“Wielka Brytania zamierza przyjąć 700 uchodźców – ofiar wojny domowej w Syrii, którzy najbardziej ucierpieli, i zapewni im bezpieczne schronienie – powiedziała w Izbie Gmin minister spraw wewnętrznych Theresa May. I zaczęło się zamieszanie.

Drakońskie cięcia budżetowe – zdrowie, szkolnictwo, bezpieczeństwo publiczne – padają fundacje charytatywne, zamykane są biblioteki i centra kultury. Rząd Davida Camerona, w sytuacji kryzysu, lecz także z przyczyn programowych, wydał wojnę Nanny State, państwu opiekuńczemu. Toczy kolejne batalie z Unią Europejską o redukcje praw do pomocy socjalnej imigrantów, podczas której najgłośniej o przybyszach z biedniejszych państw UE, w tym z Polski. Już nie mogą aplikować o zasiłki "z marszu", lecz po trzech miesiącach pobytu na Wyspach, wiele się mówi o podwyższeniu bariery trudności aż do dwóch lat, po uzyskaniu status rezydenta, a także odebraniu Child Tax Credit na dzieci, które przebywają w krajach pochodzenia rodziców, pracujących i odprowadzających podatki w Wielkiej Brytanii. A ostatnio – szefowa Home Office Theresa May próbuje, tymczasem bezskutecznie, doprowadzić do przegłosowania w Izbie Gmin Nowego Prawa Imigracyjnego, które zredukuje z 14 do 4 punkty Human Rights Act, na które będą mogli się powoływać imigranci – kryminaliści w długich i kosztownych procesach w celu uniknięcia ekstradycji. M.in. na prawo do życia rodzinnego, które wielokrotnie odbierało brytyjskim sądom szanse na wyrzucenie z kraju terrorystów, złodziei i bandytów, bo kolidowało to z art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. "Nasze prawa muszą być ważniejsze niż prawa kryminalistów zza granicy" – wspiera panią minister komentator z Daily Maila Dominic Raab – i tu akurat trudno sie z nimi nie zgodzić.

Aż tu nagle 29 stycznia, jak piorun z jasnego nieba, brytyjskie media podały wiadomość, że Wielka Brytania zamierza przyjąć 700 ofiar wojny domowej w Syrii. A więc – osierocone dzieci, ofiary tortur i seksualnej przemocy w wyniku ataku wojsk rządowych na ludność cywilną. We współpracy z ONZ, w trybie nadzwyczajnym i przyspieszonym, zostanie otwarta sieć schronisk, gdzie azylanci będą mogli zamieszkać.

"Jesteśmy zdeterminowani, by znaleźć uciekinierów, którzy są w największym zagrożeniu" – przekonuje minister May. Choć nic nie mówi o kryteriach wyboru. Informacja została potwierdzona w oświadczeniu premiera Camerona; jego rząd wycofał swoje veto i będzie wspierał pomysł "przyjęcia 700 osób najbardziej dotkniętych wojną". Yvette Cooper, minister spraw wewnętrznych w gabinecie cieni, natychmiast wsparła projekt i dodała, że "Wielka Brytania ma długą historię pomocy dla tych, którzy uciekli przed terrorem, i Labour Party jest oczywiście za". Jakżeby inaczej?! Przeciw opowiedziała się część konserwatywnych back benchers, a jeden z nich Andrew Bridgan zauważył, że Wielka Brytania już przekazała na rzecz Syrii 600 mln funtów, i dalsze działania pomocowe, to polityczny "wyścig na współczucie, typowy dla okresu przedwyborczego".

Właściwie trudno przeciw tym decyzjom rządu Davida Camerona protestować. Koszmar wojenny, jaki rozpętał się w Syrii - ok. 2.5 mln uchodźców już opuściło kraj, a kolejne 6.5 mln musiało szukać bezpiecznego miejsca wewnątrz Syrii – głód, choroby, utrata dorobku całego życia, więc ta misja humanitarna, pomoc bogatego europejskiego państwa dla innego, ogarniętego wojną, jest zrozumiała. Ale można także zapytać: skąd tyle troski o dotkniętych wojną domową Syryjczyków, a przedtem Irakijczyków, mieszkańców Wybrzeża Kości Słoniowej, Nigerii? Dla ofiar trzęsienia ziemi na Haiti, tsunami na Sri Lance, na projekty "jedna studnia na jedną wioskę" w Kenii, szkoły w buszu w RPA? Otóż David Cameron, jeszcze jako szef opozycji, konkurował z socjalistą Tony Blairem w akcjach na rzecz ochrony środowiska naturalnego, wspieraniu projektów pomocowych dla krajów rozwijających się, akcjach przyjmowania uchodźców politycznych z krajów ogarniętych wojną, etc. A teraz jako premier i autor nowej formuły konserwatyzmu, "modern compassionate conservatism", próbuje być w pierwszej linii "współczujących". Zwłaszcza przed wyborami. Wydaje się, że złapał bakcyla, toczącego brytyjską lewicę – z jednej strony poczucie winy za Brytyjskie Imperium i próby zrekompensowania krajom, zwłaszcza wchodzącym kiedyś w jego skład, choć nie tylko, dawnych win. A z drugiej wirusa pacyfizmu, nawet za cenę obniżenia stopnia bezpieczeństwa publicznego we własnym kraju. Stad szczytna idea - nie wysyłamy wojsk do Syrii, ale oferujemy pomoc humanitarną i przyjmujemy syryjskich uchodźców.

Oczywiście nie twierdzę, że pacyfizm jest zły, jeśli naturalnie nie obniża poziomu bezpieczeństwa narodowego. Albo, że Imperium Brytyjskie dziś obroniłoby swoje hasła "misji cywilizacyjnej", bo nie obroniłoby. Lecz obie idee, stosowane wybiórczo i na oślep, pod presją zbliżających się wyborów, przynoszą złe owoce. A w każdym razie prowadzą do solidnego zamieszania. Bo z jednej strony – Wielka Brytania przeznacza, jedynie na wsparcie krajom pozaeuropejskim, rozwijającym się, ok. 0.56 proc. PKB, z tendencją wzrostową, a z drugiej – tnie pomoc dla emigrantów z biednej części Europy, ofiar sowieckiego reżimu, który zniszczył gospodarki ich krajów, co przyczyniło się w dużym stopniu do ich dzisiejszej mizerii. Przecież ci imigranci z biedniejszej części Europy, to także ofiary, prześladowań politycznych lat 40., 50., 80., rujnowania ekonomicznego, niszczenia substancji ludzkiej, masowych imigracji jak ta polska w stanie wojennym. I bodaj tylko za czasów premier Thatcher doczekaliśmy się wsparcia politycznego we wspólnych działaniach na rzecz obalenia Imperium Zła, oraz pomocy humanitarnej. Dziś moglibyśmy liczyć na pomoc tylko wtedy, gdyby Polska leżała w Afryce. Wtedy, by

może, doczekalibyśmy się uwagi rządu Camerona. Na cały ten bałagan myślowy składają się oczywiście brytyjskie zaszłości historyczne i ewoluowanie formuły brytyjskiego konserwatyzmu w stronę "współczującej" i "solidarnej". Co nie byłoby niczym zdrożnym, gdyby było stosowane konsekwentnie.

Elżbieta Królikowska-Avis

3 lutego 2014

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl