To jest dobra koncepcja programowa. Od 25 lat nie słyszałam innej – także autorstwa samego PiS – która byłaby bardziej wszechstronna, przemyślana, odwołująca się do wszystkich sektorów funkcjonowania państwa. I z przekazem, z którego wyborca może coś wyczytać: lewicowo-liberalny czy konserwatywny? Ten jest oczywiście konserwatywny. Do tej pory liderzy nasi partyjni przedstawiali w kampanii jakieś strzępy przypadkowych haseł, trochę o służbie zdrowia, to znów o równouprawnieniu kobiet i o 6-latkach w szkole, „od Sasa do lasa”, i upierali się nazywać to programem. To, co zaproponował premier Kaczyński j e s t programem. Nie pomija właściwie żadnego elementu, obecnego w zachodnich manifestach partyjnych: wizja, podstawowa baza wartości, sposób organizacji państwa oraz sam program, rozpisany na działania ministerstw (gospodarka, służba zdrowia, bezpieczeństwo publiczne, edukacja, kultura, polityka zagraniczna). To jest w Polsce prawdziwe novum. Wielokrotnie obserwowałam tu, na Wyspach, przebieg kampanii wyborczych do parlamentu/europarlamentu, i obraz był zawsze taki sam. Najpierw szef partii przedstawiał wizję kraju jaką proponował wyborcom, potem określenie światopoglądowe czyli pakiet wartości (konserwatywne, lewicowo-liberalne), wreszcie sam program, z rozpisaniem na prace konkretnych ministerstw. Np. podczas ostatnich wyborów David Cameron zaproponował wizję Big Society, Wielkiego Społeczeństwa, projektu który miał mobilizować obywateli do współdziałania w okresie kryzysu. Po raz pierwszy program polskiej partii zawierał prawie wszystkie te składniki, i to jest duży krok do przodu.
A więc najpierw pakiet wartości, oczywiście konserwatywnych: szacunek dla życia, wolności i prawdy. Prawda, jako podstawowe kryterium oceny oraz dialogu, bliski kontakt z rzeczywistością, w przeciwieństwie do skłonności do zideologizowanych utopii lewicy. W centrum zabiegów partii – człowiek i jego niezbywalne prawa, szacunek dla polskiej historii i tradycji, duma z osiągnięć kraju. Dwa hasła brzmią tu trochę egzotycznie, jakby z innego pakietu: egalitaryzm w traktowaniu obywateli i ich potrzeb, oraz solidaryzm w procesie redystrybucji dóbr. Ale dziś, kiedy w Europie trwa proces miksażu programowego partii konserwatywnych i liberalnych, który rozpoczął swoją Trzecią Drogą Tony Blair, a teraz kontynuuje David Cameron, nie powinniśmy mieć tu zbyt wielu skrupułów. Zwłaszcza, że możemy się powoływać na swoje, polskie, historyczne źródła solidaryzmu, związek zawodowy Solidarność, który świat uznał za wzorzec dopominania się o społeczną sprawiedliwość.
Następny był sposób organizowania państwa. A więc demokracja, która jest nie tylko „lubrykantem” i „oliwi” mechanizmy funkcjonowania kraju, ale także pomysłem na taką formułę państwa, która pracuje na rzecz obywateli. Czyli - stosunek państwa do obywatela i obywatela do państwa, punkty kontroli władzy, sposoby samoorganizacji obywatelskiej, prawa człowieka, pluralizm partyjny, medialny, etc. Państwo jako wartość, ale pracujące na rzecz obywatela, który jest przecież „sercem i duszą demokracji”, i zapewniające mu wszelkie wolności i prawa. W tym miejscu premier wspomniał kolejny raz o egalitaryzmie i solidaryzmie, tym razem w kontekście modelu ekonomicznego Polski: a więc wolny rynek, lecz tonowany elementami państwa opiekuńczego. Choć polscy libertarianie głośno protestują, twierdząc, że państwo opiekuńcze, to „lewicowe ekstrawagancje”, prowadzące prostą drogą do wydrenowania budżetu - po 40 latach rewolucji kontrkulturowej nikt nie odważy się powiedzieć, że nowoczesny program partyjny mógłby się obyć bez choćby elementów welfare state, pomocy dla potrzebujących, chorych, starszych, niepełnosprawnych, rodzin wielodzietnych, bezrobotnych. Zresztą u nas solidaryzm społeczny ma inną historię i tradycje niż np. w Wielkiej Brytanii czy we Francji - przede wszystkim z uwagi na zakorzenienie w chrześcijańskiej nauce Kościoła oraz w doświadczeniach Solidarności.
