Brytyjska prasa pełna jest doniesień na temat Rosji, Krymu i Ukrainy. A tonacja artykułów i komentarzy, konserwatystów i liberałów, zdumiewająco zgodna. Przedwczoraj tabloid Daily Mail zamieścił np. komentarz pt.”Krym i wielka tragedia, która wisi w powietrzu”, gdzie wspomina się o tym, że „krymski kryzys” ujawnił jak bardzo bezradna jest Europa, pacyfistyczna, po dobrowolnej demilitaryzacji, opuszczona przez Stany Zjednoczone i uzależniona od rosyjskiego gazu i ropy naftowej. Konserwatywny Daily Telegraph także codziennie publikuje artykuły, gdzie Putina nazywa się opresorem i "wrogiem demokracji”. Nawet lewicowe Metro (w Polsce wydawane przez Agorę), nawołuje w headline’ie: ”Stop this mess, Putin told” czyli „Putinowi powiedziano, żeby przestał bałaganić”, nie szczędząc informacji o losie wysłannika ONZ w Doniecku, który musiał schronić się w jakiejś kawiarni przed rozwścieczonym tłumem Rosjan.
Już 6 marca zapowiadano, że brytyjski rząd planuje przekazać 1 mld funtów na pomoc dla Ukrainy, i że premier Cameron jest gotowy aby zażądać embarga na sprzedaż broni do Rosji i przekonać europejskich partnerów o konieczności wprowadzenia dwuczłonowego pakietu sankcji. A w chwilę potem kraje Unii Europejskiej zgodziły się na wsparcie nowego ukraińskiego rządu 9 mld euro z przeznaczeniem na nowe reformy. A więc embargo na broń, zwieszenie kooperacji z Rosja w sprawach wizowych oraz kary w stosunku do rosyjskich firm, dostarczających surowce energetyczne do Europy Zachodniej. No i wprowadzone już w życie zamrożenie kont bankowych kilkunastu wysokich urzędników Putina, i ograniczenie możliwości podróżowania. I tak David Cameron wykonuje telefony do Ban Ki-moona, Obama do Rassmussena, Hollande do Angeli Merkel, i co? I nic. Już wiadomo, że Wielka Brytania nie poparła sankcji ekonomicznych przeciw Moskwie i nie planuje odciąć rosyjskich oligarchów od City. Kiedy uświadomimy sobie, że o ile 25 lat wcześniej tylko 19% spółek giełdowych FTSE 250 było pochodzenia zagranicznego, a dziś to 40% , lepiej rozumiemy, dlaczego. A jeśli sobie przypomnieć, że polityka appeasementu, czyli pokoju za wszelką cenę narodziła się w Wielkiej Brytanii, rozumiemy jeszcze więcej.
Ten stan ducha i myślenia brytyjskich elit politycznych kształtowany był przez ostatnich 80 lat (prócz oczywiście 11 lat rządów Margaret Thatcher), że przypomnę politykę Neville’a Chamberlaina w latach 1937-40. Podpisanie haniebnego układu monachijskiego, oddającego Niemcom część Czechosłowacji, mogło utwierdzić Hitlera w przekonaniu, że Wielka Brytania zachowa neutralność wobec jego działań w Europie Wschodniej. Czy „miękka” polityka Camerona, Merkel, Hollande’a i Obamy nie sygnalizuje Putinowi, że „nie będą umierać za Krym”, a być może i za federalizację Ukrainy? Dopiero teraz widać jak ważne dla polityki Kremla były wszystkie pacyfistyczne Ruchy Obrońców Pokoju i Kongresy Pokoju jak ten we Wrocławiu w 1955, indoktrynujące, usypiające społeczeństwa Wschodu i Zachodu. Całe to wsparcie elit artystycznych, Picasso, Marquez, Fuentes, Hemingway, Sartre, legitymizujących „politykę rozbrojeniową” Kremla. Wszystkie te lewicowe Greenpeace’y i Amnesty International, jeszcze do niedawna finansowane przez Kreml, i hasło „świat bez atomu”, podczas gdy radziecka, a potem rosyjska armia szybko się rozrastała i modernizowała. Obecność agentów wpływu w brytyjskim rządzie, parlamencie i na uniwersyteckich campusach, gdzie do dziś lewicowi guru kształtują swoich eoli w duchu pacyfizmu. W końcu Zachód uwierzył, iż konfrontacja wojenna, zbrojenie, armia, to atrybuty należące do przeszłości.
