I znowu się zdenerwowałem na język osób publicznych. Nie dlatego, co od dawna irytuje, że ledwo poznani młodzi ludzie zwracają się do mnie per „panie Jacku”. Kiedyś nawet studentka przyszła z indeksem i widocznie chcąc być nadzwyczaj uprzejma rozpoczęła prośbę o wpisanie zaliczenia od „panie Jacku”…

Tym razem jednak o zjawisku poważniejszym, dotykającym reguł poprawności językowej, którą traktuję jako przejaw kultury osobistej mówiącego. Bo język to, jak kultura, dobro wspólne. Wykonując nasz zawód jesteśmy także za nie odpowiedzialni, i to nie teoretycznie, a w rzeczywistości, ponieważ tak musimy kształtować publiczne wypowiedzi, żeby były one wzorem językowym dla naszych odbiorców.

To trudne zadanie, które czasami lekceważymy przytłoczeni wielością dziennikarskich obowiązków. Najbardziej razi rozchwianie zasad interpunkcji. W naszym „języku giętkim” mamy wielką swobodę konstruowaniu wypowiedzi wielozdaniowych. Zenon Klemensiewicz jest autorem podręcznika akademickiego „Składnia polska”, liczącego kilkaset stron. Właśnie dlatego tak dużo napisał o polskich układach syntaktycznych, że nie ma w nich, w przeciwieństwie do języków zachodnich, żelaznych reguł. W takiej istności językowej ogromną rolę, warunkującą zrozumienie tekstów, odgrywają właśnie znaki przestankowe. Ich stosowanie jest tym trudniejsze do perfekcyjnego wyćwiczenia, że nie pokrywają się z intonacjami wewnątrz zdaniowych wypowiedzi ustnych. W mowie, ujmując żartobliwie, „stawiamy” przecinki (czyli przerwy-akcenty intonacyjne) nie tam, gdzie muszą być one zapisane.

A skoro mowa i język są, jak się rzekło, własnością wspólną, to znaczy musimy o nie dbać ze względu chociażby na innych, mówiących tym samym językiem. Czyli czuwanie nad poprawnością językową określa stosunek do bliźniego, a więc nadaje naszym artykulacjom wymiary moralne - altruizmu lub egoizmu. Jeśli mówię i piszę źle, to lekceważę słuchacza i czytelnika, a tylko sobie sprawiam wygodę, bo nie muszę się wysilać, jestem na tzw. luzie (jak miliony internautów); co mnie obchodzą inni, mówię tak i piszę tak, bo mi się podoba. I koniec. Uczeni językoznawcy i filozofowie już dawno zauważyli, że sposób wyrażania się uwydatnia kulturę osobistą mówiącego lub jej brak. Mów coś, czy napisz - a powiem ci, kim jesteś…

Czy szef jakiejś ważnej instytucji publicznej może sobie pozwolić na nonszalancję językową albo bezmyślne uleganie permanentnemu w mowie urzędników niedbaniu o zasady poprawności?

Właśnie niedawno dyrektor pewnego szacownego urzędu publicznego przysłał mi list odpowiadający na moje zażalenie pod adresem podlegających mu urzędników. Bardzo się ucieszyłem, że zareagował. Był to wszak dowód, że szanuje klientów. Wszelako radość nieco zmącił popełniony przezeń brzydki błąd gramatyczny, mimo że rozpowszechniony, to jednak nie do przyjęcia, straszliwe „zgrzytający w uszach czytelnika”. Napisał mianowicie, że „odpowiadając na skargę pana Jacka Wegner”…

Tymczasem nasz język jest fleksyjny, i to nadzwyczajnie. Odmieniają się nie tylko rzeczowniki pospolite, ale również imiona i nazwiska, koniugują się wszystkie czasowniki osobowe. I tu napiszę dla rozweselenia, że pewien mój znajomy opowiadał niedawno, iż zatelefonował doń jakiś akwizytor i zapytał, czy rozmawia z panem Janem Kowalski? Na to ów odpowiedział: - proszę pana, nie wie pan, że fleksja wymaga odmian? Dzwoniący na to - „to zapytam fleksję…”

W czasach mojej młodości Polak źle mówiący po polsku, na przykład nieodmieniający wyrazów, które są odmienne, uchodził za grubianina. Rywalizowały wtedy z sobą dwie szkoły językoznawcze – warszawska, wokół Uniwersytetu Warszawskiego, i krakowska z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zwolennicy pierwszej osądzali, że jeśli błąd językowy się rozpowszechnia, to przestaje być błędem i staje się normą; drudzy zaś uważali, że jeżeli błąd coraz częściej pojawia się w mowie Polaków, to tym gorzej dla błędu - trzeba go jak najszybciej wyplenić. Pochodzę ze „szkoły” drugiej. I wdzięczny jestem Klemensiewiczowi oraz wszystkim ówczesnym profesorem i asystentom, że nauczyli mnie bezkompromisowości wobec błędów językowych.

Tymczasem z dzisiejszych wypowiedzi, publicznych i prywatnych, można odnieść wrażenie, że zwyciężyła „szkoła” pierwsza. Tym bardziej że współcześni językoznawcy wypowiadający się w mediach są bardzo łagodni wobec wszelkich zniekształceń mowy polskiej i być może akceptowaliby, jeśli już tego nie uczynili, owo nieodmienianie nazwisk. Z przyjemnością słucham rzadkich, niestety, wypowiedzi radiowych czy telewizyjnych prof. Jerzego Bralczyka, ale nie akceptuję jego (i w ogóle większości współczesnych językoznawców), powiedziałbym, oportunizmu językowego - cóż, są uczniami „szkoły” pierwszej Witolda Doroszewskiego. Ona zdominowała nasze językoznawstwo i nie ma co się dziwić, albowiem wszystko, co nie wymaga wysiłku czy wymaga go w niewielkim stopniu, wypiera wszędzie i zawsze, i do końca świata, wartości, których kultywowania i wyznawanie zależy od narzucenia sobie dyscypliny wewnętrznej.

Przytoczę na koniec anegdotę. W czasach mojej młodości wyrażenie przyimkowe i zarazem spójnik wynikowy „na skutek” były niepoprawne, poprawny był natomiast spójnik „wskutek”. Moja koleżanka humanistka wyszła za mąż za inżyniera. I jemu bardzo imponowali jej znajomi humaniści, którzy często bywali w ich domu. Mąż inżynier przysłuchiwał się dyskusjom, polemikom, jakie wówczas wiedliśmy. I widocznie uświadomił sobie spór o owo „wskutek” i „na skutek” Po pewnym czasie zaczął mówić „na wskutek”…

Czytałem gdzieś, że nasz język należy podobno do najtrudniejszych, obok takich jak japoński czy chiński. Niech będzie taki, nawet jeszcze trudniejszy, wszelako jest nasz, własny, innego nie mamy i nie chcemy mieć, powinniśmy przeto dbać o niego jak o skarb. Tym bardziej że Internet coraz rozleglej i brutalniej niszczy jego precyzję i piękno.

Jacek Wegner

 

PS. Napisałem do owego dyrektora owej szacownej instytucji, że przeczytawszy moje nazwisko nieodmienione, poczułem się dyskomfortowo. Przykre uczucie po paru dniach zostało wyparte ukontentowaniem – pan dyrektor przesłał list przepraszający za uchybienie zasadom fleksji przy moim nazwisku... To jest klasa!

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl