Niedziela 24 listopada, Majdan
11.00 rano, wielkie oczekiwanie. Ostatni rzut oka, najpierw na Plac Europejski, gdzie zbierać się mają demonstranci zwoływani na ten wiec od trzech dni. Do planowanych stu tysięcy jeszcze wielu brakuje. Raczej pusto, ale zostało jeszcze sporo czasu. Stanowiska opozycyjnych partii, głównie Batkiwszczyny Julii Tymoszenko. Zaczynam się zastanawiać, czy nie pomyliłem miejsca zbiórki, może to nie tutaj?
Zobacz - Tworzy się historia - Kijów 2013, cz. 1.
Zobacz - Tworzy się historia - Kijów 2013, cz. 2.
Zobacz - Tworzy się historia - Kijów 2013, cz. 3.
Na Majdanie podobnie, kilkaset osób, choć dziś pogoda akurat nienajgorsza. Wokół wielu gentlemanów z niewielkiego oddalenia obserwujących demonstrantów na Majdanie. Stoją zwykle w parach i unikają pokazywania twarzy. Moje przewrażliwienie? Może.
Jednak, kiedy licznie zaczynają się pojawiać mężczyźni w wieku poborowym, idący zwartymi grupami i jeszcze staranniej zakrywający twarze, przewrażliwienie zmienia się w pewność, że i mnie zaczyna toczyć choroba spiskowej teorii dziejów. Luźne grupy wychodzą oddzielnie ze stacji metra i kawałek dalej, zasłonięci budynkiem hotelu zbierają się w dużą grupę. Rozmawiają ze sobą, żartują, częstują papierosami. Wygląda jakby wszyscy się znali. W uszach dźwięczy mi jeszcze nawoływanie z Majdanu, żeby nie ulegać prowokacjom, a takich na pewno będzie dużo.
Na Majdanie też raczej pusto, kilkaset osób i wciąż atmosfera oczekiwania, ale czuć niepokój. Przy wyjściach ze stacji metra młodzi ludzie nawołują do przyjścia za godzinę. W głosie słychać coraz mocniej dźwięczącą desperację - czy będzie nas tak wielu, żeby udało się coś zmienić?
Kliknij TU by zobaczyć zdjęcia z niedzieli 24 listopada
… tymczasem niecały kilometr dalej nie ma problemu liczebności. Od rana koło Soboru Michajłowskiego tam, gdzie dzień wcześniej palono znicze ofiarom Wielkiego Głodu zbierają się prawdziwe tłumy. Nie ma jeszcze jedenastej, kilkadziesiąt tysięcy już jest, a kolejne dziesiątki tysięcy nadchodzą. Świetnie zorganizowani, karnie słuchający poleceń przewodników. Tysiące flag wyjmowanych z fabrycznych opakowań i nakładanych na tysiące teleskopowych, równie nowych tyczek. Twarze zmęczone, ale wszyscy bez marudzenia podążają na wyznaczone miejsca. Próbuje pytać, skąd są i po co przyjechali. Zjechali z całej Ukrainy, niektórzy jechali całą noc i od czwartej rano czekają na rozpoczęcie demonstracji. Okazuje się, że za przyjazd do Kijowa zapłacono im. Kto wyłożył miliony hrywien na ściągnięcie tych ludzi do Kijowa? Formalnym organizatorem mają być mali i średni przedsiębiorcy …
Organizacja wiecu perfekcyjna jakby połowa funkcjonariuszy MSW brała w niej udział albo sprawna struktura partyjna .. duża struktura partyjna taka na przykład jaką ma Partia Regionów. Może jedni i drudzy? Do tego wszystkie media w karnej gotowości: wozy transmisyjne podłączone, a za kamerami stoją już operatorzy. Pierwsza myśl jest oczywista: rząd zorganizował kontrdemonstrację, żeby pokazać, że „większość” społeczeństwa jest przeciwna integracji z Unią Europejską. Kolejne rozmowy wprowadzają jednak jeszcze większy zamęt. Demonstracja jest „ZA” Europą i za integracją europejską. Wszystkich tych ludzi sprowadzono do Kijowa, żeby okazywali swoje poparcie dla układu stowarzyszeniowego? Ale przecież rząd Ukrainy właśnie ogłosił, że nie zamierza podpisywać układu ...
Spiskowa paranoja jeszcze się nasila. Jedyne wyjaśnienia dają stare komunistyczne wzorce. Jeśli towarzysz sekretarz chciał podjąć jakąś decyzję, zwoływał lud na wiec poparcia i ogłaszał decyzję powołując się na „wolę ludu”. Czyżby ten sam mechanizm działał tutaj? Druga możliwość: w łonie rządzących toczą się walki frakcyjne i jedna frakcja ogłasza rezygnację ze stowarzyszenia, a druga pokazuje, że „wola ludu” jest inna.
W efekcie dziś w Kijowie dwie duże demonstracje poparcie dla „Europy”. Trzecia możliwość jest taka, ze uczestnicy protestów na Majdanie inaczej rozumieją definicją Europy niż ci, którzy podjęli decyzję o zawieszeniu procesu stowarzyszeniowego z UE.
Przypomina mi się pierwsza rozmowa w drodze z lotniska do hotelu kilka dni wcześniej z pełniącym rolę przewodnika Władimirem – dziennikarzem z Ukraińskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy,. W jednym zdaniu opisał to, co się właśnie dziej na Ukrainie: Bogdan Chmielnicki skierował Ukrainę ku Azji, a po niemal czterech wiekach Ukraińcy chcą odwrócić ten kierunek. Czy im się uda? Pokaże historia, która właśnie się tworzy.