Funkcjonowanie Polski w ramach Unii Europejskiej – szacunek i wsparcie dla wartości, które legły u podstaw założycielskich, lecz odrzucenie tendencji federalistycznych, unifikacyjnych, nie mówiąc o hegemonizmie, który jest zaprzeczeniem zasad równości państw członkowskich. Różnorodność kulturowa jako bogactwo, które należy pielęgnować, zamiast z nim walczyć. Trafna diagnoza dwóch najpoważniejszych problemów Polski: katastrofa demograficzna oraz „zwijanie się państwa”. Tu premier Kaczyński zaproponował nowe podstawy polityki prorodzinnej: 500 zł na drugie i kolejne dzieci, bezpłatne przedszkola, przedłużenie urlopu macierzyńskiego, etc. Jednak aby dzietność Polek w Polsce choć zbliżyła się do dzietności ich rodaczek w Wielkiej Brytanii (2.7), należałoby pomyśleć o pomocy bardziej kompleksowej, do czego wrócę innym razem. Wiele mówił na temat skrajnie groźnego zjawiska „zwijania się państwa” (likwidacja szkół, bibliotek, domów kultury), wyprzedaż systemu komunikacyjnego (lotnicza, kolejowa, autobusowa), śmierć Poczty Polskiej, zamykanie posterunków policji. Za tymi spostrzeżeniami – mam nadzieję – pójdą propozycje, jak odwrócić te trendy. Bardzo ważne spostrzeżenie o zawłaszczeniu przez PO wszystkich punktów kontroli władzy, i obietnica przywrócenie uprawnień: opozycji, NIK i dawnej funkcji IPN, uniezależnienie GUS, reforma parlamentu. Czyli w istocie - zrobienie porządku w państwie, jego najważniejszych instytucjach, umożliwiając mu w miarę prawidłowe działanie.
Oczywiście, sporo mówiło się o służbie zdrowia, o planach likwidacji NFZ i powrocie do finansowania budżetowego, wzmocnieniu pozycji lekarza pierwszego kontaktu, skróceniu kolejek do specjalistów. To był chyba najbardziej ogólnikowy fragment, wiadomo – służba zdrowia, to beczka bez dna i wiele niezłych rządów potknęło się na próbach reform. W edukacji – jakże słuszny – powrót do tradycji polskiej oświaty i rezygnacja z nieudolnych – dodam i wtórnych – eksperymentów, z których Zachód często się już wycofuje. Należałoby, co robi już Cameron, wzmocnić z jednej strony dyscyplinę, z drugiej – wesprzeć autorytet nauczyciela. To na początek. Premier wspominał także o przywróceniu systemu 8 + 4, szkół zawodowych, rezygnacji z systemu testowego. A tendencja wiodąca – poprzez naukę historii, języka polskiego ma budować polską tożsamość, uczyć rozumienia naszej historii i kultury, budzić dumę narodową. Niemcy robią to cały czas i dobrze na tym wychodzą, Brytyjczycy zaprzestali – i próbują odwrócić ten trend. W dziedzinie kultury - ochrona dziedzictwa narodowego i kształtowanie patriotyzmu i polskich postaw. Rezygnacja z popierania projektów o wyraźnie anty-polskim charakterze, zwłaszcza – dodam – że często, jak np. słynna wystawa w Muzeum Sztuki Współczesnej z pracami Damiana Hirsta, są wtórne i tandetne. Nie znaczy to ograniczenia wolności twórczej, chyba że utwór przekracza granice prawa, godzi w zapatrywania religijne obywateli czy w powszechne poczucie przyzwoitości. Telewizja i radio publiczne – po okresie nadmiernego upolitycznienia - mają powrócić do funkcji służby publicznej, i zapewnić prawdziwy pluralizm, polityczny i kulturowy.
Bardzo się cieszę, że w programie PiS, po raz pierwszy, pojawił się motyw konieczności budowy społeczeństwa obywatelskiego. Ileż ja się o tym napisałam! Należy je koniecznie odbudować, wszystkie te postawy społeczno-obywatelskie, świadomość praw, ale także obowiązków. O obowiązkach nie pozwalano nam zapomnieć, o naszych prawach wiemy mało. No i na koniec, w segmencie polityki zagranicznej – powrót do czynnej polityki zagranicznej, zamiast „płynąć z głównym nurtem” i skazywać się na kibicowanie. Powrócić do dawnej aktywności zagranicznej, motywowanej jedynie i wyłącznie interesem Polski.
Wszystko, co zostało w przemówieniu programowym powiedziane, jest jeszcze mgliste, ogólnikowe i pozbawione konkretów, ale program, to przecież tylko drogowskaz. Ten pokazuje przynajmniej w jaką będzie prowadzić stronę. Potem przyjdą eksperci, specjaliści i know how, i rozpiszą każdy z tych punktów na szczegółowe działania resortów. Najważniejsze, że jest to pełna propozycja programowa, jakie widać na Zachodzie, a nie jakieś przypadkowe hasła, chwycone w pośpiechu. Że wydaje się nowoczesna (elementy solidaryzmu w programie konserwatywnym), a jednocześnie zakorzeniona w polskiej tradycji obyczajowej i moralnej. Odważna, bo nie boi się artykułować naszych potrzeb i racji, a także pełna godności, bo oczekuje, że zostaną one, np. gdzieś w Brukseli czy w Berlinie, wysłuchane.
Elżbieta Królikowska-Avis
Londyn, 17 lutego 2014