Dziś sprawa wygląda tak, że Siergiej Ławrow na wieść o tym, że Rosja z powodu inwazji na Krym została wyłączona z grupy G8, wzrusza ramionami i odpowiada „To nie jest dla nas wielka tragedia”. I rzeczywiście nie jest. Takie posunięcie, to dla Putina niezbyt wygórowana cena za zagrabienie tak strategicznego punktu jak Krym. Dziś Europa jest słaba, bezradna i impotentna, w dodatku poważnie uzależniona od rosyjskich surowców energetycznych, którymi Putin gra jak wytrawny hazardzista z Monte Carlo, tymczasem ucierając nosa Ukrainie i podnosząc cenę gazu o 30%. I chociaż w medialnych wystąpieniach Camerona i Obamy pełno jest teatralnego gniewu – obaj a zwłaszcza Obama, są niezłymi aktorami – przekaz jaki płynie w stronę Kremla jest następujący: nie zamierzamy z powodu Krymu ryzykować konfrontacji, ani militarnej ani gospodarczej, zwłaszcza że jego mieszkańcy, w większości Rosjanie, akceptują przyłączenie półwyspu do Rosji, nazywając to „powrotem do macierzy”.
Choć Cameron ostro zabrał się za plany wydobycia gazu łupkowego, aby uniezależnić się od Rosji (choć to tylko 14% ogólnego zaopatrzenia), oraz zastanawia się, co zrobić żeby platformy wiertnicze na Morzu Północnym po ewentualnej secesji Szkocji pozostały przy Wielkiej Brytanii. Wiele się także mówi – konserwatywna prasa często podejmuje ten temat – że przez kilka dekad jedyną odpowiedzią w segmencie „armia, uzbrojenie, obrona kraju” była odpowiedź parlamentu – cięcia, ciecia i jeszcze raz cięcia. I dziś sytuacja jest taka, że Rosja wydatkuje na armię, oficjalnie, 4% PKB, choć nie wiadomo ile nieoficjalnie, bo należy do krajów, które ukrywają wydatki na zbrojenia. Wielka Brytania 2.6% , Francja 2.3 %, a USA 4.7% swojego PKB. Wszystkie kraje zachodnioeuropejskie znajdują się w tej tabeli niżej niż kilka lat temu, bo znacznie spowolniły zbrojenia. Więc brytyjskie media pytają czy kraj nie powinien zacząć przygotowywać się do konfrontacji militarnej, lub aby choćby móc wesprzeć swoich NATO-wskich sojuszników ze wschodu w sytuacji zagrożenia.
„Wszyscy bardzo byśmy chcieli, żeby Putin trzymał się z daleka od Ukrainy i skończył z łamaniem międzynarodowych umów – pisze 5 kwietnia Daily Mail. - Ale to oczywiście myślenie życzeniowe. A pacyfistyczna postawa, w istocie bierność państw Zachodu tylko go zachęca do dalszej ekspansji terytorialnej i przywrócenia dawnego Sowieckiego Imperium”. Brytyjska prasa en masse twierdzi, że ten „krymski kryzys” mógłby być dla Europy i Stanów Zjednoczonych dzwonkiem alarmowym, by skończyć z wiarą w sowiecką propagandę rozbrojeniową, z traktowaniem Putina jako partnera i lidera państwa demokratycznego, którym Rosja nie jest. Polityka „nowego appeasement” – twierdzą – i uległość wobec faktów dokonanych Moskwy, czyni ją żałośnie bezradną”. Wszystko prawda. Toteż jeśli wszyscy, Stany Zjednoczone, europejskie demokracje, Polska zlekceważymy tę „krymską lekcję”, skończy się źle. Oczywiście dla nas, postępowych pacyfistów.
Elżbieta Królikowska-Avis
Londyn, 7 kwietnia 2014
