylko zresztą są one medium w rękach obywateli, ale rząd i jego służby również używają Twittera do organizowania pomocy dla ofiar katastrof, czy dla obszarów zniszczonych w wyniku powodzi i innych klęsk żywiołowych.

Kiedy 14 marca 2011 roku zatrzęsła się ziemia w północnej Japonii z siłą 9 stopni Richtera, a było to najmocniejsze trzęsienie ziemi jakie zdarzyło się kiedykolwiek w Japonii, przestały działać sieci telefoniczne, ale Internet był stabilny i umożliwił kontakty poprzez Twittera i skype’a. Twitter był wówczas używany przez profesjonalnych lekarzy do rozpowszechniania informacji o charakterze pomocy medycznej, informacji które następnie były retweetowane, czyli podawane dalej przez kolejnych użytkowników Twittera. Pierwszy tweet o tym trzęsieniu pojawił się przed informacjami w CNN już w minutę i 25 sekund po pierwszych odczuwalnych ruchach ziemi. Był to tweet wysłany z Japonii. Po 6 minutach kolejny „tweeterowicz” poinformował o nadchodzeniu tsunami: „I can see tsunami is coming”.

Niezwykle dużo było w 2010 roku tweetów o powodzi w Pakistanie; znalazły się na trzecim miejscu wśród najbardziej popularnych tzw. trending topic na Twitterze w katgorii newsów. Powódź spowodowała wielkie straty materialne i pochłonęły wiele ludzkich istnień (zginęły 1802 osoby, a 2994 zostały ranne). ONZ określiła sytuację w Pakistanie jako „katastrofę”. Na Twitterze – co według autora jest warte podkreślenia - znalazły się przede wszystkim informacje pochodzące z tradycyjnych mediów, mniej było informacji/newsów z mediów społecznościowych (w tym z blogów). Tradycyjne media (takie jak CNN czy BBC) dominowały w indywidualnych tweetach opisujących owe powodzie. Co ciekawe, w pierwszej  dziesiątce najczęściej tweetujących o Pakistanie byli celebryci: Jemima Khan, Lance Armstrong, Stephen Fry i Justin Bieber. Ale tylko10 spośród 100 użytkowników tweetowało z Pakistanu, reszta pochodziła spoza granic tego kraju.

Tweety celebrytów były też najczęściej retweetowane, zatem miały bardzo duży wpływ na organizowanie pomocy dla tego kraju, zarazem przyczyniały się do kształtowania wizerunku gwiazd update culture, jak Murthy nazywa kulturę zdominowaną przez potrzebę zaglądania do Internetu i ciągłego aktualizowania danych. Jednocześnie – zauważa autor książki - nie było wśród tweetujących żadnego dziennikarza obywatelskiego z Pakistanu. Więcej było wezwań do zbierania funduszy dla poszkodowanych niż informacji z pierwszej ręki o tym, co się naprawdę dzieje w Pakistanie. Tak, czy inaczej, głos celebrytów był na Twitterze najdonośniejszy.

Zdaniem Murthy’ego Twitter może ratować ludziom życie, albowiem tweety informują o zagrożeniach lub wskazują miejsca pomocy i zbiórek. Wielu ludzi, którzy znaleźli się w środku zdarzeń informowało o nich innych, stając się dziennikarzami obywatelskimi. Takie działania nie unieważniają dotychczasowej roli dziennikarzy tradycyjnych, lecz pozwalają im korzystać z nowych źródeł informacji. Zadziwiające jest jednak to, że w nowej kulturze aktualizacji często największymi autorytetami dla publiczności stają się celebryci. To oni wyznaczają światowe trendy, również na Tiwtterze, pisząc o swojej diecie, modzie, hollywódzkich plotkach, lub wzywając do humanitarnej pomocy dla ofiar powodzi i trzęsień ziemi.

Książka Dhiraja Murthy’ego skłania do refleksji, bo Twitter, jak i cały Internet, stwarza nie tylko szanse, ale również zagrożenia. Zwrócił na to uwagę prof. Wojciech Kostecki podczas konferencji naukowej  zorganizowanej w listopadzie tego roku przez Wyższą Szkołę Cła i Logistyki w Warszawie. Konferencja dotyczyła dynamiki współczesnych stosunków międzynarodowych, a jednym z czynników wpływających na tę dynamikę są niewątpliwie nowe media (zatem i Twitter). Kostecki wymienił przekaz medialny poza kontrolą państw jako jedno ze współczesnych zagrożeń, obok skłonności Zachodu do autodestrukcji swojej tożsamości, niewidoczności potencjalnego przeciwnika (cyberwojny) oraz możliwego wciąż posłużenia się bronią jądrową. Tym, co z naszego punktu widzenia jest istotne, jest to, że publikacje na Twitterze mogą mieć obosieczny charakter; sceny agresji mogą pobudzać do agresji i kontruderzenia. Profesor przyjmuje – a zgadzam się z nim w pełni – że współczesne media zdolne są do wywoływania i stymulowania konfliktów, a także do ich dramatyzowania i mitologizowania. Twitter też może spełniać taką rolę. Wystarczy przypomnieć, że w czasie zamieszek połączonych z grabieniem sklepów w Londynie i w innych angielskich miastach demonstranci zwoływali się za pomocą telefonów komórkowych i Twittera. Podobnie mogą czynić grupy przestępcze czy kibolskie. Terroryści prawdopodobnie wykorzystywali to narzędzie w czasie ataku na Taj Mahal Palace w Bombaju, używając np. informacji dziennikarzy obywatelskich do własnych celów (stąd ówczesny apel władz indyjskich o zaprzestanie tweetowania). Warto też pamiętać, że na Twitterze, tak jak w całym Internecie, mogą pojawiać się informacje nieprawdziwe, zmanipulowane, prowokacyjne, itd., których szybka weryfikacja nie jest możliwa.

O tych wszystkich zastrzeżeniach i obawach warto pamiętać, kiedy bezrefleksyjnie zachwycamy się nową technologią. Nowa technologia stwarza nowe szanse, których jeszcze nie mieliśmy, ale stwarza też nowe zagrożenia, które mogą być w przyszłości poważniejsze od wszystkich dotychczasowych.

Marek Palczewski

Autor jest adiunktem w Katedrze Dziennikarstwa w SWPS w Warszawie

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl